Dar z Bretanii - Marjorie Price [Black Publishing, 2014]

Marjorie Price podarowała nam książkę pełną wspomnień, która na pierwszy rzut oka wydaje się sielankową, ciepłą powieścią o cudownym życiu na prowincji, o spełnianiu swoich marzeń i szczęśliwym życiu u boku kochającego mężczyzny. Historia ociekająca słodyczą. Niestety, to tylko pozory, bo kiedy przyjdzie nam zdjąć woalkę idyllicznego obrazu, który wykreowała autorka, dosięgnie nas ogromny ból i konieczność wyrywania życiu możliwości na spełnianie siebie. Midge, nasza główna bohaterka, mogła mieć wrażenie, że zaznała największego szczęścia, kiedy poznała Yves'a, francuskiego malarza, który później stał się jej mężem. Niestety, szczęście to szybko prysło, wraz z pojawieniem się pierwszych oznak zazdrości i pierwszym uderzeniem.

Tak, właśnie taką historię zaserwowała nam Marjorie Price. Pozornie sielankową, lecz w głębi poruszającą trudny temat. Na szczęście wszystko to okraszone jest cudownym szalem ciepłej przyjaźni, którą Midge znalazła na prowincjonalnej wsi. Wydawać by się mogło, że amerykanka, kobieta z wielkiego miasta, za nic w świecie nie odnajdzie się w bretońskiej wiosce oddalonej od cywilizacji. Jednak tam, wbrew wszelkim trudnościom i przeszkodom, znalazła podporę i prawdziwą przyjaźń, dzięki której mogła spełnić swoje prawdziwe marzenie. A wszystko to dzięki starszej kobiecie, Jeanne, która otoczyła Midge swoją miłością.

Może się wydawać, że powieść Marjorie Price Dar z Bretanii jest przewidywalna, szczególnie, kiedy poznajemy męża Midge, Yves'a zaborczego artystę malarza, uważającego się za geniusza, który twierdzi, że żona nie ma prawa stać we własnym blasku sławy, łaskawie stojąc w cieniu swojego partnera. Można przecież było przewidzieć, że nic dobrego z tego nie wyniknie, bo albo ona wybuchnie albo on. Stojąc z boku, obserwowałam sceny rozmów Midge z mężem i krew się we mnie gotowała. Bo jak można być tak nadętym dupkiem? Miałam ochotę krzyknąć do głównej bohaterki, żeby brała pod jedną pachę dzieciaka, pod drugą farby i sztalugi i uciekała, gdzie pieprz rośnie, z dala od tego bubka, co uważa się za geniusza i tylko on ma prawo do tego, że mieć pasję, w której może się spełniać. Na szczęście przyszedł moment, w którym to Midge wybuchła i zrobiła to, co tak dzielnie jej doradzałam przez większą część książki. Owszem, nie była to łatwa decyzja, ale myślę, że gdy dochodzi w rodzinie do rękoczynów i najbliższa ci osoba podnosi na Ciebie rękę, wtedy nie ma litości.

Na szczęście, prócz tych trudnych sytuacji w życiu Midge, mamy obraz zupełnie czegoś przeciwnego. Obraz malowany ciepłymi kolorami, który sprawia, że człowiek czuje się odprężony i rozmarzony. Tak, niewątpliwie wizja francuskiej prowincji i osady La Salle, w której mieszkają nasi bohaterowie, koi serce i sprawia, że czytelnik rozpływa się w zachwytach, bo pewnie w życiu każdego z nas są takie momenty, że chciałby uciec od zgiełku wielkiego miasta, znikając gdzieś, gdzie można zaznać spokoju. Piękne opisy, który jeszcze bardziej podkreślają to, jak ciepłe były relacje pomiędzy Midge a Jeanne.

Dar z Bretanii to historia napisana niesamowicie spokojnie, wręcz leniwie, co szczególnie na początku, sprawiało mi wielką trudność, bo nie potrafiłam zanurzyć się w tej historii na tyle, bym mogła i bym chciała czytać ją dalej. Na szczęście w pewnej chwili nadszedł moment, że zauroczyłam się widokiem bretońskiej wsi i La Salle i utonęłam. Choć nie była to powieść, która rzuciłaby mnie na kolana, to mimo wszystko wciąż odczuwam ciepło, które niesie ze sobą ta historia prawdziwej, dojrzałej przyjaźni. Mimo trudnych tematów poruszanych w tej książce, czyta się ją lekko i przyjemnie więc powiedziałabym, że świetnie nadaje się na wakacyjną lekturę. Jeśli więc lubicie historie pełne uroku, jak najbardziej możecie sięgnąć po Dar Bretanii.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Black Publishing

6 komentarzy:

  1. Zobaczę, może sięgnę po tę pozycję. Czasem warto zagłębić się w takie klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesująca recenzja i książka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Patrząc na okładkę pomyślałam, że to kolejny romans, a tu takie zaskoczenie ;) Kiedyś może po nią sięgnę, bo lubię czytać powieści o wyjątkowej przyjaźni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, na szczęście tej książce do romansu daleko :)

      Usuń
  4. To jest książka dla mnie... i do tego taka piękna okładka... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka jest przepiękna i podoba mi się chyba bardziej niż... sama fabuła. ;) Może za jakiś czas się skuszę. :)

    OdpowiedzUsuń