Portret zabójcy - Heather Graham [Mira, 2014]

Z twórczością Heather Graham miałam okazję spotkać się już kilka razy, a mianowicie przy okazji Morderczego grona i Bagna grzechów. Choć autorka nie trafiła na moją top listę, wśród Alex Kavy czy J. T. Ellison, to niewątpliwe znalazła się bardzo blisko tego zacnego towarzystwa parającego się tworzeniem powieści sensacyjnych i kryminalnych, w których często przewija się wątek romantyczny. Znając już w jakimś stopniu możliwości i styl Graham, stwierdziłam, że jak najbardziej mogę pokusić się o kolejną powieść jej autorstwa, po cichu licząc na to, że się nie zawiodę. Niestety, przeliczyłam się.

Portret zabójcy to wielowątkowa opowieść o zbrodni sprzed wielu lat, która wciąż odbija się na teraźniejszym życiu naszych bohaterów. Mamy główną postać żeńską, Ashley, która właśnie uczy się w Akademii Policyjnej, by w przyszłości stać się policjantką z krwi i kości. Mamy też głównego bohatera męskiego, którym jest (i tu nie liczcie na zaskoczenie) super przystojny, umięśniony i atrakcyjny detektyw Jake Dilessio, który szturmem wkroczył w życie ambitnej Ashley. Z pozoru dwójkę tę łączy tylko niechęć, ale z czasem okaże się, że sprawy, nad którymi pracują, niby kompletnie ze sobą nie związane, zbliżą ich do siebie na tyle, że trudno będzie się z tego wycofać. Pytanie tylko, czy emocje pomiędzy Ashley a przystojnym detektywem pozytywnie wpłyną na rozwiązanie sprawy?

Pewnie już zaczęliście się domyślać, że Portret zabójcy nie jest literaturą wysokich lotów. Już od pierwszych stron przeczuwałam, że będzie słabo, choć wciąż miałam nadzieję, że fabuła pójdzie w dobrym kierunku. Niestety, skończyło się tak, jak się zaczęło - bardzo średnio. Trzeba powiedzieć, że powieść Graham jest strasznie przewidywalna, bo przecież od samego początku można domyślić się, że Jake i Ashley będą razem, będą namiętne sceny seksu, będą emocje, ale na końcu i tak będzie happy end. Najgorsza rzecz, jaką można spotkać w powieści kryminalnej - przewidywalność. Poza tym, jak na mój gust, jest tutaj stanowczo zbyt dużo elementów taniego romansu, poczynając od głównego męskiego bohatera, który, jakżeby inaczej, jest nieziemsko przystojny, umięśniony niczym atleta, no grecki bóg wypisz wymaluj, nic tylko zetrzeć ślinę z brody i zrzucać gacie na jego widok. Do kotła goryczy dorzucę też płytkie dialogi bohaterów, a przede wszystkim kobiet, które sprawiają, że coś mnie trafia. Ashley wraz ze swoimi przyjaciółeczkami chyba nie potrafiła gadać o niczym innym, jak tylko o facetach, seksie, zakupach i innych babskich bzdetach. Wystarczy mi tego w realnym życiu, w książkach dziękuję za bezsensowną gadkę, która niczego nie wnosi.

Jest słabo, naprawdę słabo. Gdyby nie ten wątek kryminalny, który został zmiażdżony przez tanie romansowanie naszych bohaterów, z całą pewnością pogrzebałabym Portret zabójcy na cmentarzu książek, których kijem nigdy nie tknę. A tak, Heather Graham chociaż troszeczkę się odratowała, bo motyw zbrodni był tutaj całkiem niezły, rozwiązanie również, choć przez to, że autorka skupia się głównie na relacjach i związku bohaterów, rozwiązywanie zagadki schodzi na dalszy plan, a co za tym idzie, nie staje się głównym punktem powieści i czytelnik zamiast zajmować się łapaniem mordercy, zastanawia się, jakie koronkowe stringi Jake zdjął z Ashley tym razem. Był potencjał, ale według mnie został porządnie zmarnowany. Gdzie ta Heather Graham, którą znałam? Szkoda, naprawdę szkoda. Ale szczerze przyznam, że mimo tej nieudanej przygody, nie skreślam autorki, bo wciąż wychodzi na plus 2:1!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mira 

5 komentarzy:

  1. Dotychczas czytałam jedną książkę tej autorki - Instynkt mordercy i byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Tak więc po Twojej recenzji również nie skreślę tej autorki, ale tę pozycję będę omijać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm może jak będę miała ochotę na romans to sięgne po tę pozycję ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę mnie ta książka przeraża! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam już kilka opinii na temat tej książki i przyznam się szczerze, że nie jestem do końca do niej przekonana. Nadal się waham czy po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń