Minimalizm po polsku - Anna Mularczyk-Meyer [Black Publishing, 2014]

Czasami odnoszę wrażenie, że niektórzy ludzie mają już po dziurki w nosie postępowości XXI wieku. Że nadszedł ten moment, kiedy przerwaliśmy bieg po nowsze, lepsze, większe i stanęliśmy jak wryci z myślą: dokąd ja w ogóle zmierzam? Zauważyliśmy, że kolejny smartfon i wypasiony tablet wcale nie przynoszą nam szczęścia, którego oczekiwaliśmy. Nagle okazało się, że fast food i jedzenie z torebki, które miało zaoszczędzić nam czasu ani nie jest zdrowe, ani nie dodało nam dodatkowego czasu na przyjemności. Gdzie podziało się słodkie lenistwo? Gdzie podziała się radość z małych chwil? Czyżbyśmy zgubili je w codziennym, szaleńczym wyścigu szczurów po nowsze, droższe, lepsze?

Tak mnie ostatnio tchnęło na refleksje. Bo coś mi zaczyna nie grać. Patrzę na ludzi, którzy bezmyślnie zatracają się w biegu po pieniądze. Lepszy samochód, droższy telewizor, nowszy telefon, fajniejsze wakacje, żeby pokazać kolegom z pracy, że mnie stać. Więcej, więcej i więcej. Tylko, że w tej gonitwie coraz mniej czasu dla siebie, dla najbliższych, na pasje. Coraz bardziej umykają nam momenty nicnierobienia, przyjemności i drobnych radości. Kiedy ostatni raz powiedziałeś swojej drugiej połówce, że ją kochasz? Kiedy ostatni raz przytuliłeś swoją mamę? Kiedy ostatni raz doceniłeś inną osobę? Kiedy ostatni raz zrobiłeś coś dla siebie? Mam wrażenie, że ludzie zapomnieli, po co żyją. Bo przecież nie dla pieniędzy, dla pracy, dla bogactwa (tak, wiem, niektórzy i owszem, tylko po co?). Jasne, sama nie jestem pustelnicą bez telewizora, wcinającą to, co rośnie za oknem, mieszkając w szałasie, szukającą sensu życia. Ale prawda jest taka, że od pewnego czasu zaczęłam się zastanawiać, po co mi więcej, po co mi lepiej, skoro jest mi dobrze tak jak jest?

Wszystkie te moje przemyślenia zaczęły się od kwestii zdrowego odżywiania. Stało się tak, że jako wielka fanka chipsów i fast foodów dostałam od życia takiego kopniaka w tyłek, że musiałam zmienić swoje nawyki żywieniowe. Przetworzone produkty zaczęły szkodzić mnie i mojej skórze na tyle, że powiedziałam basta, czas wrócić do korzeni. Niemal dosłownie. I tak  stopniowo i bardzo powoli zaczęłam odrzucać dobrodziejstwa współczesności, czyli szybkie dania do przygotowania w pięć minut, sproszkowane chemie i śmieci, które mnie zżerały od środka. Nie było łatwo i nie jest. Ale wtedy właśnie zaczęły mnie nachodzić myśli, że coraz więcej osób zaczyna interesować się kwestiami zdrowego odżywiania, kupowania naturalnych, ekologicznych produktów, niemodyfikowanych genetycznie, spryskiwanych chemią, wyglądających jak z szablonu.

Później trafiłam na książkę Anny Mularczyk-Meyer Minimalizm po polsku i dostałam jakiegoś olśnienia. A jak dobrze zrobiło mi się na duszy, kiedy czytałam, że są ludzie tacy jak ja, z podobnymi poglądami i odczuciami, którym się udało zmienić swoje codzienne nawyki i przyzwyczajenia. Bez najmniejszego zawahania mogę powiedzieć, że książka ta znajdzie swoje honorowe miejsce na mojej półce, bo wiem, ze będę do niej wracać. Zbiór kilkunastu prostych prawd, które walą w łeb i otwierają oczy na codzienność. Że wpadliśmy w wir konsumpcjonizmu, że kupujemy dużo i bez sensu, bo możemy, bo promocja, bo czemu nie. Sama wpadłam w szał chorobliwych, kompulsywnych zakupów, często na pocieszenie po ciężkim dniu. Do teraz mam momenty, kiedy siedząc na kanapie myślę sobie, że poszłabym coś kupić. Nie wiem co, nie wiem po co, ale mam taką potrzebę. Fałszywą potrzebą wykreowaną przez reklamy, nagabywania i rzeczywistość. Stwierdziłam, że czas najwyższy się ogarnąć.

I wtedy trafiłam na Minimalizm po polsku - fantastyczną publikację, nie całkiem poradnik, który w bardzo prosty i przystępny sposób przedstawia nam, jakie są założenia minimalizmu. Jak go ugryźć, jak radzić sobie z upraszczaniem życia. Anna Mularczyk-Meyer, prowadząca Prosty Blog, porusza najróżniejsze zagadnienia, czy to kwestie kuchni i odżywania, czy finanse, wiarę, dom, porządki, no wszystko, co najważniejsze. Pokazuje na własnym przykładzie i innych bohaterów, jak można pozbyć się niepotrzebnego nadmiaru ciuchów, jak przestać marnować jedzenie, jak nauczyć się być panem swojego czasu, a przede wszystkim jak znaleźć przyjemność i prawdziwy cel naszego życia.


Zmiany nie będą łatwe, świetnie zdaję sobie z tego sprawę, ale z drugiej strony wiem, że znalazłam się w takim momencie mojego życia, że potrzebuję ich. Czuję, że nie chcę być jednym z tych pędzących za pieniądzem szczurów, którzy na starość obudzą się z ręką w nocniku i myślą: co ja zrobiłem ze swoim życiem? W przyszłości nie chcę żałować, że czegoś nie zrobiłam, bo wolałam gonić za pieniądzem i pracą. Wiem, że chcę być szczęśliwa i że chcę czerpać radość z codziennych chwil. Chcę mieć czas dla bliskich, chcę mieć czas na mówienie kocham i na uścisk dodający otuchy i energii po ciężkim dniu. Chcę uczynić swoje życie prostszym. A jeśli Wy również macie w sobie taką potrzebę śmiało sięgnijcie po Minimalizm po polsku - fantastyczny tytuł!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Black Publishing

19 komentarzy:

  1. Zaintrygowałaś mnie, z chęcią zmieniłabym swoje podejście do życia, ale nie wiem jak to "ugryźć". Mam wrażenie, że ta książka by mi w tym pomogła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czy zgodziłabym się z tą książką, ale nie ulega wątpliwościom, że jest to pozycja conajmniej intrygująca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego tak myślisz? Że byś się nie zgodziła? :)

      Usuń
  3. Ja pamiętam, jak wyprowadziłam się po raz pierwszy z domu. Mieszkałam z chłopakiem - on nie umiał zbytnio gotować, podobnie jak i ja. I tak żyliśmy sobie dwa lata na różnych śmieciowych potrawach, gotowych sosach i daniach. Skończyło się to tak, że przez dwa lata, co chwila byliśmy chorzy. Jedno albo drugie. Od tamtego czasu - powiedziałam dość i zaczęłam obiady robić sama. Jak to się skończyło? Owszem zdarzają nam się przeziębienia, ale bardzo rzadko. Poważne choroby - chyba jeszcze nie było żadnej, a minęły prawie cztery lata od zmiany nawyków. Pewnie, że zdarza mi się zjeść chipsy czy gotowy sos, gdy naprawdę nie mam czasu, w końcu każdy ma słabości. Ale ta zależność dała mi dużo do myślenia...

    A po książkę sięgnę. Z wielką przyjemnością!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest to, że ludzie często nie zauważają albo nawet nie chcą zauważyć związku między swoim zdrowiem, a tym co jedzą - a zdrowe odżywianie naprawdę ma wpływ na to, jak się czujemy każdego dnia i warto na to zwrócić uwagę ;)

      Usuń
  4. Ja poczułam się przytłoczona ilością rzeczy, które posiadam, dlatego od jakiegoś czasu pozbywam się zbędnych dla mnie rzeczy. Oddałam ubrania, sprzedaję książki do których już nie będę wracała. W tym momencie czuje już sporą ulgę, a wiem, że kiedy pozbędę się wszystkiego co mi "przeszkadza" w życiu będę jeszcze w większym stopniu szczęśliwa. Chciałabym przeczytać tę pozycję, bo myślę, że pomogłaby mi w tej drodze do zdrowego minimalizmu w życiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zaczęłam wielką wyprzedaż biblioteczki - staram się zostawiać tylko te tytuły, które mają dla mnie jakieś znaczenie i chcę do nich wracać. Nie jest to łatwe zadanie, bo jestem typem sentymentalnego chomika, ale staram się ;) Co tyczy się ciuchów, to muszę zacząć robić bardziej przemyślane zakupy, nie poddając się szałowi "bo promocja", "bo mam kupon", "kiedyś założę" - nawet nie zliczę ciuchów, które kupiłam, a których jeszcze nie założyłam... A książkę naprawdę polecam - bardzo inspirująca ;)

      Usuń
  5. Ja jeszcze nie jestem gotowa na zmiany - za dużo muszę w życiu zrobić :) Kiedy się już zatrzymam i powiem "wystarczy" wówczas sięgnę po książkę :)
    Jeśli chodzi o odżywianie staram się jeść zdrowo :) Nie lubię chipsów ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę - też chciałabym ich nie lubić, a niestety są moją słabością :<

      Usuń
  6. Jestem bardzo ciekawa tej książki :) Ale nie ma co generalizować - mówisz o pędzie za pieniędzmi, a niestety tak jest skonstruowany świat, że aby cieszyć się życiem czy rozwijać swoje pasje, po prostu trzeba mieć kasę w portfelu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, nie zgodziłabym się z tym stwierdzeniem, że trzeba mieć kasę w portfelu, żeby móc rozwiać swoje pasje - chociażby na przykładzie recenzentów i moli książkowych, wcale nie trzeba mieć kasy, żeby móc czytać i pisać ;) Wiadomo, są takie pasje, które wymagają nakładu finansowego, ale bez przesady :)

      Usuń
  7. Ciekawa książka i chętnie po nią sięgnę. Nie jest ze mną jakoś bardzo źle, ale są rzeczy, które chętnie zmieniłabym w swoim życiu :) Na przykład obiady staram się gotować sama i rzadko odwiedzam takie miejsca jak chociażby McDonald ale za to mam wieeelka słabość do słodyczy :/ Nie otaczam się drogimi i niekoniecznie potrzebnymi gadżetami, nawet nie mam telewizora (ale pustelnica nie jestem hehe), ale jak czasami złapie "fazę" na zakupy dajmy na to ciuchowe to potrafię wrócić do domu obładowana jak dromader :D Także jak widać są obszary do poprawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też tak miałam, że był taki moment, że miałam za dużo swobody i wtedy szalałam, np. z zakupami - i to nie było wcale dobre :D

      Usuń
  8. Czytałam "Sztukę prostoty" Dominique Loreau i ten tekst zniechęcił mnie do myślenia o życiu w kategoriach "slow" i "simple". Za dużo było tam zakazów, nakazów i drastycznych ograniczeń. Twoja opinia o książce "Minimalizm po polsku" właściwie mnie zachęca, więc może, może skuszę się na jeszcze jedną próbę z tego typu poradnikiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu właśnie nie ma czegoś takiego jak zakazy czy nakazy - autorka raczej opowiada o swoich doświadczeniach i radzi innym jak zacząć żyć prościej, bardzo swobodnie, często zaznaczając, że nie w każdej sferze człowiek może czy chce być minimalistą ;) Bardzo podoba mi się to nastawienie :)

      Usuń
  9. Bardzo ciekawa pozycja. Zgadzam się najzupełniej zarówno z autorką, jak i z Twoimi przemyśleniami. Myślę, że "Minimalizm po polsku" trafiłby do mnie idealnie. Chyba rozejrzę się za tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaciekawiłaś mnie tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zmienić swój sposób odżywiania to nie małe wyzwanie. Tym bardziej, że w sklepach z każdej półki zerkają produkty, które z wielką ochotą wrzuciłoby się do koszyka.

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj, słyszałam o tej książce dużo, ale chyba nie mam ochoty jej przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń