W śnieżną noc - Johnson, Green, Myracle [Bukowy Las, 2014]

Chyba odrobinę spóźniłam się z recenzją tego tytułu. Bo wiecie, to ponoć świąteczne opowiadania o miłości, a w tytule jak byk, że chodzi o śnieżną noc. Z drugiej strony, zbliżają się przecież kolejne święta, a nigdy nie wiadomo, czy do tego czasu jeszcze nie przyjdzie nam zmierzyć się z zaspami śniegu, patrząc na to, co ostatnio wyczynia sobie pani pogoda. Miejmy nadzieję, że nie. Ok, poświęcę się i powiem, że to jednak moja wina i po prostu się spóźniłam. Ponoć gwiazdy tak mają. No to jestem. I chcę Wam ciut opowiedzieć o tej publikacji, którą przeczytałam już jakiś czas temu. Ktoś chętny?

Wiecie, nie przepadam za zbiorami opowiadań. Krótka forma do mnie nie przemawia w takim samym stopniu, jak normalne książki. Wolę się zagłębić w danej historii na dłużej, wolę się zaangażować emocjonalnie w fabułę, bo takie krótkie numerki nie są dla mnie. Niemniej jednak ciężko nazwać W śnieżną noc zbiorem opowiadań, gdyż znajdziemy tam tylko trzy teksty, wszystkie ze sobą połączone wspólnymi bohaterami. Więc to trochę tak, jakby podzielić książkę na trzy części, każdą pozwalając napisać komuś innemu. No i tak, nie lubię opowiadań, ale lubię Greena, więc dałam tej książce szansę. Poza tym, fajnie wygląda u mnie na półce, pośród reszty tomów wspomnianego autora. Bo ze mnie taki estetyczny freak i nie znoszę, jak mi poszczególne części serii nie pasują do siebie wizualnie i odstają takie dziwolągi i mnie straszą. Niby to nie seria, ale jednak. Ma wyglądać!

I jak wypadł ten łączony twór Maureen Johnson, Johna Greena i Lauren Myracle? Raczej przeciętnie, niestety. Owszem, czyta się tę książkę przyjemnie, lekko. Brakuje tylko kubka ciepłego kakao w dłoni, kocyka i strzelania ognia w kominku, żeby całkowicie się przy niej rozpłynąć (chyba jednak dobrze czytać ją zimą, daje większy efekt emocjonalny). Bardzo podobało mi się to, że poszczególne opowiadania łączą się ze sobą wspólnymi bohaterami, choć mimo wszystko każde z nich było poświęcone innej parze (albo trójkątowi). To wciąż pozwalało zachować spójność fabuły, jednakże nie całkowicie. Osobiście bardzo żałowałam, że niektóre historie już się kończyły, gdy tak naprawdę dopiero się zaczęły. Niedosyt. Jeden wielki niedosyt. Chyba wolałabym przeczytać trzy osobne, pełnowymiarowe książki o bohaterach wykreowanych przez każdego z autorów, niż takie wydarte skrawki upchnięte w opowiadania. Bo kto lubi, gdy przerywa mu się w najlepszym momencie. No kto? Nikt!

Pytanie co zrobić z taką publikacją, której wiele brakuje, która rodzi wiele wątpliwości, a jednocześnie sprawia, że czujecie w serduchu ciepło, bo jednak roztkliwiają Was takie miłostki nastolatków, pierwsze pocałunki i nieśmiały dotyk. Mnie to rusza, choćbym nie wiem jak bardzo chciała udawać twardą i bez serca. Niestety, wciąż mam słabość do takich ckliwych, romantycznych historyjek. Bo trochę przypominają mi moją młodość i pierwszy związek, dziewczęcą naiwność i ciepłe emocje. Miło sobie to czasem przypomnieć (choć na ogół wolę jednak nie pamiętać) za sprawą takich emanujących pozytywnymi emocjami książek. A kichać to, że nie lubię opowiadań, przecież dobrze mi się W śnieżną noc czytało, a co! Pewnie ze względu na swoją przeciętność nie będę o niej pamiętać za jakiś czas, ale przynajmniej przez chwilę dostarczyła mi dobrych wrażeń przy lekturze :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz