#FOTO MIESIĄC - czyli październik w zdjęciach :)


Niewątpliwie ogarnęła mnie jesienna chandra i niemoc twórcza. Nie mogę się zebrać do czytania, do pisania tym bardziej, z ledwością skleciłam ten post, bo po prostu mi się nie chce. Fakt, że przed 18.00 jest już ciemno doprowadza mnie do szału, bo mam wrażenie, że jest już 21.00, więc za chwilę pójdę spać, a co za tym idzie, nie ma sensu zabierać się za cokolwiek produktywnego. I tak leżę, jak ten naleśnik i gapię się bezmyślnie w telewizor, zasypiając o nieprzyzwoicie wczesnych godzinach. Wiem, ględzę i marudzę, ale naprawdę źle mi z tym i mam nadzieję, że wkrótce się przestawię na tryb "ciemno jak w dupie", bo długo tak nie pociągnę. Marzę, żeby zwinąć się w naleśnika i leżeć. Leżeć. W ciepełku. Owszem, jesień ma swoje uroki, ale tylko wtedy, gdy za oknem świeci słońce. Jak jest ciemno i zimno, to jest źle. Kurcze, życie ze mnie wyparowuje no. Także tego, nie dziwcie się, że na blogu taka cisza - po prostu sklapuciałam na moment. Ale wrócę!

Za to na pocieszenie mam dla Was porcję zdjęć październikowych, ociekających ciepłem i słoneczkiem, szałem ciał itepe. Czemu? Bo udało nam się z Arkiem (teraz już oficjalnie Narzeczonym!) wyrwać na wakacje do Turcji - czyste nieróbstwo i ciepło, ciepło i jeszcze raz ciepło. Byłam w niebie!


Jak widać wyżej - słońce, plaża i spacery przy pięknych zachodach słońca. Plażę i morze mieliśmy o kilka kroków od hotelu, więc często tam wpadaliśmy - mimo kamienistej plaży było naprawdę przyjemnie. Nie spodziewałam się, że nawet w połowie października można spodziewać się tam tak pięknej pogody i ciepła :)


Wyżej znów plaża i spacery, trochę lenistwa na leżaku z Greenem pod ręką. Chyba nie ma więcej co mówić, zdjęcia mówią same za siebie :D


Miło było znów znaleźć się nad morzem, niestety nie polskim, ale urok mimo wszystko jest. Morze nie przestanie mnie zachwycać :)


A wyżej miks wszystko i nic - jak widać zaczął się sezon grzewczy, również pod względem spożywanych napojów. Przede wszystkim gorąca herbata z cytryną i świeżym imbirem oraz okazyjnie grzane wino. Obok powrót do smaków dzieciństwa, czyli słynne chipsy. A niżej już książkowo - prezent od Wydawnictwa SQN, moje sprzedażowe stosy, świetna oprawa Troje i znów zakupy. Ach, jest też płaszczunieczka, którą sprawił mi Mój Luby :)


A na koniec miks zdjęć z telefonu - fantastyczna książka o minimalizmie i upraszczaniu życia - staram się, tak bardzo! Jest też moje twórcze dzieło, czyli tort z ręczników (ale miałam radochę z odrobiny kreatywnego działania, serio. lubię się bawić takimi bzdetami i mogłabym zamieszkać w papierniczym). Obok czytanie z grubych skarpetach a niżej genialne tosty z Myszką Miki, które dostaliśmy pewnej soboty na śniadanie - pyszne, a do tego cieszą oko! :D

I tak sobie minął ten miesiąc, jak z bicza strzelił. Aż się chce wrócić do tej ciepłej Turcji wygrzać zadek i stópki. Pewnie tym gorzej będzie mi z tą jesienną chandrą. Także nie opuszczajcie mnie, jeszcze wrócę, tylko pobędę sobie przez chwilę naleśnikiem!

15 komentarzy:

  1. Mnie ostatnio też ogarnęła niemoc. Nie mniej jednak trzeba ją zwalczyć w zarodku, bo przed nami jeszcze kilka miesięcy takiej pogody , a szkoda, żeby przelały się przez palce. Wypoczynku skrycie zazdroszczę i szczerze ubolewam nad faktem, że nie udało nam się wyjechać nad polskie morze tak jak to sobie planowaliśmy. No cóż. Priorytety życiowe się zmieniły;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano trzeba trzeba, bo człowiek całkiem się rozleniwi :( Teraz książki poszły trochę w odstawkę, ale mam nadzieję, że nie na długo ;)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawe zdjęcia!
    Sama w domu mam toster, który robi takie kanapeczki z Myszką Miki, ale już mi się znudził:p

    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, to najlepiej od święta go używać - nas zawsze cieszy jak od czasu do czasu wpadamy do znajomych i dostajemy tosty z Myszką Miki albo gofry w takim kształcie :D Ale pewnie jakbym jadła je częściej, to już bym nie miała takiej frajdy :P

      Usuń
  3. Ach, ja też chętnie bym się trochę "poocieplała" w Turcji... A u nas zimno, nieprzyjemnie i ciemno... Nic, tylko stać się naleśnikiem ;)) I choć nie wiem, co znaczy słowo sklapuciałam - to zgadzam się z Tobą całkowicie, bo ze mną to samo. Nie mam ochoty na nic - nawet na czytanie - i najchętniej spałabym cały dzień. Jesień może i jest piękna, ale ponura ^^
    Bardzo fajne zdjęcia, przypominają się wakacje...
    Niedawno zmieniłam adres bloga, zapraszam :))
    zaczarrowana,blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sklapuciały - oklapnięty, sflaczały, taki bez życia :D

      Usuń
  4. Ooo pogoda całkiem udana :D I trylogia "W otchłani"! Uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książki, wszędzie książki! :D Zazdroszczę więc wyjazdu do Turcji - zwłaszcza w tym już zimnym październiku - a także Twoich zdobyczy. Najbardziej jednak w oko przypadło mi "ENDGAME", na które ostatnio poluję. :D
    Pozdrawiam, Shelf-of-Books :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zmiana czasu wszystkim nam dała w kość. Na pewno w końcu się przestawisz, życzę żeby Ci się szybko udało :) Zdjęcia świetne, Turcja przypomniała mi o wakacjach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję, bo im dłużej będę miała przerwę, tym trudniej będzie mi wrócić :(

      Usuń
  7. Też nie lubię, gdy tak szybko robi się ciemno. I zimno. No po prostu wszystkiego się odechciewa. Zazdroszczę takich wakacji. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę cieplej mi się zrobiło od tych zdjęć, ale i tak jakoś tak smutno i ponuro... :)
    Jak Ci się podobała 'endgame'?

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Endgame" jeszcze niestety nie czytałam, póki co próbuję rozgryźć cały ten projekt :P

      Usuń
  9. Świetna fotorolecja, choć najbardziej przyciągnęło oczywiście zdjęcie stosiku książkowego! :)

    OdpowiedzUsuń