[PRZEDPREMIEROWO] Wzorzec zbrodni - Warren Ellis [SQN, 2014]

Kiedy przychodzi mi zmierzyć się z dziełem literackim już na samym wstępie porównywanym do czegoś wielkiego, czy to innej powieści, czy też jej autora, towarzyszą mi mieszane uczucia. Z jednej strony jestem zadowolona, bo jestem w stanie zaszufladkować daną powieść, wyobrazić sobie jaka ona będzie, dając mi garść pomysłów na to, czego mogę oczekiwać. Z drugiej jednak strony takie porównywanie sprawia, że poprzeczka automatycznie się podnosi, bo skoro ktoś stawia nieznanego mi autora i jego dzieło obok niemal legendarnego już filmu Siedem, to znaczy, że musi być naprawdę dobrze. Wtedy rodzą się oczekiwania, zazwyczaj wygórowane, które nie zawsze zostają spełnione. I było porównywać?

Warren Ellis, o którego kryminale będzie dzisiaj mowa, a który porównywany jest do wcześniej wspomnianego dzieła Finchera, stworzył intrygującą historię, w której tylko szaleniec może stawić czoła szaleńcowi. To, że seryjny morderca ma nie po kolei w głowie nikogo nie dziwi, ale główny bohater? Policjant? Owszem. John Tallow jest dosyć specyficznym człowiekiem, ciężko temu zaprzeczyć. Jest odrobinę socjopatyczny, a na tylnym siedzeniu swojego samochodu wozi pół biblioteczki. Poza tym swoim odkryciem rozpętał prawdziwe piekło w nowojorskiej policji. A wszystko przez jeden pokój na Pearl Street. Pokój, w którym każdą możliwą powierzchnię zajmowała broń. Broń, całkowicie różna, nigdy taka sama. Z każdej z nich zabito jedną osobę. Kiedy? Jak? Dlaczego? A najważniejsze - kto to zrobił? Tego nie wie nikt. Ale to właśnie Tallow musi rozwikłać tę zagadkę. Skoro nawarzył takiego piwa, niech je teraz wypije.

Trzeba przyznać, że pomysł autora na fabułę książki jest jak najbardziej zagadkowy. Kiedy pierwszy raz przeczytałam jej opis na odwrocie, stwierdziłam, że to naprawdę może być coś. No bo mamy seryjnego mordercę, który kolekcjonował broń przez kilka, jak nie kilkanaście dobrych lat, a z każdej z nich zabił tylko jedną osobę. Poza tym niektóre ze znalezionych egzemplarzy okazały się być dowodami znalezionymi podczas dawnych zbrodni, które nigdy nie powinny opuścić policyjnych murów. Więc skąd wzięły się w tym zabunkrowanym pokoju pośród innych karabinów i pistoletów? Tak, zapowiadało się na grubszą intrygę. Niestety, wtedy właśnie zaczęły się schody. I nie były to schody do niebios, gdzie mogłabym się rozpływać nad geniuszem autora i jego fantastyczną powieścią. Prawda jest taka, że jedynie idea tej książki przypadła mi do gustu, a reszta.. Reszta była bardzo przeciętna.

Przede wszystkim główny bohater, dosyć specyficzny, z którym ciężko się identyfikować, obok którego trudno stanąć z sympatią i chęcią ścigania seryjnego mordercy. Johna Tallowa trudno polubić. Może dlatego, że jest taki wycofany? Zamknięty? Inny? Zresztą mój zarzut, że bohater jest specyficzny nie tyczy się tylko tej głównej postaci - pozostałe też są raczej dziwne, tak jak cała książka. Tak, bez dwóch zdań chcąc opisać ją jednym słowem, powiedziałabym, że jest specyficzna. I specyficzność ta nie przypadła mi niestety do gustu. Bo wszystko to jest okryte taką mgłą tajemnicy, którą niekoniecznie chce się poznać. Wolisz jej nie rozganiać palcami, wolisz nie wiedzieć, co kryje się za tą ścianą mlecznej poświaty. Też w pewnym momencie wolałam nie wiedzieć, bo to, czego się dowiedziałam, bardzo mnie rozczarowało. Nie, nie podobało mi się rozwiązanie tej pokręconej zagadki. O ile sam motyw był bardzo intrygujący, tak zakończenie mnie nie ruszyło ani trochę. Jakoś tak nie wciągnął mnie czarny humor bohaterów. Nie podobało mi się również to, że brak w tej książce jakichś wątków pobocznych, jakiejś odskoczni od śledztwa, choćby najmniejszej. Zamiast tego razem z bohaterami skupialiśmy się na suchym śledzeniu faktów, szukaniu dowodów i winowajcy. Szczerze? Brakowało mi tutaj emocji. Nie, Wzorzec zbrodni ani trochę nie trzymał mnie w napięciu. Jakoś tak biernie śledziłam losy pokręconego Tallowa i jeszcze bardziej pokręconego zabójcy (o! tutaj plus się ujawnił, czyli narracja prowadzona z perspektywy postaci negatywnej - to mi się bardzo podobało).

Niestety, nie przemówiła do mnie ta historia. Mimo największego plusa, jakim jest motyw tej historii. Mimo rozdziałów, w którym narratorem jest seryjny morderca, a my możemy zajrzeć w głąb jego parszywych myśli. Nie, nie przemówiło to do mnie ani trochę. Bo brakowało mi emocji podczas śledztwa. Brakowało mi tego dreszczyku i ciągłego wyczekiwania, co będzie dalej. Brakowało mi mocnego zakończenia, które urwało by mi to i owo. Może innym razem?

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Sine Qua Non

5 komentarzy:

  1. Do mnie historia akurat przemówiła i książka mi się podobała :) Sam detektyw też :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam juz parę recenzji tej książki, dość różnych. Wydaje mi się ze będzie miała swoich zwolenników i przeciwników :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się tak wydaje - wszystko przez to, że jest taka specyficzna może nie przypaść wszystkim do gustu, ale może też znaleźć swoich prawdziwych zwolenników :)

      Usuń
  3. Nie słyszałam o niej, ale pomimo twojej opinii zaciekawiła mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja myślałam, że ta książka mnie wciśnie w fotel, bo zapowiadano, że to mistrzowski kryminał. Jak dla mnie jest to po prostu poprawny kryminał, nie ma w nim nic takiego, że powiedziałabym "wow". To po prostu poprawnie skonstruowana historia bez żadnych większych niespodzianek.

    OdpowiedzUsuń