HITY i KITY 2014

Kontynuując zeszłoroczną tradycję, postanowiłam podsumować rok zestawieniem hitów i kitów książkowych 2014. Choć nie udało mi się przeczytać w tym roku zbyt wielu tytułów, szczególnie porównując listę z poprzednimi latami, coś tam udało mi się wygrzebać :) Słowem wyjaśnienia, zestawienie dotyczy przeczytanych w danym roku książek z najwyższymi i najniższymi otrzymanymi przeze mnie ocenami :) W takim razie lecimy - HITY i KITY 2014 :)

HITY 2014











KITY 2014











Od razu śpieszę z wyjaśnieniem - powyższe kity są kitami bardzo dobrymi, bo żadna z powyższych książek nie otrzymała oceny niżej niż 3,5 ;) Niemniej jednak nie były to tytuły, które mnie porwały czy zafascynowały swoją fabułą. 

Podsumowując mogę tylko powiedzieć, że rok 2014 prezentuje się całkiem nieźle, bilans wychodzi bardziej na plus, udało mi się przeczytać więcej książek dobrych niż tych złych (w moim odczuciu oczywiście, tylko i wyłącznie na moich odczuciach i wrażeniach opiera się to zestawienie). 

A jak prezentuje się Wasz rok pod względem hitów i kitów? Macie swoich fawortytów? Totalne klapy literackie? :)

Wieczność bez ciebie - B. Gałczyńska-Szurek [Szara Godzina, 2014]

Nie mam zielonego pojęcia dlaczego, ale zawsze miałam dystans do polskiej literatury. Znalazły się nieliczne tytuły, których umiejscowienie w polskich realiach mnie nie odstraszało (chociażby Jeżycjada Musierowicz, w której zaczytywałam się jako nastolatka), zazwyczaj jednak nie mogłam przekonać się do akcji toczącej się w Warszawie, Krakowie czy jakiejś innej, mniejszej polskiej mieścinie. Dostawałam ciarek na samą myśl. Swoją drogą długo nie mogłam się też przekonać do muzyki w języku polskim. Nie pytajcie dlaczego, nie wiem. Poza tym są jeszcze te nieszczęsne aferki z udziałem polskich autorów, które jeszcze bardziej pogłębiły moją niechęć do rodzimej literatury. Ale z uprzedzeniami trzeba walczyć, dlatego właśnie postanowiłam dołączyć do akcji Czytajmy polskich autorów. Dziękować niebiosom, że trafiają się też takie książki, jak ta Bożeny Gałczyńskiej-Szurek.

Może to trochę nie moja bajka, bo znów akcja toczy się w polskim mieście, Zamościu, a przecież tego nie lubię. Może trochę bardziej nie moja bajka, bo postacie należą do elity, arystokratycznych rodzin, które wzbudzają we mnie pewne obawy i strach, że zarażę się ich snobizmem i społecznym nadęciem. Owszem, znów miałam wątpliwości, czy nie przejadę się na tej historii, jak na kilku innych, którym postanowiłam dać szansę. Ale wiecie, co jest fajne w tym fachu recenzenta blogowego? Że czasem sięga się po tytuły, po które nigdy by się nie sięgnęło, a które później okazują się być strzałem w dziesiątkę. Okej, Wieczność bez ciebie w sam środeczek tarczy nie trafia, ale wiecie, jest dobrze.

Tak jak już wspominałam, akcja rozgrywa się w malowniczym Zamościu, który zauroczył mnie swoim klimatem - nie na darmo nazywa się to miasto perłą renesansu. W okolicy szykuje się wielkie weselisko członków arystokratycznej rodziny, hrabiego Adama i jego pięknej wybranki, adwokat Kamili. Niestety, nadchodzące wydarzenie zostaje nieco zakłócone dziwnymi incydentami, w tym tajemniczym morderstwem w hotelu, które okazuje się być powiązane z przyszłymi małżonkami. Do akcji wkracza więc policja z  naszą główną bohaterką na czele, agentką Interpolu Klarą, próbując rozwikłać wielką rodzinną tajemnicę, która swój początek ma już w dalekiej przeszłości.

Szczerze przyznam, że nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Czytając notkę wydawcy, miałam wrażenie, że będzie nudno. No bo arystokratyczna rodzina i jej wielka tajemnica sprzed lat? Cóż tu może być ciekawego? Na szczęście okazało się, że autorka zgotowała nam niemałą intrygę, która była ogromnym zaskoczeniem. Choć z drugiej strony jestem trochę rozczarowana, jak Klara ją rozwiązała - brak konkretnych dowodów, opieranie się na intuicji, przeczuciach i snach do mnie nie przemówiło. Czułam się trochę, jakby nasza główna agentka była odrobinę jak wróżka śniąca o przyszłości. Jasne, można mieć przeczucia, ale bez przesady. Swoją drogą, jeśli już przy Klarze jesteśmy, to nie mogłam się powstrzymać od skojarzeń z agentką Maggie O'Dell znaną z serii kryminalnej Alex Kavy. Szczególnie, że to nie jest pierwsza książka, której główną bohaterką jest właśnie Klara. Podoba mi się to, że Klara z charakteru jest silna i potrafi postawić na swoim. Za to plus, bo przecież nie lubimy tych heroin, co się na chłopach wieszają i krzyczą ratunku!

No i cóż, sami widzicie, że lektura zaskoczyła mnie pozytywnie. Mimo moich uprzedzeń do polskiej literatury, jestem jak najbardziej zadowolona z tej historii i tego, jak rozwiązana została ta kryminalna zagadka. Jedno wciąż nie daje mi spokoju - skąd ta okładka? Owszem, jest przepiękna, ale ni w ząb nie potrafię znaleźć odniesienia do treści. Ktoś ma jakiś pomysł? Może to ta biel i Kamila jako przyszła panna młoda? Nie wiem. Tak czy inaczej, książkę polecam, bo posiada ciekawych bohaterów, dynamiczną akcję i zaskakujące zakończenie.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Czytajmy polskich autorów oraz Wydawnictwa Szara Godzina

kamyk kreatywnie - już jest!

Hej!

Dzisiaj tylko szybkie ogłoszenie, mam nadzieję, że wkrótce wreszcie będę mogła przywitać Was recenzją :) Ale dziś o moim drugim tworze blogowym, do którego dałam się namówić Wam i samej sobie chyba przede wszystkim :) Swoją drogą dziękuję Wam pięknie za te wszystkie miłe komentarze pod ostatnim postem Nie ma mnie na blogu, bo..., na którym odważyłam się pokazać Wam moje świąteczne kartki :) Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję - bo wiecie, że bez Waszej zachęty nie byłoby tak łatwo :)

Tak czy inaczej, drugi blog powstał, pod nazwą Kamyk Kreatywnie i z tego miejsca chciałabym Was serdecznie na niego zaprosić - miło mi będzie, jeśli poobserwujecie i będziecie wpadać na niego częściej, ze swoim dobrym i krytycznym słowem :) Znajdziecie tam moje kreatywne twory, kartki, albumy, zaproszenia, szeroko pojęte projekty DIY :) Przedsmak znajdziecie w wyżej wspomnianym poście i częściowo już na nowym blogu :) Zapraszam i dziękuję z góry za wsparcie :) 


Wesołych!

Nie ma mnie na blogu, bo...

... ogarnął mnie świąteczny szał. Twórczy, świąteczny szał. Dlatego właśnie tak mało recenzji ukazuje się w ostatnim czasie. Czytam też mniej, bo tworzę. W tym roku szczególnie postawiłam na prezenty i dekoracje DIY, więc gdzie się tylko dało, uruchamiałam swoją kamykową kreatywność i działałam. Foto grudzień będzie obfitował w mnóstwo zdjęć. Niżej mały przedsmak i "chwalenie się" swoimi potworkami (długo zastanawiałam się, czy w ogóle je komukolwiek pokazywać, ale raz się żyje, co mi tam!) :)


Zaczęło się od prostych kartek:



Potem zaszalałam i postanowiłam zrobić kartki 3D, które dopiero po rozłożeniu pokazują swoje prawdziwe "ja" :)




Każda z kartek dostała swoje pudełko, żeby łatwiej było je spakować i ładniej się prezentowały :D


Bawiłam się też dekoracjami, co widać niżej - kącik zapachów świątecznych i świeczniki DIY :)




I jak? Zdradzę Wam, że od jakiegoś czasu noszę się z założeniem drugiego bloga, takiego bardziej kreatywnego, ale nie wiem, czy wystarczy mi odwagi :D

Co do bloga książkowego, mam nadzieję, że wybaczycie mi nieobecność i gdzieś tam, ktoś tam jeszcze o mnie pamięta ;)


Zostawiam Was w tym świątecznym klimacie z życzeniami i piosenką z mojej ulubionej płyty, która towarzyszy mi od kilku dni przy ciasteczkach, kartkach, etc. :)


FISZKI. Gramatyka angielskiego dla początkujących [Cztery Głowy]

Mówi się, że człowiek uczy się przez całe życie i coś z całą pewnością w tym jest. Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę języki obce, których należy systematycznie używać, by nie wypadły z głowy, a co za tym idzie, konieczna jest ich ciągła nauka i przyswajanie, by to, co wpadło nam kiedyś do głowy,  nie ulotniło się z zawrotną prędkością. Niestety albo i stety, języki obce mają to do siebie, że muszą być używane, a słownictwo czy zasady gramatyczne powtarzane, by coś dobrego z tej nauki przyszło. Ale gdzie w dzisiejszych czasach znaleźć chwilę na przypominanie sobie języka, gdzie nosić te opasłe podręczniki językowe, skoro nasze torby i tak już wypchane są po brzegi? A co, jeśli powiem Ci, że wystarczy Ci 15-30 minut każdego dnia i niewielkie pudełko by móc uskutecznić Twój plan nauki angielskiego? Uwierzysz? Nie? To spójrz na poniższy zestaw fiszek - gramatyka angielskiego dla początkujących.


Osobiście, z racji ukończenia filologii angielskiej, poziom podstawowy mam już dawno za sobą, zarówno jeśli chodzi o słownictwo, jak i gramatykę. Niemniej jednak swego czasu uczyłam dzieciaki tegoż języka i udało mi się zaobserwować, jaka metoda nauki najbardziej do nich przemawia. Z całą pewnością nie były to zawiłe regułki, nad którymi trzeba było spędzić kilkanaście minut, by w ogóle zrozumieć, o co chodzi. Przemawiały do nich konkrety, zwarte informacje, proste i jasne sformułowania. Gramatyka nie jest szczególnie przyjemnym tematem do nauki, gdyż są to głównie utarte zasady, które trzeba zrozumieć i przyswoić, a później wprowadzić je w życie, ćwicząc, ćwicząc i jeszcze raz ćwicząc. Więc jak ułatwić przyswajanie gramatycznych regułek? Wystarczy dobre źródło skondensowanej wiedzy, systematyczność i ćwiczenia.


Dlatego właśnie chciałabym opowiedzieć Wam trochę o najnowszym zestawie fiszek Wydawnictwa Cztery Głowy. Jak dotąd na fiszkach pojawiało się tylko i wyłącznie słownictwo, jednakże wreszcie ktoś pomyślał też o tym mniej przyjemnym zagadnieniu. I tak otrzymujemy niewielkich rozmiarów pudełko, do którego nie potrzebujemy żadnych dodatkowych MemoBoxów, jak to było przy fiszkach. Mamy też 250 dwustronnych kart, przekładki do systemu powtórzeń, na których dokładnie wyjaśnione jest, jak należy się uczyć, powtarzać i ćwiczyć. Do zestawu dołączona jest również książeczka z ćwiczeniami, a w sieci dostępny jest test online, który wypełniamy na samym końcu naszej nauki. Wszystko jest bardzo jasne i klarowne, dokładnie wiemy, co mamy robić na każdym etapie - najważniejsza jest systematyczność i konsekwencja w tym, co robimy. 


Choć zagadnienia ułożone są w taki sposób, w jaki zazwyczaj uczy się ich w szkole, nie jesteśmy zmuszani do tego, żeby robić je dokładnie w takiej kolejności - tak czy inaczej, w procesie nauczania musimy odhaczyć wszystkie zagadnienia, kolejność zależna jest już tylko od nas samych. Niemniej jednak zachęcam do przerabiania materiału właśnie w takiej kolejności, szczególnie osobom, które dopiero zaczynają naukę tego języka, gdyż ułożona jest ona pod względem poziomu trudności i zaawansowania, więc najpierw zaczynamy od kwestii najbardziej podstawowych, by stopniowo zagłębiać się w te bardziej skomplikowane. Natomiast osoby, które korzystają z fiszek, by odświeżyć sobie wiedzę, mogą dowolnie sięgać po interesujące je zagadnienia. 
Największą zaletą gramatyki na fiszkach jest jej klarowność i prostota. Żałuję, że nie miałam dostępu do takiej pigułki wiedzy przed maturą czy przed jakimkolwiek testem, bo wtedy z łatwością mogłabym powtórzyć każdy materiał, nie martwiąc się o zawiłości zawarte w podręcznikach do nauki angielskiego. Fajne jest też to, że nie musimy ślęczeć nad książkami kilka godzin, żeby wbić sobie kolejną regułkę do głowy, tylko poświęcamy 15-30 minut każdego dnia na przejrzenie fiszek (możemy to zrobić w drodze do szkoły czy pracy, w autobusie czy pociągu, w kolejce do lekarza, gdziekolwiek dusza zapragnie) i zrobienie kilku ćwiczeń. Osobiście polecam ten zestaw zarówno tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z angielskim, jak i tym, którzy chcieliby odświeżyć swoją wiedzę - naprawdę warto. Tak jak powiedziałam, żałuję, że nie gramatyka w takiej formie nie pojawiła się na rynku wcześniej, bo z całą pewnością byłaby mi towarzyszem nauki w szkole i na studiach :)

