Próby ognia - James Dashner [Papierowy Księżyc, 2012]

Serie, ach te serie. Jak już się człowiek wciągnie, to ciężko się oderwać. Mimo ciągle ciążących na nich opinii, że tylko pierwsza część jest super, a potem już jest tylko gorzej, wciąż angażuję się w nowe historie ciągnące się dłużej niż przez jeden tom. Bo czy faktycznie druga czy każda następna książka z danego cyklu musi być gorsza? Jasne, że nie! Są takie, które są lepsze niż te rozpoczynające daną historię. Skąd wiem? Bo trafiłam na Próby ognia Dashnera, drugi tom Więźnia Labiryntu, który to tytuł całkowicie przeczy tej teorii.

Razem z Narzeczonym zdecydowaliśmy się na lekturę serii Dashnera mniej więcej w tym samym czasie, ze względu na zbliżającą się ekranizację tomu pierwszego. Niemniej jednak to On jako pierwszy serię skończył i torturował mnie nagminnymi komentarzami podczas lektury w stylu: o boże, co tu się dzieje!, co doprowadzało mnie do szewskiej pasji, bo przecież też chciałam już to wszystko wiedzieć, a takie spontaniczne nawoływania tylko zaostrzały mój apetyt na nadchodzącą lekturę.

Próby ognia to oczywiście kontynuacja historii nakreślonej przez autora, która od samego początku rzuca nas w wir pędzących wydarzeń. Zapomnijcie o jakimś rozwinięciu i wprowadzeniu do akcji. Nie, od razu musicie biegać razem z bohaterami i walczyć o swoje życie, bo to, że wyszliście z tego przeklęte labiryntu nic nie znaczy. No, może tyle, że to dopiero początek, a cała ta chora sytuacja, w którą ktoś Was wpakował wcale się nie skończyła tak szczęśliwie, jak początkowo mogło się wydawać. O treści raczej więcej mówić nie będę, by nie odbierać przyjemności i zaskoczenia tym, którzy jeszcze tej serii nie poznali. Przecież nikt nie lubi spojlerów. Wiedzcie jedno, jest mocno, bardzo mocno. 

Przede wszystkim w Próbach ognia podoba mi się to, że Dashner od razu zaczął książkę od zaawansowanej akcji. Tak jak powiedziałam wcześniej, nie było tutaj zbędnego wstępu, spokojnego wprowadzenia, tylko od razu zaczynamy działać. I w gruncie rzeczy jest tak przez cały czas - akcja jest bardzo dynamiczna, ciągle coś się dzieje, nie ma zbytnio chwili wytchnienia. W przypadku serii Dashnera nie sprawdza się opinia, że kolejne części serii są gorsze niż ta pierwsza - jest wręcz przeciwnie. Moim zdaniem to właśnie druga część była tą lepszą, ze względu na fabułę i na fakt, że ciągle dowiadujemy się o całej sprawie i idei czegoś nowego. Wreszcie zaczynamy poznawać genezę całej tej sytuacji, skąd wziął się labirynt i dlaczego. Jest naprawdę ciekawie i nie mogę doczekać się kolejnej ekranizacji, bo wiem, że będzie emocjonująco. A tych, którzy jeszcze serii nie poznali, zachęcam do sięgnięcia po pierwszy tom - warto, nawet, jeśli macie dosyć dystopijnych powieści :)

4 komentarze:

  1. Muszę koniecznie zabrać się za tę serię. Z każdej strony czytam pozytywne komentarze, zachęcające recenzję i sama też chce sięgnąć po książki Dashnera :) Na pewno w niedługim czasie mi się uda.

    PS Mój blog działa pod nowym adresem, wpadnij pojawił się nowy wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam "Próby ognia" i zgadzam się z tobą - drugą część była o wiele lepsza. Nie wiem jak z ostatnią, bo jeszcze nie miałam przyjemności jej przeczytać, ale wkrótce się to zmieni :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Więc chcę i ja! :) i bardzo podobało mi się 'dopingowanie' Twojego narzeczonego :D

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam pierwszy tom tej serii, drugi mam u siebie, ale leży już tam kawał czasu i jakoś mnie do niego nie ciągnie. Chyba nie zachwyciłam się "Więźniem Labiryntu" aż tak bardzo.

    OdpowiedzUsuń