Dziewczę z sadu - L. M. Montgomery [Egmont, 2014]

Czasem lubię wracać do powieści osadzonych w dawnych latach. Chociażby takie Wichrowe wzgórza czy Duma i uprzedzenie. Historie, w których kobiety dumnie przechadzały się w długich sukniach, gdzie młodzi chłopcy wybierali się na zaloty, a dziewczyny wdzięcznie ukazywały swe zarumienione policzki. Tak, od czasu do czasu lubię wracać do tych tytułów, które stanowią kompletne oderwanie od rzeczywistości, które sprawiają, że mogę zanurzyć się w zupełnie innym świecie. To właśnie dzięki powieści Lucy Maud Montgomery mogłam znów, na krótką chwilę znaleźć się w tamtych czasach, otulić się historią i zanurzyć w romantycznych zrywach serc młodych bohaterów.

Dziewczę z sadu na swych nielicznych stronach przedstawia nam losy świeżo upieczonego absolwenta college'u, który decyduje się na pełnienie roli nauczyciela w małej szkółce, zastępując jego dawnego znajomego, którego zmogła choroba. Wydawać by się mogło, że małe, ciche miasteczko, gdzie wszyscy znają się wzajemnie, nie może oferować żadnych atrakcji prócz gry w szachy z sąsiadem i plotkowania z ciekawskimi mieszkańcami. Jednakże pewnego dnia Eric przekonuje się, że Charlottetown oferuje więcej, niż mógłby się spodziewać. Wszystko zmienia się z dniem, w którym usłyszał piękną grą na skrzypcach, której źródłem była jeszcze piękniejsza, tajemnicza Kilmeny. Wtedy właśnie rodzi się prawdziwe i jakże przejmujące uczucie, które porwie młodych. Niestety, Eric będzie miał poważną przeszkodę do pokonania, która stoi mu na drodze do serca cudownej dziewczyny z sadu.

Powieść Lucy Maud Montgomery wydaje się być zbyt krótką i niewystarczającą. Po jej lekturze, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że chciałabym więcej, że pragnę dalszych losów bohaterów, chcę wiedzieć, co będzie dalej. Niestety, historia dobiegła końca, zbyt szybko, czego bardzo żałuję. Bo książeczka ta jest niezwykle urokliwa. Może jest odrobinę naiwna, może jest przerysowana, ale świetnie oddaje klimat tamtych lat, ukazując pierwsze rodzące się uczucie pomiędzy młodym mężczyzną a kaleką dziewczyną. Czasem brakuje mi tych nieśpiesznych podbojów serca, tych romantycznych i poetyckich wyznań, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy miłość, jej początki, jej pielęgnowanie, ma zupełnie inny wymiar. Może jest cukierkowo, może słodko, ale czy każda z nas nie lubi choć przez chwilę poczuć się księżniczką, do której zalecać się będzie czarujący młodzieniec? Ta książka to umożliwia. Przenosi w czasie, jest miodem na serce i duszę. Żałuję tylko, że tak szybko dobiegła końca.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont

8 komentarzy:

  1. Czytałam w innym tłumaczeniu. Tytuł był inny, ale treść się nie zmieniła i faktycznie to urokliwa, chociaż króciutka książeczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobają mi się te wznowione tytuły z romantycznej serii - czasem warto odświeżyć "starocie" :)

      Usuń
  2. Tym razem sobie odpuszczam romantyczną serię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka interesuje mnie od pewnego czasu, odkąd zaczęłam czytać recenzje blogerów i mam zamiar ją kiedyś przeczytać. Oby szybciej, niż później.
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem fanką Lucy Maud Montgomery, a jednak o tym tytule słyszę dopiero od kilku dni. Muszę koniecznie nadrobić te zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham książki tej autorki, tą kiedyś czytałam i miło wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Montmogery zawsze tworzyła historie, które kojarzyły mi się z literaturą typu "ku pokrzepieniu serc dziewczęcych". Na pewno po nią siegnę, nie przepuszczę okazji. :)

    http://booklovinbypas.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń