not dead yet, czyli powrót do świata żywych blogerów

Cześć i czołem! 

Jest tu kto? 

Bo mnie tu nie było kupę czasu. A konkretnie od września 2015. Nawet nie wiecie jak bardzo pluję sobie w brodę, że pozwoliłam sobie na taką przerwę. Że w ogóle pozwoliłam sobie na przerwę. Jakbym nie wiedziała, jak to się skończy. A skończy się tak, że nie będę umiała wrócić. Ciężko przełamać jest tak długie milczenie. Ale miałam na głowie ślub, więc stwierdziłam, o głupia ja, że trochę sobie odpocznę.. Tja, jasne! Trochę. Minął prawie rok, a ja dalej biję się z myślami, jak wrócić. Jak odkopać w sobie motywację do pisania. Bo przecież tak dobrze mi szło. I udawało się pisać w miarę regularnie, cykle jakieś, szmery bajery. Ogólnie konkret. I nagle czarna dziura mnie pochłonęła. Zero totalne. 

Najgorsze jest to, że nie chodzi tylko o motywację, wenę, pasję do pracy. Coś się we mnie wypaliło przez ten czas (swoją drogą nie tylko blogowo, ale o tym może przy innej okazji). Chodzi o to, że zaczęłam się zastanawiać, czy ten blog w ogóle ma sens. Bo wiecie co? Nikt nawet nie zauważył, że mnie tu tyle nie było. Nikt nie zapytał, kiedy kolejny post. (Okej, może oprócz mojego byłego szefa, który jako jedyny spytał mnie, jak tam blog i jak udaje mi się pogodzić pisanie z pracą na etacie). I to mnie trochę zasmuciło i zdołowało. Bo skoro nikt nie zauważył, to znaczy, że nikogo nie obchodzi to, co tutaj wypisuję, że nie było to dla nikogo istotne, żebym tutaj była. Nic się szczególnego nie stało, kiedy zniknęłam. I to mnie trochę dobiło i doprowadziło do myślenia, czy to ma w ogóle sens. Bo nie umiem pisać dla siebie. Chyba jestem na to zbyt próżna i potrzebuję ciągłej uwagi, pochwał, żeby dalej móc działać. Ale może się przełamię i zacznę znowu? A może rzucę to w diabły, skoro i tak wszyscy to mają w nosie? Nie wiem. Póki co próbuję się ratować tym postem, może coś się we mnie przełamie.


A na to wspomniane przełamanie, postanowiłam napisać Wam, co tam u mnie nowego od tego ostatniego, wrześniowego posta. Wciąż pojawia mi się w głowie myśl "laska, i tak nikogo to nie obchodzi", ale uporczywie staram się ją wykopać z głowy (tylko po co? może ta druga ma rację? fuck off...!). 

Jednym z newsów jest fakt, że od 17 października 2015 jestem.. żoną! Przyszło mi przywdziać białą suknię i pójść do ołtarza, takie niespodzianki. A kiedyś tak uparcie mówiłam, że nigdy nie wyjdę za mąż, no. Jakie to życie płata figle :D

by  STEF-FOTO

Co jeszcze? Ach, od stycznia tego roku, zmieniło się trochę moje ciało. W jaki sposób? Pokolorowałam się trochę, a co! Co najfajniejsze, to jeszcze nie koniec! :D

Wilczek, Indianka i Jeleń by Ink Miners Tattoo / Motyl by Kolanko

I żebyście nie pomyśleli, że nie piszę na blogu, bo nie mam o czym, bo nie czytam, to nie martwcie się, wciąż pożeram książki i szaleję z zapełnianiem nimi regałów - już przeraża mnie myśl, jak to wszystko przenieść, kiedy będziemy się przeprowadzać.. Kręgosłup do wymiany!

instagram

Mam nadzieję, że uda mi się wrócić na stałe. Może niekoniecznie z recenzjami książek, tak jak to było kiedyś, ale z moją pisaniną chociaż i przemyśleniami jakimiś. Czy coś. 

Najświeższe newsy na moim instragramie > INSTAGRAM :) 

Stay tuned!