Książka, której nie wolno mi zjeść!


Zniszcz ten dziennik, Książka pod tytułem, To nie jest książka, a teraz jeszcze Nie jedz tej książki. Chyba tylko ślepy by nie zauważył, że ostatnio dystopijne powieści zostały odstawione na bok, a na listach bestsellerów królują kolorowanki i kreatywna destrukcja. Jednych to bardzo boli, że takie tytuły postrzegane są jako literatura i zajmują honorowe miejsca na listach najlepiej sprzedających się tytułów, odbierając je prawdziwej literaturze, godnej uwagi i czytania. Takie mamy głupie społeczeństwo, że zamiast czytać prawdziwą literaturę, wolimy gryzmolić, kolorować i wycinać. Bójcie się niebiosa, sami kretyni, nie umio czytać, ino rysować by chcieli. Drudzy natomiast (tu również ja) zacierają ręce nad nową kolorowanką, świecą im się oczka, gdy widzą nowy tytuł, nad którym mogą kreatywnie się wyżyć razem z pociechami, śliniąc się nad każdym pudełkiem kredek i innych przyborów biurowych (jeżusiu, jak bardzo chciałabym, żeby ktoś mnie zamknął w wielkim sklepie papierniczym na całą dobę!). Nie ma sprawy, mogę być kretynem, grunt, że jestem szczęśliwa i mam z tego radochę. 


Po pierwsze, tego typu publikacje - mówię to zarówno o kolorowankach, jak i wszelakich kreatywnych destrukcjach - pozwalają nam się odstresować. Naprawdę nie spodziewałam się, że będzie to tak fajny i prosty sposób na to, żeby wyłączyć natłok myśli, który gromadzi mi się w głowie każdego dnia. Praca, obiad, sprzątanie, organizacja wesela, a co z praniem, a jakieś zakupy, a co jutro na obiad, przecież jutro w pracy znowu będzie zamieszanie. STOP! Wyłączam się. Idę pokolorować albo zjeść książkę, której ponoć nie wolno mi zjeść. Po drugie, to świetny sposób na spędzenie wartościowego czasu z dzieciakami. Myślę, że można się bardzo zbliżyć ze swoimi pociechami, gdy wspólnie próbuje się wykonać narzucone nam przez książkę polecenia - im bardziej pokręcenie i wbrew zasadom tym lepiej! Ile śmiechu, ile zabawy, ile radości! Po trzecie, uważam, że takie tytuły jak Nie jedz te książki pozwalają nam wyzwolić w sobie wewnętrzne dziecko, a to w dzisiejszych czasach ważny aspekt codzienności. Osobiście byłabym jednym wielkim kłębkiem nerwów, wrednym korpo szczurem z depresją, gdybym regularnie nie dbała o to, by poczuć beztroską, dziecięcą radość. Gdyby nie takie drobne szczegóły i małe szczęścia, pewnie wyzywałabym innych od idiotów i kretynów, bo nie wiedzą jak naprawdę mają się bawić i jak najlepiej spędzać swój wolny czas (prawdziwa literatura for life!)


Nie, czytanie nie jest jedyną, słuszną formą spędzania wolnego czasu. Można robić różne rzeczy, gdy człowiek chce się wyłączyć i odstresować. Nie trzeba tylko i wyłącznie czytać mądrej, poważnej literatury, jak to niektórzy sądzą. Nie. Kocham czytanie, ale wiem, że mogę też robić kilkanaście innych rzeczy, by lepiej się poczuć. I jest to słuszne i dobre.


Dlatego właśnie lubię te wszystkie kreatywne duperelki, które ostatnio pojawiają się na rynku. Tym razem w moje ręce trafiła Nie jedz tej książki, która zawiera mnóstwo fajnych zadań - już nie mogę się doczekać, jak książka będzie wyglądała, gdy skończę wszystkie zadania, pewnie będzie grubaśna i pełna wspomnień (o, i tu kolejna zaleta, bo te wszystkie tytuły mają też formę osobistych dzienników, które wypełniamy swoimi emocjami i pomysłami). Fakt faktem, mam wrażenie, że przeznaczona jest do młodszych odbiorców, więc dzieciaki i ich rodzice z pewnością to docenią bardziej niż starsi czytelnicy, którzy zdecydują się na zakup tego tytułu. Osobiście chętnie wykorzystam Nie jedz tej książki do zabawy z małymi kuzynkami - myślę, że na długi, długi czas będą miały zajęcie, które będą mile wspominać. Dużo ludzi zarzuca takim książkom to, że w ogóle nie mają nic wspólnego z kreatywnością, gdyż zmuszają odbiorcę do wykonywania konkretnych zadań, ale ja mam zupełnie odmienne zdanie na ten temat - wystarczy być trochę buntownikiem i traktować je jako wskazówki, a samemu robić to, co nam się podoba, popuszczając wodze wyobraźni. Podoba mi się to, że każdy może wykonać dane zadanie na swój sposób, zinterpretować polecenie według własnego pomysłu, bo własnie o to w tym wszystkim chodzi - by dać się ponieść wyobraźni.


Czy polecam Nie jedz tej książki? Oczywiście! Ma w sobie ogrom ciekawych poleceń, których nie spotkałam w poprzednich publikacjach, a uwierzcie mi, oryginalność w tej kwestii nie należy do najłatwiejszych, bo trochę już tych tytułów mamy na rynku. Polecenia dają nam pole do popisu i myślę, że za rok, dwa, czy nawet pięć, książka będzie fajną pamiątką, jeśli potraktujemy ją w formie dziennika czy pamiętnika. Uczyńcie z nich swój własny, kolorowy świat ;)

Za możliwość poznania Nie jedz tej książki dziękuję Galerii Książki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz