Hopeless - Colleen Hoover [Moon Drive, 2014]

Ech, i tak to jest z tymi książkami, na punkcie których szaleje Internet i recenzenci. Najpierw tytuł jest Ci totalnie obcy, nawet nie chce Ci się zagłębiać w jego fabułę, ale nagle zewsząd atakują Cię opinie, recenzje i zachwyty. No i jak tu się oprzeć? Jak tu przejść obojętnie? Nie da się, no nie da! I tak właśnie, kolejny już raz, o ja głupia i naiwna, znów dałam się złapać w tę pułapkę ochów i achów, które w większości zawsze okazują się najzwyczajniejszym rozczarowaniem. Zamiast podejść do tego racjonalnie i przeczekać falę popularności Hopeless, rzuciłam się na nią na dziko i popłynęłam. Momentami mam wrażenie, że tytuł jest jak najbardziej adekwatny do treści, wiecie? Na szczęście tylko momentami.

Hopeless to książka z dosyć świeżego gatunku New Adult (czy tam Young Adult, whatever), przeznaczona dla młodych dorosłych, czyli nastolatków wkraczających w bardziej dojrzały świat. Czy coś. Nieważne. Znając życie, wszystko rozchodzi się o to, że w książce są sceny erotyczne, nieprzeznaczone dla zwyczajnych nastolatków czy młodzieży. Dobra, zostawmy jednak ten temat, skupmy się na fabule. Hopeless to historia adoptowanej Sky, która żyje w dosyć utopijnym świecie wykreowanym przez swoją matkę, w której brak zdobyczy technologii, czyli telewizora, komórki, czy Internetu. Sky jak dotąd uczyła się w domu, ale chcąc spędzić ostatni rok edukacji z przyjaciółką, postanawia wrócić pomiędzy szkolne mury, chcąc zaznać życia prawdziwej amerykańskiej nastolatki - nie żeby go już nie zasmakowała, wpuszczając ukradkiem chłopaków przez okno swojego pokoju. Niemniej jednak właśnie moment powrotu do szkoły okazał się tym przełomowym, który sprawił, że życie Sky przewróciło się do góry nogami. A wszystko zaczęło się od tego, gdy poznała przecudownego, super przystojnego Holdera z dołeczkami, które non stop miała ochotę polizać i nas sam jego widok miała motylki w brzuchu i spadały jej gacie.

Brzmi płytko? Owszem, bo przez pierwszą połowę książki tak właśnie jest. Czytelnik babrze się w kałuży zachwytów nad męskim bohaterem, niczym w tanim romansidle, będąc zmuszonym słuchać przez większą część książki jak Sky albo chce pocałować Holdera i jakie by to było super albo faktycznie go całując i rozwodząc się nad tym, jakie to w istocie super. Fuj. Serio? Nie ma to jak czytać książkę o rozpuszczonej amerykańskiej nastolatce, która daje się obmacywać przypadkowym chłopakom, żeby poczuć przyjemne odrętwienie, bo nie czuje do nich nic kompletnie, tylko tak chce się zabawić - czemu nie, pewnie wkładanie ręki w majtki i bycie nazywanym dziwką przez własną przyjaciółkę musi być czymś fantastycznym i godnym pozazdroszczenia. I w takim mniej więcej klimacie przebiega pierwsza połowa książki. Kiedy tak ją sobie czytałam, myślę sobie: ludzie, co się z Wami dzieje? naprawdę podoba Wam się TAKA książka? przecież poziomem to leży niemal przy Pięćdziesięciu Twarzach Grey'a. Siódme poty wystąpiły mi na czoło i myślę sobie, że jak tak dalej pójdzie, to wyrzucę tę beznadziejną książkę przez okno, jak nic.

Na szczęście wtedy nastąpił przełom. Nie jakiś spektakularny, który nagle odmieniłby cudownie moje postrzeganie o tej powieści, ale wreszcie skończyły się infantylne zachowania Sky i jej ciągłe zachwyty nad Holderem. Wreszcie nastąpił moment akcji i to wtedy, kiedy w życie naszej głównej bohaterki wkroczyły naprawdę poważne problemy związane z jej przeszłością. Wtedy zaczęłam wytrzeszczać gały, zaczęłam szeptać po nosem: o kurde, nie mogąc uwierzyć w to, co się działo. O cholera, momentami było naprawdę ciężko i naprawdę nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Choć zadziwiające było to, że Sky tak szybko uporała się z rewelacjami ze swojej przeszłości, które mnie osobiście zwaliły z nóg, a nasza główna bohaterka jak szybko upadła, tak szybko się pozbierała. Tak, pewnie to wszystko przez tego cudownego Holdera, który pocieszał ją nie tylko muskularną piersią, ale również innymi, bardziej rozpustnymi sposobami.

Tylko skąd w fabule taka rozbieżność? Najpierw jakieś typowo nastolatkowe brednie, infantylne zachowanie bohaterek, które doprowadza do szewskiej pasji, żeby nagle przeskoczyć w świat strasznych problemów, które sprawiają, że człowiek rozpada się na kawałki. Nie podoba mi się to ani trochę. Wolałabym, żeby zapanowała tu większa harmonia i sens. W związku z tym zastanawia mnie kilka faktów, ale ciężko mi o nich wspominać, nie zdradzając istotnej fabuły z tej lepszej połowy, bardziej emocjonującej. Choć mimo wszystko spróbuję, może ktoś z Was mnie oświeci, drodzy moi, którzy przeczytaliście już Hopeless. Zastanawia mnie jedno, czy nowo odkryte, bolesne fakty z przeszłości Sky nie powinny rzutować już na jej kontakty z tymi przypadkowymi chłopakami, których zapraszała do siebie do pokoju, zamiast ujawniać się dopiero w doświadczeniach z Holderem? Nie mogę się również nadziwić reakcji Sky na to, czego się dowiedziała o swojej przeszłości - jakoś na jej miejscu nie potrafiłabym się pocieszać seksem, odkrywając prawdę, którą odkryła Sky. Myślałam, że ludziom zajmuje trochę więcej czasu na odreagowanie takich rewelacji niż kilka godzin. Ale ok. Może Sky była super silną psychicznie dziewczyną, która wszystkie problemy brała na klatę bez mrugnięcia okiem?

Nie wiem, naprawdę nie wiem, co myśleć o tej książce. Serio, nie rozumiem jej fenomenu, bo pierwsza jej połowa jest po prostu beznadziejna, tak jak wynika z tytułu. Później następuje przełom, który powala na kolana i który ratuje całość przed wielką katastrofą i pójściem na dno. Pierwsza połowa to woda, a druga to ogień. Kompletne przeciwieństwa, które odrobinę się wykluczają. A po środku ja, która zastanawia się, o co tu w ogóle chodzi. Nie da się zaprzeczyć, że fabuła jest mocno spłycona, postacie również nie powalają rozbudowanymi charakterami (ach, jaki ten Holder cudowny i wspaniały, i przystojny, i umięśniony, i ma takie dołeczki i jest taki cudowny, i... wróć, czy już tego nie mówiłam? a co tam, przecież to Holder! BTW - dlaczego Sky mówi do swojego chłopaka po nazwisku?) i gdyby nie fakt, że autorka postanowiła poruszyć tak trudny temat, na jaki się zdecydowała, byłoby naprawdę krucho z wartością tej książki. Dobra, nie będę udawać, że nie ujęła mnie za serce ta historia miłości Holdera i Sky, chociażby odrobinę, bo byli tacy uroczy razem, choć początkowo ciut toksyczni, niemniej jednak nie jestem w stanie poratować książki własnymi sentymentami.

Jestem zawiedziona, wiecie? Wrobiliście mnie, znowu... Już Wam nigdy nie uwierzę w te Wasze ochy i achy, w te zachwyty i pochwały. Najpierw dobrze się zastanowię, czy na pewno chcę ryzykować - choć jak to mówią, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Ja wzięłam na siebie ryzyko, ale szampana raczej nie dane mi będzie posmakować - na pewno nie po tej ciężkiej do ogarnięcia książce, której fenomenu wciąż nie potrafię zrozumieć. 

20 komentarzy:

  1. Ja miałam tak z ''Mrocznymi Umysłami'' - wszyscy zachwycali się nad tą powieścią, a mi się ona nie spodobała. Mam nadzieję, że niedługo poznam ''Hopeless'' i zobaczę, co wszyscy w tej książce widzą.
    Pozdrawiam Serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie witam w klubie. ;-) Mnie "Mroczne umysły" także nie porwały, a wręcz przeciwnie, bo wynudziły.

      Usuń
  2. "Czytelnik babrze się w kałuży zachwytów nad męskim bohaterem, niczym w tanim romansidle, będąc zmuszonym słuchać przez większą część książki jak Sky albo chce pocałować Holdera i jakie by to było super albo faktycznie go całując i rozwodząc się nad tym, jakie to w istocie super."

    O to to to to!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jeszcze nie czytałam Hopeless ale jestem ciekawa jak ja ją odbiorę. Paradoksalnie po Twojej recenzji czuję większą potrzebę przeczytania powieści...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie też było to bardzo zastanawiające - bohaterka odkrywa swoją naprawdę popapraną przeszłość [powiedzmy, że wcześniej coś ją blokowało, choć to rzeczywiście bez sensu], widzi śmierć ojca, a potem jak gdyby nigdy nic baraszkuje sobie z facetem. Czy to jakaś tytanowa młodzież, która genialnie radzi sobie z tak poważnymi traumami? Powinna być przygnieciona tym, czego się dowiedziała, a tymczasem dalej żyje sobie beztrosko...

    Mocno niespójna i nierówna była ta książka. Te wynurzenia o całowaniu z facetem albo całowaniu butelki, z której facet pił były tak żenujące, że aż zęby bolą. Ogólnie jednak sam główny wątek mnie zainteresował i cieszę się, że jednak da się wyciągnąć z tej historii coś więcej niż tylko głupawą opowiastkę o zdegradowanej młodzieży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą dziwi mnie też, że kompletnie NIC nie pamiętała ze swojej przeszłości, jakby ktoś jej wymazał pamięć albo dostała nagłej amnezji. Rozumiem traumatyczne przeżycia, człowiek chce to wyprzeć ze świadomości, ale pamięć ludzka chyba nie jest aż tak łatwa do zmanipulowania?

      I tak jak mówisz, bez tego głównego wątku, który interesuje czytelnika, naprawdę byłoby krucho, choć już teraz nie jest to najlepsza z przeciętych książek, jakie przyszło mi czytać.

      Usuń
  5. Ja i tak będę musiała po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam zamiar przeczytać "Hopeless", ale mimo tych wszystkich opinii, które wręcz krzyczą "PRZECZYTAJ MNIE NATYCHMIAST" poczekam aż trochę emocje związane z książką opadną, bo nie chcę żeby to jakoś miało wpływ na moją opinię. Często jak jest szał na jakąś książkę to i tak mimo wszystko wolę poczekać i dopiero później jak już większość zapomina o danej książce ja się za nią biorę :) Przyznaję, że druga część książki, którą tak tajemniczo opisałaś sprawia, że chciałabym już się dowiedzieć o co chodzi, ale za to pierwsza część, z której wynika, że bohaterka jest pusta skutecznie odstrasza :) Dlatego książka sobie jeszcze poczeka zanim po nią sięgnę :)

    Zapraszam do mnie jeśli masz ochotę:
    http://booksofmeworld.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście żałuję, że nie przeczekałam tej fali zachwytów nad "Hopeless", bo wtedy może napotkałabym więcej sceptycznych recenzji i zastanowiłabym się dwa razy, zanim po nią sięgnęłam. A tak, after birds :P

      Usuń
  7. Wszyscy tak zachwalają tę pozycję, a tu widzę, że jednak jakichś wielkich rewelacji z nią nie ma. Dlatego na razie ją sobie odpuszczę. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. O proszę. Tak to właśnie jest z tymi książkami, wszyscy jeden po drugim się zachwycają, żeby nie odstawać od reszty, a później jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że książka jest po prostu słaba. Cóż, ja również ją kupiłam po tej fali ochów i achów, ale na razie jeszcze jej nie czytam. Poczekam i na spokojnie do niej podejdę, bez większych oczekiwań :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak ci powiem, że twoje recenzja jest pierwszą, która każe mi się zastanowić, czy tak dobrze zrobiłam, pragnąc tej książki.
    Doskonale cię rozumiem - nie ty pierwsza i nie ostatnia dałąś się wrobić w czyjeś "ochy, achy" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, i żeby to był pierwszy raz z takim nabieraniem się na "ochy i achy" - za podatna jestem na takie ekscytacje :D

      Usuń
  10. Mam wielką ochotę zapoznać się z tą pozycją. Mam nadzieję, że niebawem wpadnie w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Poznałam. Pierwsze wrażenie: genialna. Kolejne wrażenie: coś jest nie tak. I dopiero kiedy odkryłam, że Sky to dziewczyna nie z tej ziemi, która po przeżyciach z dzieciństwa praktycznie zmusza swojego chłopaka do seksu... Nie, to jedna z najgorszych postaci jakie miałam okazję poznać w książce. A Holder? Zastanawia mnie, dlaczego męski bohater nigdy nie jest brzydki, itd. To on zawsze jest piękny, damska część niekoniecznie. A jak przeczytałam fragment o tym, że Sky polizała dołeczki Holdera to zaczęłam się śmiać jak głupia. A siedziałam w autokarze... Szkoda, że książka tak naprawdę nie jest tak genialna, jak mówią prawie wszystkie recenzje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to zastanawia - dlaczego główne męskie postacie są zawsze nieziemsko fantastyczne i mega przystojne, natomiast główne postacie żeńskie są zazwyczaj bardzo przeciętnej urody, nijakie i zwyczajne szare myszki. Coś tu nie gra i to bardzo.

      A moment z lizaniem dołeczków był po prostu absurdalny, naprawdę. Jak sobie to wyobraziłam, to ręce mi opadły.

      Usuń
  12. Teraz to już sama nie wiem. Chciałam przeczytać książkę z czystej ciekawości, ale trochę już przejadły mi się publikacje gdzie jest ona-zawsze w jakiś sposób poszkodowana, on-bohater z jej snów i romans-seks. Choć teraz po twojej recenzji moja ciekawość wzrosła, bo chciałabym się dowiedzieć, jak książka do mnie przemówi. Jeszcze nie wiem czy przeczytam. Może kiedyś wpadnie w moje ręce.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie:
    www.nalogowy-ksiazkoholik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Hmm, miałam podobnie jak Ty - nie zamierzałam sięgnąć po tę powieść, ale te wszystkie zachwyty mnie do niej zachęciły. Jeszcze jej nie czytałam, choć mimo wszystko najprawdopodobniej kiedyś to zrobię, bo jestem ciekawa tej drugiej części. Choć nie wiem jak uda mi się nie zwymiotować na zachowanie Sky, bo nienawidzę takich bohaterek... :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz co? Uwielbiam Cię! Myślałam, że to tylko ja jestem jakaś dziwna... Owszem, "Hopeless" to całkiem niezła książka, aczkolwiek niewyróżniająca się zupełnie niczym... Nie ma w niej niczego odkrywczego, co zapada w pamięci na długo. Ot, typowa powieść z gatunku New/Young Adult.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do teraz nie mogę zrozumieć opinii ludzi, którzy się tak nią zachwycają - przecież nie ma czym! :D

      Usuń