Chłopcy 3. Zguba - Jakub Ćwiek [Sine Qua Non, 2014]

Znowu czuję, jakby ktoś zrobił mnie w konia. Najlepsza część bestsellerowego cyklu! No chyba sobie kpicie. Najlepszy to był pierwszy tom, kiedy przyszło mi zmierzyć się z abstrakcyjną i nieco absurdalną wizją bajkowego Dzwoneczka w roli herszta gangu motocyklowego, kiedy cały pomysł był świeży i pełen zawadiackiej energii. A teraz? Swąd palonej gumy, smród przepitych oddechów i cycki. Dużo cycków. Do tego jeszcze trochę przekleństw i jazda, BANGARANG wykrzyczane bez entuzjazmu. Za nic w świecie nie oceniłabym trzeciej części serii o Zagubionych Chłopcach jako tej najlepszej, o nie.

Pierwsze, co ciśnie mi się na usta po przeczytaniu tej książki to: przerost formy nad treścią. Gdyby można było odsiać wszystkie sceny, gdy ktoś kogoś posuwał, wycinając przy tym wszystkie wulgaryzmy, zostałoby niewiele. Owszem, może było więcej Piotrusia Pana niż wcześniej, ale biorąc pod uwagę to, jak zakończył się poprzedni tom, spodziewałabym się czegoś zupełnie lepszego od masowych orgii, nabrzmiałych penisów, sterczących cycków, hektolitrów alkoholu i bezsensownych wiązanek non stop wtrącanych przez bohaterów (pewnie znajdą się tacy, co zapytają, co może być lepszego od masowych orgii i alkoholu - przypomnę to nie film porno, tyko powieść!). Dobra, nie jestem święta, sama klnę jak szewc, ale nie po to czytam książki. Mam się przy nich odchamić, a nie zupełnie odwrotnie, bawić się w żula spod budki. Domyślam się, że tak może wyglądać prawdziwe życie true motocyklistów z wielkimi dziarami na łapach opiętych skórą, ale szczerze, to nie mam ochoty o tym czytać w tak obcesowy, obsceniczny i obrzydliwy sposób. Mogę wyjść do knajpy i będę miała to samo. Ale nie wychodzę, bo nie chcę tego widzieć czy słuchać. Czytać też nie chcę. Autorze, co zrobiłeś z fantastyczną historią o Zagubionych Chłopcach? Gdzie podział się ten cięty, sarkastyczny dowcip, który na początku przyprawiał mnie o ból brzucha? Gdzie te postaci, do których zapałałam taką ogromną sympatią w poprzednich tomach? No gdzie?!

O co się tak rzucam? Sami zobaczcie:

­­- Chuj by ich, jebańców. W każdej jebanej reklamie nakurwiają szczęśliwymi zjebami oglądającymi w komórkach telekurwawizję, a gdy przyjdzie co do czego, to jeden wielki, kurwa, chuj!

Brawo! Brawo! To się nazywa literatura na wysokim poziomie. Dawno nie czułam takiego niesmaku po przeczytaniu książki, oj dawno.

I tu znów wracają moje refleksje co do stanu polskiej literatury, do której wciąż nie mogę się przekonać, może dlatego, że trafiam na takie kwiatki właśnie. Otóż nie mogę pozbyć się wrażenia, że Polacy albo piszą tak niesamowicie smutno, dennie i melancholijnie, że nic tylko podciąć sobie żyły, albo zasypują nas wulgaryzmami, bo przecież inaczej emocji nie da się wyrazić, prawda? Jasne, nie mam nic przeciwko sporadycznym przekleństwom, które naprawdę podkreślają wagę wypowiedzianych słów, ale nie bezsensowne wiązanki jak wyżej, które nie wnoszą kompletnie niczego do treści, prócz obrzydliwego prostactwa.

Dobra, dosyć. Nie chce mi się już pisać o tym, jak bardzo rozczarowała mnie ta niby najlepsza część cyklu. Naprawdę spodziewałam się jakiejś konkretnej akcji, prawdziwego szału po trzymającym w napięciu zakończeniu drugiej części (która i tak swoją droga była słabsza od części pierwszej, ale liczyłam na to, że to tylko chwilowy, lekki spadek formy). Jasne, zamysł był naprawdę ciekawy, tylko czemu to nie on grał pierwsze skrzypce w fabule? Czemu dał się wygonić do kąta prostackim odzywkom i cyckom? I co tam nagle robiła horda zombie? Nikt już później do tego incydentu nie nawiązał, nie wiadomo skąd w ogóle wziął się taki pomysł od czapy, no po prostu szał. Istny szał. Gdzie są moi Chłopcy?! Naprawdę, jestem zawiedziona. Jak bardzo lubiłam tę historię i jej bohaterów, tak szybko cała ta sympatia prysła i z ręką na sercu mówię: to nie moja bajka.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Sine Qua Non 

5 komentarzy:

  1. Zaczęłam właśnie żywić spore obawy co do tej książki, a mam ją już na półce. Przyzwyczaiłam się już trochę do stylu Ćwieka bo kilka jego książek mam na koncie, więc może po prostu uodpornię się na przesyt łąciny podwórkowej i skupię się na innych cechach powieści. Pytanie, czy wadach, czy zaletach...? Tak czy siak, przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sięgnę po tom pierwszy i wtedy zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam I i II tom, ten jeszcze przede mną. Mimo niezbyt przychylnej recenzji mam ochotę zapoznać się i z tą częścią, ponieważ przywiązałam się do bohaterów. Jednak masz rację, kilka przekleństw w książce nie przeszkadza, ale kilkanaście w zdaniu to już co innego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tym postem (na który trafiłam przypadkiem, przez Twittera bodajże) właśnie mnie kupujesz. Pozaglądam, a jeśli polubię, to na pewno na dłużej ^^

    Ja przestałam czytać większość polskiej fantastyki, bo nie bawi mnie czytanie o tym, jak (szowinistyczni?) autorzy lubują się w opisywaniu kobiet przedmiotowo, jako obiekt idealny do chędożenia i niczego więcej. I oczywiście muszą kląć, bo co to za facet, co nie klnie (wbrew pozorom znam mnóstwo takich). Czasem losowo biorę do ręki coś nowego w księgarni... i wraca na półkę, bo nic się nie zmienia, chyba że na gorsze. Aż się boję, czy jeśli wreszcie ukończę jakąś swoją powieść, to w ogóle będzie na nią miejsce... bez inwektyw... bez seksu średnio raz na rozdział... tja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi :)

      Co do Twojej wypowiedzi o polskiej fantastyce, to muszę się zgodzić, niestety. Do pewnego momentu nawet mnie to bawiło, ale z czasem natężenie inwektyw stało się nie do zniesienia i to, co dotąd mnie śmieszyło, zaczęło wzbudzać we mnie niesmak. Jak to mówią, co za dużo to nie zdrowo.

      Usuń