po czym poznać kiepską książkę?

Pamiętacie jeszcze tekst po czym poznać dobrą książkę? Zapowiadałam w nim, że przyjdzie czas na zmierzenie się z kiepską książką i wyobraźcie sobie, że ten czas nadszedł właśnie TERAZ! Cieszycie się? Bo dzisiaj możecie poznęcać się nad gniotami, które mieliście wątpliwą przyjemność czytać. 

Smutne jest to, że kiepską książkę łatwiej spotkać niż tą dobrą. Taką wiecie, dobrą z prawdziwego zdarzenia, dla której zrobicie ołtarzyk i będziecie ślinić się na widok jej okładki za każdym razem, gdy zauważycie ją kątem oka. A te słabe gnioty czasem mają tak, że mnożą się jak grzyby po deszczu i gdy chcesz wreszcie przerwać ten maraton miernoty, trafia się następna, którą masz ochotę wyrzucić za okno. Pytanie tylko, co czyni ją taką kiepską? Zerknijcie na moją listę i dodajcie coś od siebie :)

- nuda, nuda i jeszce raz nuda - no powiedzcie sami, chyba nie ma nic gorszego, niż nudna książka. Taka, co Cię męczy, dręczy, wypruwa flaki przy czytaniu, a końca rozdziału dalej nie widać, nie mówiąc już o końcu książki. I ciągnie się to, i ciągnie w nieskończoność, a Wy macie ochotę wyrwać sobie włosy z głowy, byle tylko nastąpił wyczekiwany koniec tej męczarni. O dziwo, nie dzieję się tak tylko z lekturami szkolnymi (przy okazji przyznam się, że jak bardzo kocham czytać książki wszelkiej maści, tak nieznoszę czytać lektur!)


- beznadziejne postaci - takie, które macie ochotę udusić, wypatroszyć żywcem i jeszcze spalić na stosie, dla pewniejszego efektu. Ciarki mnie przechodzą, jak trafiam na głupią główną bohaterkę, która wkurza mnie każdym zdaniem, które wypowiada. Albo gorzej, gdy to ona jest narratorką całej powieści (patrz: Sookie Stackhouse) i non stop musicie męczyć się z jej durnymi myślami. Przecież to przyprawia o fizyczny ból. Albo kobiety-bluszcze, które uwieszają się na swoim facecie i nie mogą bez niego nic zrobić. I takie to nieporadne, takie zagubione, takie rozmemłane, że masz ochotę kopnąć w zadek, żeby jedna z drugą wzięła się w garść. Można też trafić na bohatera absurdalnego, który swoim zachowaniem będzie doprowadzał do szewskiej pasji, bo będzie robić wszystko inaczej niż podpowiadałby zdrowy rozsądek. A Ty siedzisz z książką w ręce i niemal krzyczysz, jak większość ludzi oglądając uciekającą panienkę w horrorze: nie rób tego! Co do lasek, jest jeszcze jeden typ, który mnie wpienia, a mianowicie te napalone i niewyżyte, które widząc każdego faceta na swojej drodze, rozbierają go w myślach i zabierają ze sobą do łóżka. Też w myślach, bo na nic więcej je nie stać.


- przesadna wulgarność i ordynarność - trochę związana z ostatnim typem wkurzających bohaterów. Ani trochę nie podoba mi się to, kiedy w książka naładowana jest przekleństwami, bo czuję się jak na polu minowym. Jasne, przekleństwa w niektórych momentach są nawet i wskazane, ale gdy w tekście co rusz lecą jakieś panie na k* i panownie na ch*, to cierpnę. Czuję się wtedy gorzej, niż kiedy przechodzę obok osiedlowego sklepu i ekipy Mietków i Januszów soczyście sklinających sobie do trzymanej w ręku flaszki z tanim winem. Ludzie, miejcie umiar. To samo tyczy się ordynarnych i wulgarnych opisów, np. scen erotycznych. Za tanie porno w wersji papierowej dziękuję i robię w tył zwrot. 


- oklepane / schematyczne / wielokrotnie powtarzające się motywy - kwestia, która często pojawia się, gdy w modzie jest jakiś konkretny typ książek. Był czas na paranormal romance, był czas trójkątów miłosnych, do porzygania. Teraz znowu mamy czas dystopii i co rusz towarzyszy mi uczucie deja vu czy ja tego przypadkiem już nie czytałam? Jedni się inspirują, drudzy ostro zżynają, a Ty się człowieku męcz!


- zakończenie - które rujnuje całą książkę. Dla mnie koszmarem są też otwarte zakończenia, z nutką niedopowiedzenia, gdzie czytelnik sam może sobie dopowiedzieć, co stało się z bohaterami, decydując o ich losach. Nie otwartym zakończeniom. I nie dla tych, które są rozczarowaniem!


- chcesz o niej jak najszybciej zapomnieć - kompilacja wszystkich powyższych punktów. Książka była tak beznadziejna, że masz ochotę wymazać z pamięci każdą minutę, którą spędziłeś na jej czytaniu. Turbo kombo wszystkiego, co najgorsze w lekturze. Najlepiej wyrzucić takiego gniota gdzieś daleko, spuścić w klozecie albo zrobić z niego wycieraczkę. Do tego może się lepiej nada, skoro do czytania nie nadaje się wcale. 


A co według Was czyni książkę beznadziejnie kiepską? Macie swoich faworytów w tej dziedzinie? :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz