Wierna - Veronica Roth [Amber, 2014]

No i stało się. Koniec Niezgodnej. Przeczytałam ostatni tom. Choć niby nie całkiem, bo przecież został jeszcze Cztery i historie opowiedziane z perspektywy Tobiasa. Ale faktem jest, że niczego dalej już nie będzie. Seria się skończyła. Dalsze losy bohaterów pozostają nieznane. A ja kolejny już raz musiałam zbierać swoje emocje z podłogi, bo mimo sceptycznego nastawienia po słabszej części drugiej, nie udało mi się uciec przed tym, co postanowiła nam zgotować autorka. Jezu, to nie fair, że autorzy są tak okrutni. Pozwalają nam poznać wykreowanych przez siebie bohaterów, sprawiają, że darzymy ich sympatią i przywiązujemy się do ich losów. A potem? A potem pozostaje Ci tylko odgłos pękającego serca (kolejny raz!), bo autor znów postanowił TO zrobić.

Spodziewałam się, że coś takiego się wydarzy. Niestety, w dzisiejszych czasach trudno całkowicie uchronić się przed spojlerami. Niby nie wiedziałam dokładnie, ale przeczuwałam, że coś się kroi. Coś, co mi się nie spodoba. Ale mimo wszystko oswoiłam się z myślą, że będzie źle i że muszę to jakoś przetrwać. To miało pozwolić mi jakoś się ogarnąć. Ale nie, tego, to ja się kompletnie nie spodziewałam. Veronico Roth, nie wybaczę Ci tego! Bez dwóch zdań trafiasz na czarną listę i do towarzystwa pozostaje Ci tylko John Green.

Zanim zabrałam się za ostatni tom serii przygód o Tris Prior, frakcjach, Nieustraszonych, symulacjach i jednym wielkim kłamstwie, którym mamiono mieszkańców miasta, słyszałam już nie jedną opinię, po której wnioskowałam, że będę beczeć. Tym razem Was rozczaruję - nie beczałam. Ale było blisko, to fakt. Bo Veronica Roth w trzeciej, a zarazem finałowej części bardzo stopniowo dawkuje nam emocje, co jakiś czas rzucając w nas jakimś emocjonalnym granatem. Fajne jest to, że wreszcie wyjaśniło się, skąd się wzięły frakcje, dlaczego je stworzono i co się dzieje poza nimi. Dużo pytań, które rodziły się na początku, bo coś było niejasne, w tomie trzecim znalazło swoje odpowiedzi. Od pewnego momentu w książce dało się wyczuć napiętą atmosferę, można więc było domyślić się, że finał całej tej historii będzie mocny. I był. Dodatkowym atutem tego tomu był fakt, że autorka zdecydowała się na wprowadzenie rozdziałów z podzieloną narracją - część przedstawiona była z perspektywy Tris (jak wcześniej), a część z perspektywy Tobiasa, co pozwalało nam zrozumieć akcję z troszkę innej strony. Wybaczcie, że jestem taka oszczędna w słowach, co do fabuły, ale naprawdę nie chcę Wam nic zdradzać. A nuż będziecie mieli chętkę na tę serię i co? Przecież głupio wiedzieć, jak to się wszystko skończy. Dlatego dziś głównie o wrażeniach i niewiele o konkretach.

źródło
Po lekturze Zbuntowanej, która okazała się być rozczarowaniem (w mym guście), miałam pewne obawy. Kto by nie miał? Pierwszy tom był świetny, wciągający i emocjonujący, a tu nagle taki dół w tomie kolejnym. A co, jak ten ostatni będzie równie słaby? Co wtedy począć ze sobą? Jak żyć?! Ale udało się, tym razem się udało, oj jak bardzo się udało. Było mi smutno po przeczytaniu ostatnich stron i w gruncie rzeczy nadal pozostaje we mnie jakaś taka melancholia. To chyba ten słynny kac książkowy, bo gdy odłożyłam Wierną długo nie umiałam wybrać kolejnego tytułu. Miałam wrażenie, że straciłam kogoś bliskiego, a przecież kochanej osoby nie da się, wręcz nie można tak szybko zastępować kimś innym. Przecież nie będzie na tyle godnego następcy. I tak jakoś mi było żal, że to już koniec. A przecież tak wytrwale walczyłam, żebym to ja pierwsza przeczytała ostatni tom, a nie Arek. Teraz to on ma przed sobą wszystkie te emocje, które we mnie już przygasają. Czy i jemu chociaż przez chwilę będzie tak ciężko na duszy po poznaniu zakończenia tej historii? Czy i on w głębi przeklnie ten okrutny pomysł Veroniki Roth na podsumowanie serii, którą pokochały masy? Zobaczymy.

A powyższego tekstu nie traktujcie jak recenzji (pomijając fakt, że chyba żadnej nie powinniście traktować tak serio, serio), bo od razu widać, że to taki zbiór luźnych myśli na temat. Takie pitu pitu, bo wciąż jeszcze mi smutno i muszę sobie pogadać, podzielić się tym, co mi w głowie siedzi, a z kim innym, jak nie z Wami? Pamiętajcie, jam nie krytyk literacki, co poważną literaturę czytuje i wysublimowanym językiem o niej pisze. Jam zwykły Kamyk, co dzieli się z Wami przemyśleniami. No i widzicie, jak mi refleksyjnie na sercu, że jeszcze takie dygresje sobie wprowadzam. Nic, czas się zbierać. A Wy też się zbierajcie i bierzcie się za czytanie Niezgodnej, warto. Może nie jest to wybitna seria, wszak to tylko młodzieżówka, ale wrażeń przy lekturze Wam nie zabraknie. Ja bardzo doceniam to, że tak lekko i przyjemnie się ją czytało, mimo tematyki, którą poruszała. Bo wbrew pozorom świat Niezgodnej jest niesamowicie brutalny i okrutny. Owszem, odrobinę naciągany i wyidealizowany, bo znów mamy zwyczajną, szarą nastolatkę, która ratuje świat przed tragicznymi skutkami ludzkiej głupoty i chęci sprawowania władzy nad wszystkim. Ale z drugiej strony pozwala wierzyć, że każdy może uczynić coś wielkiego - nawet jeśli jest zwykłą szesnastolatką z frakcji, którą nazywa się Sztywniakami. Każdy potrzebuje swojego bohatera i Tris może być nim dla kogoś z nas, chociaż przez chwilę. Czytajcie :)

13 komentarzy:

  1. Tak, tak. Wiem, jak to się skończy, eh. Jednak Suzanne Collins ostatecznie okazała się mniej okrutna, prawda? Bo zawsze jest coś gorszego niż to, że bohaterka nie będzie z tym facetem, z którym chciałam żeby była. W sumie, mimo, że to najlepsza część trylogii Veronicy Roth, zakończenie to roczarowanie. Wielkie rozczarowanie. http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem, czy rozczarowanie.. Dla mnie to było smutne, że tak to się skończyło, bo chyba jeszcze nie czytałam książki, w której historia tak by się potoczyła. Niby się czegoś spodziewałam, ale mimo wszystko nie tego :)

      Usuń
  2. A ja nadal nie jestem przekonana do tej serii. Słyszałam o niej zarówno pozytywne jak i negatywne opinie i jakoś na razie weny na zapoznanie się z Niezgodną nie mam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też długo nie potrafiłam się do niej przekonać, jakoś te wszystkie pozytywne i negatywne opinie spływały po mnie jak po kaczce, do momentu kiedy przeczytałam pierwszy tom ;) Widać każda książka musi mieć swój czas (albo i nie), kiedy czytelnik czuje, że to właśnie teraz powinien ją przeczytać :) Może w Twoim przypadku też przyjdzie jeszcze taki moment, że jednak się do tej serii przekonasz :)

      Usuń
  3. Film bardzo przypadł mi do gustu. Chciałam zacząć czytać całą serię, ale jakoś się ociągam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się ociągać, tylko czytać! :)

      Usuń
  4. Do niedawna myślałam, że powieści Veroniki Roth są raczej takie przeciętne, niewyróżniające się niczym, ale ostatnio wpada mi w oczy coraz więcej recenzji, w których widać, że te książki zostawiły w czytelniku ślad. Czy długotrwały, nie wiem, ale nabrałam ochoty na poznanie tej serii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, zostawia :) Wcześniej trafiały mi się serie, które przeczytałam, ale po jakimś czasie stawały mi się kompletnie obojętne, nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak się spodziewałam. Ale takie Igrzyska, czy Niezgodna właśnie, jakiś tam ślad zostawiły, zobaczymy, na jak długo :)

      Usuń
  5. Też niedawno skończyłam czytać całą serię i zapamiętam ją na długo. Może arcydziełem nie była, ale dobrze się czytało. Zwłaszcza "Wierna" najbardziej mi się podobała :)

    Zapraszam do mnie na wyzwanie: "Stare, dobre czasy!"
    pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam jeszcze tej serii, ale mam nadzieję, że niedługo mi się uda to zmienić ;) Lubię tego typu powieści, więc prawdopodobnie przypadnie mi do gustu :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwszy tom za mną i nie zamierzam się spieszyć, mnie i film i książka przypadły do gustu, jednak zawsze boję sie kolejnych części.
    artemis-shelf.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń