Whiplash - o przekraczaniu własnych granic [2014]

źródło
Są w dorobku naszej cywilizacji takie filmy, które na długo zostają w pamięci. Które sprawiają, że widząc napisy końcowe, nie biegniesz do wyjścia czy nie klikasz przycisku off by chwilę później zapomnieć, że w ogóle cokolwiek oglądałeś. Są takie filmy, które zostawiają Cię z pełną głową wątpliwości i pytań. Takie, które inspirują. Whiplash właśnie do takich filmów należy.

Sobotni wieczór i myśl, by coś obejrzeć. Może Whiplash właśnie? Tak bardzo polecany? Może nie utoniemy w rzece zachwytów i faktycznie obejrzymy coś wartego uwagi. Bez większych oczekiwań usiedliśmy więc przed telewizorem i zaczęliśmy oglądać. Od samego początku emocje sięgają zenitu. Od pierwszej sceny jest stres i ekscytacja zarazem. I wiecznie towarzysząca mi myśl: Fletcher to jakiś psychol. Z czasem jednak jego zachowanie zaczyna nabierać sensu, wciąż jednak budząc kontrowersje. Bo gdzie kończy się ta granica, przekraczając którą można na zawsze złamać człowieka i jego ducha? Nie przemawia do mnie idea przekraczania granic w tak brutalny sposób. Podziwiam Andrew za determinację, silną psychikę i talent przede wszystkim. Bo mam wrażenie, że ja już dawno rzuciłabym pałeczkami w Fletchera, wydrapała mu nimi oczy, a potem nadziałabym na nie samą siebie. Choć kto wie, może jednak poznałabym siebie z całkiem innej strony, może okazałoby się, że jestem silniejsza niż mi się zawsze wydawało. Wszak człowiek zna siebie na tyle, na ile go sprawdzono. I chyba do tego wszystkiego sprowadza się Whiplash.


źródło
Nie jest to film rozbudowany fabularnie. Wręcz przeciwnie, pod tym względem jest prosty i niezachwycający nawet. No bo co? Macie chłopaka, który chce być wielkim perkusistą i jego psychopatycznego nauczyciela, rzucającego krzesłami w innych. Andrew albo wytrzyma presję, albo się załamie. Tyle. Ale ładunek emocjonalny, jaki niesie ze sobą Whiplash to coś, wobec czego nie można przejść obojętnie. Ten film niesamowicie działa na człowieka i jego psychikę. Inspiruje. Daje kopa w tyłek. Poraża i zachwyca. Śmiem go określić jednym z najlepszych filmów tego roku, które miałam okazję obejrzeć. Tak, mimo tego że jest dopiero początek lutego i przede mną kolejne 11 miesięcy. Zasługuje na bycie w czołówce.

Dotarło do mnie również coś jeszcze - talent, nie jest czymś, czego można się nauczyć. Można być perfekcjonistą i ćwiczyć, dążyć do ideału, ale jeśli nie ma się w sobie tej iskry, nic z tego, zawsze będzie czegoś brakować. Talent nie jest do wyuczenia, talent jest do zazdroszczenia. Albo się z tym rodzisz, albo nie. I nie, nie twierdzę, że ktoś, kto chce spełniać swoje marzenia i będzie dużo ćwiczył niczego nie osiągnie. Ale nie osiągnie tyle i człowiek z prawdziwym talentem. Sad but true.


źródło
Idźcie do kina póki jeszcze możecie. Albo siądźcie na kanapie i też obejrzyjcie. Poczujcie na własnej skórze te dreszcze, które przyszło mi poczuć w trakcie filmu. Warto. Sam się przekonaj.

1 komentarz:

  1. Oglądałam, genialny film. Muzyka wspaniała i gra aktorów również - szczególnie drugoplanowego :)

    OdpowiedzUsuń