Zakochać się - Cecelia Ahern [Akurat, 2014]

Ach te komedie romantyczne. Ilu je namiętnie kocha, tylu szczerze nienawidzi. Jedno dobre, że mimo swojej schematycznej i przewidywalnej natury wciąż potrafią wywołać tak skrajne emocje. Z dwojga złego chyba lepsza nienawiść niż obojętność, przynajmniej jeśli chodzi o książki. Nic gorszego od powieści, która nie wzbudza w czytelniku żadnych emocji. Na szczęście książki autorstwa Cecelii Ahern można stanowczo wyrzucić z tej kategorii obrzydliwie nudnych gniotów. Dlaczego? Bo jej powieści z całą pewnością wywołują fale emocji. I to głównie tych pozytywnych!

Choć wciąż nie miałam okazji przeczytać tego kultowego wręcz tytułu Ahern, czyli PS Kocham cię (film widziałam!), to mimo wszystko z wielkim zapałem i nadzieją zabieram się do kolejnych jej lektur, bo wiem, czego mogę oczekiwać i wiem też, że otrzymam świetną, niezobowiązującą, pełną ciepła historię, która będzie dla mnie bardzo przyjemnie spędzonym czasem. I tak było w przypadku Zakochać się, gdzie poznajemy nieco zagubioną w świecie Christine i Adama stojącego na krawędzi. Dosłownie. Losy obojga splatają się na pewnym moście, z którego mężczyzna chciał skoczyć, żegnając się ze swoim życiem. Traf chciał, że to właśnie Christine spotkała go właśnie w tym skrajnym momencie, ratując Adamowi życie. Żeby tego było mało, Christine wraz z Adamem podejmują wariacką decyzję, by w dwa tygodnie odwieźć mężczyznę od swojej decyzji, dając mu szansę na to, by znów zobaczył, że życie jest piękne. Termin wykonania zadania? Urodziny Adama. Jeśli do tego czasu nic się nie zmieni, nasz główny bohater znów postanowi skończyć ze swoim życiem. Czy Christine uda się uratować Adama, który tak nagle stanął na jej drodze? A może wiedza z poradników, które tak uwielbia okaże się niewystarczająca?

Ok, nie będę zaprzeczać, że fabuła jest odrobinę absurdalna (choć odrobinę to chyba wciąż za mało powiedziane). No bo patrzcie - spotykacie potencjalnego samobójcę na moście, postanawiacie go uratować (powiedzmy, że zadziałał tu jakiś ludzki odruch), facet schodzi z mostu, a Wy proponujecie mu, że zabierzecie go ze sobą do domu i naprawicie całe jego poprane życie w dwa tygodnie, bo potem znowu spróbuje się zabić. I nie, argument, że samobójca był nieziemsko przystojny i umięśniony nie usprawiedliwia tego, że właśnie zabraliście ze sobą obcego faceta do domu. Logika i rozsądek trochę tu nawaliły. A mówiąc trochę, mam na myśli bardzo. Ale wiecie, przecież w komediach romantycznych może się zdarzyć wszystko, a przypadkowi faceci na pewno nie są potencjalnymi psychopatami, tylko kandydatami na męża. Przecież wtedy rządzi Miłość, przez duże M, dlatego nie ma się co doszukiwać sensu. Motylki, żołądki fikające salta, szybsze bicie serca, te sprawy, wiecie. Zakochani.


Owszem, fabuła kuleje pod względem sensu i trzymania się kupy. Czemu? Bo ta sytuacja, która przydarzyła się bohaterom tej powieści, jest kompletnie od czapy i naprawdę wydaje mi się mało prawdopodobna w realnym życiu. Ale, ale, poza tym jest naprawdę przyjemnie. Bo znów jest ciepło, znów jest czarująco, znów jest ta magia komedii romantycznych z pewnym happy endem, którą lubimy się od czasu do czasu otaczać (nie zaprzeczaj, też lubisz uronić na nich łezkę!). Z całą pewnością nie jest to literatura wysokich lotów i pewnie znajdzie się grono, które szczerze pogardzi tą książką, ale mnie osobiście potrzebna jest czasem chwila wytchnienia i relaksu, odrobina nierealnego i naciąganego, przesłodzonego szczęścia innych ludzi i Zakochać się Ahern jest świetnym źródłem do zaspokojenia takich potrzeb. Jestem zadowolona z tej lektury i bez dwóch zdań sięgnę po inne tytuły tej autorki - może wreszcie uda mi się przeczytać PS Kocham cię? Kto wie.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Akurat