Niezgodna [2014] - wrażenia z filmu

Wreszcie udało mi się obejrzeć ekranizację Niezgodnej. Po wielu ciężkich bojach, chęci poświęcenia kilku godzin cennego snu, po kilku przekleństwach nad słabym transferem i zacinającym się buforowaniem, wreszcie się udało. A myślałam, że szlag jasny mnie trafi. Szkoda, że za późno pokapowałam się, żeby przeczytać serię Veroniki Roth, bo kiedy naszła mnie wreszcie ochota na nią, Niezgodnej w kinach już nie było. Ale udało się! I kolejny już raz w ostatnim czasie zamęczać Was będę historią Tris i Tobiasa, której na moim blogu ciągle pełno. Ale gdzieś się wygadać muszę ^^

I co mi z tego oglądania przyszło? A tyle, że znów utwierdziłam się w przekonaniu, że książki są lepsze niż filmy, a ekranizacje nigdy nie będą satysfakcjonujące (choć zdarzają się takie, które bliskie są ideału - patrz Gwiazd naszych wina). Bo choćby nie wiem, jak bardzo filmowa wersja Niezgodnej mi się podobała (a podobała się bardzo!), tak wciąż mam w głowie wszystkie brakujące sceny, które były naprawdę istotne dla fabuły. Wciąż mam przed oczyma wydarzenia, których w książce nie było, a na które zdecydował się reżyser. Jasne, nigdy nie da się wszystkiego nakręcić idealnie, ale błagam, nie spłycajcie istotnych faktów. Ludzie, jeśli nie przeczytaliście najpierw książki zanim poszliście do kina czy obejrzeliście ten film w domowym zaciszu, żałujcie. You know nothing... Bo gdzie był Uriah? Ci co nie przeczytali, pewnie spytają, kto to w ogóle Uriah? Dlaczego nie pokazano rozwijającej się przyjaźni, wręcz zauroczenia (jednostronnego) między Alem i Tris? Przecież jego śmierć bez ukazanej relacji między tymi bohaterami straciła dużo na wartości. Bo przecież Al nie był jakimś zbirem, któremu zależało na najwyższym miejscu w rankingu (to nie Peter), a zahukanym chłopakiem, który nie chciał być bezfrakcyjnym. Gdzie scena z atakiem Petera na oko Edwarda? Tak, wiem, wycięta i można ja teraz obejrzeć w sieci. Super. Poza tym wiele scen było przeinaczonych - śmierć matki Tris, dzień wizyt w siedzibie Nieustraszoności czy finałowa scena przerwania symulacji. Owszem, była efektowna, ale to nie było tak! Świetnie zdaję sobie sprawę z tego, że nie da się odtworzyć danej powieści w 100%, bo po pierwsze nie robią takich długich filmów, a po drugie po prostu nie da się, zawsze ktoś będzie niezadowolony. Ale oglądając ekranizację książki, którą się polubiło, którą przez chwilę się żyje, takie niedociągnięcia i przekręcony sceny rażą i gryzą. 

źródło
Pomijając jednak te elementy, które towarzyszą praktycznie każdej próbie przełożenia tekstu pisanego na ekrany kinowe, jestem naprawdę zadowolona z tego, co widziałam. Część aktorów spełniała moje oczekiwania i wyobrażenia, co do bohaterów - Tris, Tobias, Christina, Caleb, rodzice Tris, Marcus, Jeanine, Eric, natomiast część kompletnie mi nie pasowała -Will czy Peter. Chociaż odrobinę bawił mnie niski i głęboki głos Tobiasa (tego się nie spodziewałam!). Niemniej jednak po skończeniu seansu miałam ochotę sięgnąć jeszcze raz po książkę - nie tylko po to, żeby skonfrontować rzeczywistość z wizją reżysera, ale również po to, żeby kolejny raz potowarzyszyć bohaterom w ich przygodach. Bo ja naprawdę lubię tę historię i w nosie mam opinie tych, który mówią, że to słabizna - po pierwsze z dystansem podchodzę do takich opinii wyrażanych z ust osób, które książki nie przeczytały. Pozwolę sobie znów przytoczyć cytat z Gry o Tron - you know nothing... Po drugie młodzieżówki mają to do siebie, że są odrobinę infantylne i naiwne, ale mają też w sobie to coś, co przyciąga masy, w tym mnie również i nie będę udawać, że jest to fantastyczne dzieło literackie i oskarowa ekranizacja. Nope. Ale w głębi serca cenię sobie historie, które mnie porywają, które sprawiają, że połykam całą serię w kilka dni i nie mogę przestać myśleć o bohaterach przez jakiś czas. Takie serie zostają w mojej pamięci na bardzo długo, ciągle gdzieś tam mi towarzyszą. Żałuję tylko jednego - że to już koniec czytania, zostało mi tylko czekać na kolejne ekranizacje, których wypatruję z niecierpliwością dziecka. A Wy dajcie szansę tej historii, jeśli jeszcze nie mieliście ku temu okazji - warto ;)


6 komentarzy:

  1. Ten film uwielbiam. Obejrzałam go po raz pierwszy, nie czytając książki (dobra, potem żałowałam tego), ale nie wiedziałam, że to ekranizacja xD Nie ma to jak kochać książki i nie wiedzieć takiej rzeczy. Pamiętam jak siedziałam i z napięciem czekałam na zakończenie, bo nie wiedziałam, co się wydarzy. I ten głos Tobiasa! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najpierw muszę oczywiście przeczytać książkę, potem obejrzę film i sobie porównam obydwa dzieła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja także nie czytałam jeszcze książki, więc film musi na razie poczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. mi się film podobał, ale nie przeczytałam jeszcze książki. koleżanka, która czytała, uważa że film jest straszny. zdaję sobie sprawe, ż ejak przeczytam też mogę zmienić zdanie, ale póki co stwierdzam, że kawałek fajnej zabawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, straszny, za dużo powiedziany ;) Może idealny nie jest, ale mnie jak najbardziej usatysfakcjonował :)

      Usuń
  5. Z książek czytałam dwa tomy i póki co uważam serię za średnią, zobaczymy czy zmieni się moje zdanie po lekturze Wiernej. Co do filmu byłam go bardzo ciekawa dlatego w czasie premiery wybrałam się do kina i muszę przyznać, że podobał mi się. Myślałam, że będzie dużo gorzej, więc chętnie wybiorę się na ekranizację drugiej części. :)

    OdpowiedzUsuń