Blackout - Marc Elsberg [Wydawnictwo W.A.B.]

Potrafisz wyobrazić sobie dzień bez prądu? Meh, jeden dzień bez prądu to pikuś, myślisz sobie. Mogłoby być nawet fajnie. Nie trzeba iść do szkoły, nie trzeba iść do pracy, bo przecież nic nie działa. Przeżyjesz te 24 godziny bez wysuszenia włosów, bez oglądania telewizji, bez komputera i internetu, bez kawy z ekspresu i tych wszystkich udogodnień. Jeden dzień to nie tak dużo. A co powiesz na 3 dni? 7 dni? 14 dni? Brak internetu i kawy z ekspresu stanie się zwykłą bzdurą, gdy okaże się, że z kranu nie płynie woda, nie ma ogrzewania, nie ma jak zjeść ciepłego obiadu. Nie działają banki, więc zostajesz bez pieniędzy. Nie działają też sklepy, więc nie kupisz sobie nic do jedzenia, nawet jeśli udało Ci się wygrzebać resztki oszczędności ze skarbonki czy skarpetki. Szpitale działają na awaryjnym zasilaniu, więc módl się, żebyś nie potrzebował wtedy pomocy. Wytrzymasz 3 dni, może wytrzymasz i 7, ale pomyśl, co będziesz czuł, gdy od kilku dni nie uda Ci się umyć, nie uda Ci się spuścić wody w toalecie, nie uda Ci się zjeść, nie uda Ci się nic. Bo nie ma prądu. A gdzieś tam urzędnicy i ludzie na wysokich stołkach siedzą sobie w cieple, mając co jeść, mając gdzie się umyć, tylko dlatego, że są ważni, lepsi. Wytrzymasz? Tylko sobie wyobraź. 

Przyznajcie, że wizja jest tym bardziej przerażająca, im bardziej sobie to wyobrażacie. I ta totalna bezsilność, z którą nikt nie może sobie poradzić, bo awaria prądu nie jest zależna od nich. Ty myślisz tylko o tu i teraz, o tym, że brakuje wody, jedzenia, ogrzewania - elementów potrzebnych do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Pomyśl jednak o długoterminowych skutkach tak długotrwałej awarii prądu w całej Europie. Tak, w całej Europie! Wszystkie szpitale, wszystkie banki, wszystkie sklepy, bez prądu. A pomyśl jeszcze o elektrowniach atomowych, które również nie mają prądu niezbędnego do chłodzenia nieużywanych reaktorów. Brak energii zwiastuje tylko jedno - poważne kłopoty dla nas wszystkich.

Wizja jest przerażająca. I gdy tylko sobie pomyślę o takiej możliwości, mam ochotę wybudować sobie schron z niezależnym agregatem prądotwórczym albo chociaż piecem, który daje ciepło, z wielkimi zapasami żywności i wszystkim innym, co może się przydać na taką ewentualność. Dlatego z taką chęcią i ciekawością sięgnęłam po Blackout, który opowiada o właśnie takiej ewentualności - brak prądu w całej Europie.. i nie tylko!

Spodziewałam się, że książka Marca Elsberga wprawi mnie w jedno wielkie przerażenie i wstrząśnie mną do żywego. Jak bardzo się przeliczyłam. Przez pierwsze 400 stron wyglądałam mniej więcej tak:


Czekałam i czekałam, aż wreszcie coś się wydarzy. Przecież nie ma prądu w CAŁEJ EUROPIE! Coś musi pójść nie tak! Gdzie problemy zwykłych ludzi? Ciągle tylko fachowe gadanie, sytuacja przedstawiona z perspektywy władz i wysoko postawionych ludzi. Gadanie, gadanie, gadanie. Ciągle tylko gadanie! Z jednej strony ciekawie zobaczyć, jak pracują władze w takich kryzysowych sytuacjach (głównie próbując zatuszować problemy przed obywatelami, bo lepiej nie informować innych, że jest się w czarnej dupie, że chyba mamy globalny atak terrorystyczny i w sumie to nie wiadomo ile to jeszcze potrwa, kiśnijcie więc ludzie sami, radźcie sobie sami, a my posiedzimy w ciepełku i podebatujemy jeszcze przez kilka godzin). Ale cholera jasna, czemu to tyle trwało! Ponad 400 stron czekałam, aż w końcu akcja się rozkręci i autor postanowi pokazać trochę inną perspektywę całej tej awarii, czyli ludzi, zwykłych obywateli i to, w jaki sposób sobie radzą. Przez pewien moment myślałam, że rzucę Blackout do kąta, bo jak się okaże, że zmarnowałam tyle cennych godzin na te męczące i nudne 800 stron, to się chyba uduszę własną frustracją. 

Na szczęście nastąpił lekki przełom. Fantastycznie, coś się dzieje! Choć nie do końca... Wciąż gadają, wciąż fachowo i trochę niezrozumiale, ale mniej. Wreszcie więcej ludzi, więcej dramatycznych sytuacji na ulicach, w domach, w szpitalach. Dziękuję! Druga połowa szła mi już dużo lepiej, fabuła zaczęła się rozkręcać, wychodziło na jaw więcej faktów, które rzucały nowe światło na całą sprawę. Tak czy inaczej, książka sama w sobie dupy mi nie urwała, na co miałam ogromną nadzieję. 

Chciałam, żeby ta książka mnie przeraziła. Żebym chodziła skołowana przez kilka dni, mając  w głowie realizm tej sytuacji. Że w każdej chwili coś takiego może się wydarzyć i wtedy będę równie bezsilna jak ci bohaterowie, których losy udało mi się w niewielkim stopniu poznać. Liczyłam na to, że książka mnie sponiewiera i zostawi z otwartą gębą z niedowierzania. A w sumie przeczytałam ją i nic. Owszem, były emocje, ale liczyłam na większy ich ładunek, patrząc na motyw przewodni fabuły. Chyba bardziej przerażała mnie moja wyobraźnia. 

Nie wiem, nie jestem zadowolona z tej lektury. Nie jest zła, ani trochę. Brakowało mi po prostu emocji. Według mnie Blackout jest mocno przegadany, a mogło w nim być więcej zwrotów akcji, więcej napięcia, więcej stresu i ciar na plecach. A szkoda, bo zapowiadało się naprawdę emocjonująco. Cóż, bywa i tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz