Ej, Ty! Znasz swoją wartość? O tym, jaka byłam głupia i Ty prawdopodobnie też.

źródło
Pewnie zastanawiasz się, skąd ten dziwny tytuł posta. Dziwny, nie dziwny, ale pytanie nadal aktualne - znasz swoją wartość? Wiesz, jakie znaczenie masz Ty i Twoja praca? A może wydaje Ci się, że wiesz? Gdy przychodzi moment wyceny, dajesz się podpuścić, pozwalasz umniejszyć swoje zasługi, swoją pracę, siebie? Przestajesz być pewien swojej siły i z minuty na minuty kurczysz się, pozwalają się zdeptać, potulnie robiąc to, czego od Ciebie wymagają? I co, dalej jesteś pewien swego? Dalej wydaje Ci się, że znasz swoją wartość? Dalej wydaje Ci się, że cokolwiek wiesz?

Może trochę Cię prowokuję, ale uwierz mi, że ja też często dawałam się tak podpuścić. Wiara w samą siebie malała z każdą chwilą, ustępując miejsca durnym komentarzom, cichym chichotom, przeświadczeniu, że nie potrafię. A prawda jest zupełnie inna. Potrafię. I całkiem nieźle mi to wychodzi. Ba, wychodzi mi to zajebiście! I Ty też w to uwierz.

(tu wdycham z irytacją, bo przecież nie w tym kierunku miało to wszystko pójść. nie miałam brzmieć jak coach nawołujący do zebranych, by zmienili swoje życie..)

Do takich wniosków jak wyżej zaczęłam dochodzić po lekturze jednej z książek Tomka Tomczyka, znanego również jako Kominek lub ostatnimi czasy Jason Hunt, Blog. Pisz. Kreuj. ZarabiajI nie były to jedyne wnioski, które wyciągnęłam już w trakcie czytania. Przede wszystkim uderzyło mnie to, jak głupia byłam. Jak zachłysnęłam się blogowym światem recenzentów książkowych, jak dałam się omotać, wyssać do reszty, żeby potem zostać wyplutą bez najmniejszej siły i ochoty do pisania. Byłam głupia, że dałam się tak wrobić i wykorzystać, ale to wszystko na moje własne życzenie, więc jedyną osobą, do której mogę mieć pretensje, jestem ja sama. 

Kamykowa Czytelnia powstała dla przyjemności. Od zawsze miałam potrzebę pisania (dlatego co chwilę tworzyłam jakieś nowe blogi, żeby potem je zamknąć w przypływie nieuzasadnionego szału), uwielbiałam czytać, miałam też już wtedy epizody z pisaniem recenzji. Potrzeba mi było jednak własnego miejsca, na którym mogłabym pisać nie tylko stricte o literaturze. Wtedy zachłysnęłam się współpracą z wydawnictwami i przepadłam. Z początku było fajnie, tyle nowych książek, ktoś mnie czyta, ktoś w ogóle chce ze mną współpracować. WOW. Byłam głupia (powtórzę to jeszcze nie raz). Minęły już ponad 3 lata, od kiedy piszę i bloguję pod Kamykową Czytelnią. Czuję, że mam dosyć. Że się wypaliłam. Że już nie chcę. A przecież nie o to chodziło. Miała być przyjemność, skończyło się na ponurym obowiązku i presji. Tobie też pewnie zdarzają się momenty, kiedy odkładasz książkę z własnej półki, którą bardzo chcesz przeczytać, bo gonią Cię terminy, bo współprace. Za co? Za darmową książkę. Bitch please. Naprawdę za (średnio) 30zł chcesz odbierać sobie przyjemność, jaką daje Ci czytanie, bo gonią Cię terminy, bo musisz podpiąć recenzję pod inne portale, jeszcze na tym tracąc? 

Niepisane zasady mają to do siebie, że są niepisane i kiedy ktoś wymaga od ciebie czegokolwiek, wtedy przyjemność zamienia się w pracę. A za pracę co się robi? Płaci.

Tomek Tomczyk - Blog. Pisz. Kreuj. Zarabiaj [s. 334]

Hej, nie chcę być tutaj hipokrytką. Przecież dobrze wiesz, że ja też to robiłam, nadal robię i pewnie robić w jakimś stopniu będę. Ale przyszedł czas na to, przynajmniej w moim przypadku, by przemyśleć swoje priorytety, swoje idee i wartości. Bo mnie osobiście nie chodziło o to, by tyrać i robić coś z konieczności, a właśnie teraz często tak jest. Postanowiłam przestać. Ograniczyć współprace tylko do tych, które naprawdę chcę utrzymać. Mimo że darmowe egzemplarze pozwoliły mi poznać wiele tytułów i autorów, po których nigdy bym nie sięgnęła, gdyby nie współpraca, to i tak chcę się ograniczyć. Wiesz, ile mam na półkach pozycji, których nie tknęłam? Czas najwyższy to zmienić. Pisać o czym chcę i kiedy chcę. Koniec z wymuszonymi postami o książkach, które nie urwały mi dupy albo którymi nie rzuciłam o ścianę. Nie będę na sobie niczego wymuszać, bo z jakiej racji? Nie o to mi w tym moim pisaniu chodziło. Jeśli przestałam mieć z tego przyjemność i traktuję bloga jak pracę, nie otrzymując za to wynagrodzenia? Dlatego rezygnuję :) A Ty rób jak chcesz. Tylko zastanów się, czy za rok, dwa albo trzy nie obudzisz się z ręką w nocniku, jak ja.

Chcę wreszcie uwierzyć w to, że to, co robię ma wartość. Że Kamykowa Czytelnia nie jest jakiś słupem reklamowym, a ja tanią siłą roboczą i blogerką, co daje się wykorzystać za rzekomą zapłatę w postaci książki. Kiedyś mi to odpowiadało. Byłam głupia, popełniałam błędy i pewnie jeszcze nie raz je popełnię. Ale dostałam nauczkę i mam zamiar wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość. Może kiedyś dawałam się robić w konia, ale skończyło się rumakowanie. To samo tyczy się mojego drugiego bloga i mojej drugiej pasji, jaką jest cardmaking, scrapbooking i inne kreatywne czarodziejstwa. Narzeczony uparcie tłumaczy mi, że przecież zrobienie takiej jednej kartki zajmuje sporo czasu, że materiały też kosztują i jeśli ktoś twierdzi, że to za drogo, to niech idzie kupić sobie kartkę w kiosku za 3zł. I ma rację. Ma świętą rację. Czas wbić sobie to do łba.

Jeśli firma pisze, że masz zbyt wysokie ceny, grzecznie zasugeruj im, aby w wolnej chwili wybrali się do salony Ferrari i powiedzieli dealerom: "Wasze samochody są za drogie".

Tomek Tomczyk - Blog. Pisz. Kreuj. Zarabiaj [s. 340]

I to wszystko przez Kominka i jego książkę, której pierwsza połowa wpędziła mnie w takiego doła, że nie miałam na nic ochoty. Czułam się beznadziejne i żenująco. Ale potem przyszedł solidny kopniak w dupę, którego było mi trzeba. Wydaje Ci się, że to zwykły, nudny poradnik wymądrzającego się Kominka? I tu się mylisz. Bo Tomek może i się wymądrza, może i jest arogancki, ale ma w tym sporo racji i potrafi przekazać swoją wiedzę i doświadczenie z dosadnością. Żałuję, że nie przeczytałam tej książki wcześniej (a leżała już u mnie chyba z rok, niestety, nigdy nie miałam na nią czasu, zgadnij czemu?), bo wtedy dostałabym tego kopniaka wcześniej i zareagowałabym prędzej. A tak, dostałam solidną nauczkę, gdy stałam już na krawędzi, z myślą o porzuceniu bloga. Dziękuję Ci Tomku za olśnienie i za wyczucie czasu. Lepiej późno niż wcale!

A Ty, przeczytaj albo i nie przeczytaj poradnik Kominka, Twój interes. Przede wszystkim przystań na chwilę i zastanów się, czy to, co robisz, sprawia Ci przyjemność? Czy jesteś zadowolony z wszystkiego, co robisz? Czujesz się spełniony i szczęśliwy? Jeśli choć na jedno z tych pytań padła odpowiedź przecząca, zmień coś. Natychmiast! I uwierz, że potrafisz i że jesteś wartościowym blogerem/autorem/twórcą/osobą (niepotrzebne skreślić). 



13 komentarzy:

  1. Bardzo fajny i pelen pozytywnej energii tekst:) Ksiazka tez juz jest u mnie i zobaczymy jakie beda po niej moje wrazenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję, że skończy się na pozytywnej dawce motywacji :D

      Usuń
  2. Podzielam Twoje refleksje - blog ma dawać przyjemność. Ciekawa jestem w ilu przypadkach się to sprawdza? Nie współpracuje z wydawnictwami, chociaż pojawiały się takie propozycje. Wiele tych książek czyta się z musu i tak jak piszesz to zabija bloga, piszącego, wpada się w pułapkę czasu. Cieszę się, że nie zrezygnujesz ! Niech to będzie Twój blog od początku do samego końca - nieważne czy będzie tu zaglądać garstka ludzi, ważne, że będziesz dzielić się tym, co kochasz i będziesz zachęcać do tego innych...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgodzę się. Na rok przerwałam blogowanie, właśnie dlatego, że czułam się jakby to była praca i z każdym dniem przyjemność stawała się obowiązkiem. Do bloga wróciłam, ponieważ kocham pisać, czytać i poznawać ludzi. Teraz jednak robię to znów dla siebie. Nie czytam książki na siłę " bo dawno nie było recenzji, bo to jakiś obowiązek ". Czytam to co lubię, a nie to co modne.
    Twój post daje wiele do myślenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że mnie również uda się do tego wrócić, do pisania dla przyjemności, a nie z konieczności :) Gdzieś tam sobie myślę, że chciałabym wrócić do takiego pisania o wszystkim i o niczym, prócz stricte recenzowania, zobaczymy, co z tego wyjdzie :)

      Usuń
  4. I super. Tak trzymać. Rób to, co sprawia ci przyjemność, z pasją. Wydawnictwa w jakiś sposób wykorzystują blogi książkowe, bo przecież bloger i tak książkę przeczyta i ją opisze, więc po co mu jeszcze płacić. Od samego początku jakoś mnie to odpychało od 'współpracy'. Chyba, że rzeczywiście chodzi o książkę, którą naprawdę chcę przeczytać. Ale w zalewie nowości, wcale nie zdarza się to aż tak często. Powodzenia na nowej blogowej drodze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, coś w tym jest :) Ale tak jak napisała książkowo, to trochę bardziej złożona sprawa, z tymi współpracami. Można rzec, że wykorzystujemy się wzajemnie ;)

      I nie dziękuję, żeby nie zapeszać ;)

      Usuń
  5. A ja - długi czas od przeczytania tej książki - uważam, że ona się nijak ma do bloga książkowego. Przynajmniej do mojego. To jest lektura dla osób, która chcą właśnie traktować blogowanie jak pracę, sposób zarobkowania i sposób na zarabianie. Nie widzę bloga książkowego w tej roli. Ofkors JA nie widzę, pewnie masa innych osób tak. Tylko szkoda mi ich, bo to może być bolesne ;)

    PS. Wydawnictwa wykorzystują... Hm... To ciekawe skąd ta dysproporcja w skrzynkach mailowych, privach i FB, kto pisze do kogo :D Sprawa głęboka, mocno tutaj uproszczona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, uprościłam, sprawa jest rzeczywiście bardziej złożona. Z jednej strony pewnie część blogerów rzeczywiście chce po prostu zdobyć jak największą ilość książek. Z drugiej, wydawnictwa borykają się z wieloma innym trudnościami i nie mają jakiejś potężnej kasy na promocję. Z trzeciej, recenzje na blogach niekoniecznie przekładają się na sprzedaż. Z czwartej, nie sądzę by jakiekolwiek wydawnictwo zgodziło się zapłacić blogerom za akcję promocyjną. I nie, niekoniecznie mówię tu po prostu o recenzji. Pewnie, jest jeszcze z 15 innych stron.

      Wydaje mi się też, że jeśli rzeczywiście człowiek zobowiąże się do zbyt wielu rzeczy i po prostu "zachłyśnie" współpracą, to może mu to przestać sprawiać frajdę, a goniące terminy zaczynają frustrować. Tak jak deadliny w pracy. Trzeba znaleźć złoty środek. A złoty środek jest pewnie inny dla każdego z nas :)

      Usuń
    2. ksiazkowo - pisząc, że wydawnictwa wykorzystują, chodziło mi własnie o to, że wykorzystują chętnych, wręcz proszących blogerów, którzy sami się pchają - bo po co płacić komuś za coś, za co nie chce pieniędzy :) można to nazwać "korzystaniem", a nie "WYkorzystaniem" :)

      I fakt, sprawa jest bardziej złożona :) Mnie się po prostu przelało, ulało i wylało, bo czułam się przytłoczona, a wykorzystana chyba przez swoją własną głupotę :)

      Usuń
  6. Na szczęście nigdy nie myślałam o zawieszaniu bloga, a pisanie to dla mnie indywidualna pasja - bywa związania z blogowaniem i recenzowaniem, ale to nie jest podstawa. Pisałam wcześniej i będę pisać dalej (indywidualna opowieść / historia, chwili obecnej tylko do szuflady, ale kto wie - pisanie samo w sobie daje radość). Bardzo lubię czytać, a na blogu dzielić się wrażeniami z lektury / filmu / serialu czy tam czego jeszcze wyobraźnia zapragnie. Muszę jednak przyznać, że przez terminy często odkłada się powieści, które faktycznie chciałoby się w danej chwili przeczytać. Jakoś to łączę, może dlatego, że zgłaszam się po takie tytuły do recenzji, które bardzo chcę przeczytać, a te które tylko interesują zostawiam na inny czas: może trafią się po promocji, w bibliotece, na wymianę i nie będę wówczas związane z gonieniem za terminami. Warto robić tylko i wyłącznie to, co się lubi - jeśli o rozwijanie pasji chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam, że jakoś wcale nie interesowała mnie ta książka, jednak od teraz będę pamiętać, że nie zaszkodziłoby ją przeczytać. Żadnych współprac nie utrzymuję, więc problem terminów mam z głowy. I choć było parę chwil, gdy myślałam nad zaprzestaniem recenzowania, to jednak szybko sobie uświadamiałam, że szkoda by mi było tak po prostu zakończyć swoją blogową działalność. I tej myśli się trzymam. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny tekst! Kominek jest wkurzający ale - sic! - ma rację, bardzo często. Tej książki nie czytałam, bloguję mało intensywnie, etap miliona współprac mam za sobą... ale i tak często zapominam, że to ma być przyjemność, czemu ja tego bloga zakładałam itd... Jak wpadnę na tą książkę to na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń