Morelowy Sad - Amanda Coplin [Black Publishing, 2014]

Ostatnio mam chyba jakiegoś książkowego pecha, bo jak na złość trafiam na tytuły, o których nie potrafię pisać i wcale nie dlatego, że brak mi słów, bo jest pod ich wrażeniem i oniemiałam z zachwytu. Niestety, wręcz przeciwnie, znów mam problem z pisaniem, bo trafiłam na obojętną mi historię. Ta cała zła passa zaczęła się właśnie od tego nieszczęsnego Morelowego Sadu, który przeczytałam już jakiś czas temu i tak przeleżał na półce, bo nie potrafiłam się zabrać za pisanie o nim. Nie wiedziałam co, nie wiedziałam jak i tak mnie męczyła Amanda Coplin ze swoją powieścią, żeby wreszcie się za nią zabrać i mieć z głowy. Kurczę, nie lubię pisać, żeby mieć z głowy, a znowu muszę to robić!

Autorka postanowiła opowiedzieć nam historię starszego mężczyzny, Williama Talmadge'a, właściciela sadu morelowego oddalonego od centrum miasta o spory kawałek ziemi. Życie Talmadge'a jest spokojne i ciche, monotonne można by rzec. Ale wszystko zmienia się, gdy w jego życiu pojawiają się dwie młode dziewczyny (nie, nie liczcie tutaj na jakąś fantastyczną historię a'la Hugh Hefner). Okazuje się, że obie są niepełnoletnie i brzemienne, w dodatku na pierwszy rzut oka widać, że dłuższy czas spędziły w dziczy, błąkając się po lasach. Co dziwne, mężczyzna zaczyna odczuwać potrzebę zaopiekowania się wygłodzonymi dziewczynami, podtykając im pod nos jedzenie i dając dach nad głową. Niestety, Jane i Della są bardzo nieufne wobec mężczyzn, więc trzymają się na dystans wobec troskliwego Talmadge'a. Z czasem jednak zaczynają się z nim oswajać, coraz częściej mu towarzysząc. Ale sielanka nie trwa długo, bo po dziewczyny przyjechał okrutny ojciec, przez którego losy Jane i Delli stają się jeszcze bardziej tragiczne.


I tak sobie płynie ta historia osadzona w morelowym sadzie, powoli i spokojnie, monotonnie jak życie starego Talmadge'a.  Jak na mój gust większość tej powieści jest przegadana i niepotrzebnie wydłużona, co sprawia, że staje się męcząca. Poza tym na niekorzyść działają główni bohaterowie, których motywy postępowania ciężko zrozumieć. Dodatkowo postacie te nie są charakterystyczne, są raczej nijakie i mdłe, co czyni tę historię jeszcze bardziej nużącą i męczącą. Owszem, były momenty, które poruszały i wstrząsały czytelnikiem, chociażby scena porodu dziewcząt, ale w większości akcja płynęła bardzo powoli, wlekąc się niemiłosiernie. Ciężko mi się ją czytało, nie będę tego ukrywać. Znów moje oczekiwania zderzyły się z szarą rzeczywistością i sama do siebie mogę mieć tylko pretensje, że liczyłam na coś innego. Na coś lepszego. A wydawało się, że będzie tak ciepło, tak sielankowo i przyjemnie. Że przy lekturze będzie mi towarzyszył uśmiech i rozmarzenie, że chciałabym być wśród bohaterów. Niestety, pozostał tylko niedosyt i chęć odłożenia tej książki na półkę, na wieczne zapomnienie. A sama po cichu liczę na to, że wreszcie ta okrutna zła passa wreszcie się skończy - chyba muszę rozważniej wybierać lektury.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Black Publishing

13 komentarzy:

  1. Nie znoszę tego, kiedy książki nie mają w sobie niczego, co zwraca na nie uwagę. Gdy czytam, to poświęcam na to swój czas - przecież mogłabym w tym momencie robić wiele innych rzeczy, zatem oczekuję, że autor to doceni i pozwoli mi spędzić miłe chwile z książką, a nie takie, które są na siłę, a zakończenie witane jest z ulgą typu "Boże, nareszcie koniec!".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tylko chodzi o to, że nie wszystkim jest się w stanie dogodzić. Jednemu dana książka się spodoba, a innemu nie. Nie można zakładać wtedy, że autor nie docenił Twojego czasu - wszak nie pisze tej książki dla Ciebie, tylko dla siebie ;) Przecież autor też poświęca swój czas na swoje dzieło i też pragnie być docenionym, choć świetnie zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy przywitają go z dobrym słowem, bo zawsze znajdzie się ktoś, komu dana historia nie przypadnie do gustu ;)

      Usuń
  2. Właśnie od jakiegoś czasu zabieram się do tej książki i zabrać nie mogę... widzę, że nawet jak się zabiorę to lekko nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać czasami człowiek ma jakieś takie przeczucie, że się do książki zabrać nie może, bo coś jakoś nie po drodze..

      Usuń
  3. Raczej spasuję, historia rzeczywiście nie wydaje się wciągająca.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. No to mnie porządnie zaskoczyłaś, bo do dzisiaj, naczytałam się samych ciepłych słów na temat tej książki. Swoją drogą, okładka jest przepiękna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, przepiękna, ale wizualne zachwyty niestety nie idą w parze z zachwytami nad treścią :(

      Usuń
  5. Ja też tak mam, że z niektórymi książkami po prostu pisanie recenzji płynie, a z innymi nie mogę nic z siebie wydusić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, czasem bywa ciężko, a czasem wręcz przeciwnie, recenzje piszą się same, emocje wylewają się strumieniami. Niestety, nie tym razem :(

      Usuń
  6. Taki piękny tytuł i okładka a w środku nic nadzwyczajnego... Szkoda, bo chętnie spędziłabym trochę czasu w tym morelowym sadzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Niby nie powinno się oceniać książki po okładce, ale i tak wszyscy to robią. I po takiej ładniej od razu spodziewamy się równie ładnej zawartości, a tu klops. Niemniej jednak trzeba przyznać, że cała Seria Kaszmirowa ma przepiękną oprawę graficzną i w głównej mierze równie ciekawą zawartość :)

      Usuń
  7. Widzę, że nie tylko mnie spodobała się okładka :) Szkoda tylko, że zawartość nie zachwyca, raczej nie będę tracić czasu na tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książki raczej nie przeczytam. ale okładka jest interesująca ;)

    OdpowiedzUsuń