Cena marzeń - Sherryl Woods

Bywa, że raz na jakiś czas sięgam po lekkie romansidło, bo wiem, czego mogę się spodziewać. Nieskomplikowanej fabuły, braku zawiłych intryg, odmóżdżenia. Prymitywna przyjemność w czystej postaci. Radość, że można oderwać myśli od własnego życia i skupić się na błahych rozterkach miłosnych innych ludzi. Trochę jak oglądanie oklepanej i schematycznej komedii romantycznej - wiemy, co się stanie, wiemy, jak to się skończy, ale i tak oglądamy, bo czasem przychodzi na to chęć. Jeśli chodzi o romanse, trudno mi określić, czy je lubię, czy nie. Chyba jestem gdzieś pomiędzy, w ciągłym rozkroku między sympatią i wstydem, że w ogóle sięgam po tego typu literaturę.
I nie, pod żadnym pozorem nie krytykuję osób, które lubią czytać romanse. Niech każdy czyta to, co mu się podoba, najważniejsze, że w ogóle czyta. Ni to rozwijające, ni pouczające, ale daje przyjemność, relaksuje i jeśli komuś wystarczy taka rozrywka, proszę bardzo! U mnie czytanie romansów działa właśnie na zasadzie rozrywki, rozluźnienia się, oderwania się od rzeczywistości. I w tej roli świetnie się sprawdzają, bo nie oczekuję od nich tego, żeby mnie zaskakiwały z każdym kolejnym tomem. Nie oczekuję od nich rozbudowanej fabuły, ciekawych bohaterów. Cuda, wianki, nie ten dział, proszę państwa, zapraszamy do innej alejki. Romanse mają w sobie coś, jednocześnie nie mając nic. Takiż to paradoks.

źródło
Tym razem w moje łapska wpadł mi romans Sherryl Woods, o jakże natchnionym tytule Cena marzeń. Poznajemy Helen, główną bohaterkę, wpływową panią adwokat, skupioną na własnej karierze, która w wieku czterdziestu kilku lat budzi się z ręką w nocniku, bo poczuła instynkt macierzyński i na gwałt potrzebuje znaleźć kogoś, kto pomoże jej w zrealizowaniu tytułowego marzenia. Przypadkiem w pobliżu czai się przystojny, umięśniony Erik, który mógłby się nadać na ojca. Ale między Helen a milutkim kuchcikiem wciąż pojawiają się spięcia i negatywna energia, więc kobieta nie pokłada wielkich nadziei na pomyślność swojego niecnego planu. Wszystko zmienia się, gdy Helen przejmuje opiekę nad dziećmi koleżanki - wtedy codzienność naszych bohaterów nabiera znacznie żywszych kolorów. Jak zakończy się ta historia? Oczywiście pomyślnie, w stylu żyli długo i szczęśliwie. A może nie? Może tutaj nastąpi twist, bo w końcu trafił się romans, który nie ma happy endu w finale? Wszak cena marzeń mogła być zbyt wysoka by bohaterowie mogli ją ponieść bez szwanku.

Żałuję, że jeszcze nie trafił się taki romans, o którym mogłabym powiedzieć coś więcej, niż tylko to, że był dla mnie fantastyczną rozrywką i świetnie mnie zrelaksował. Żałuję, że nie jest nim Cena marzeń, bo ten tytuł czytało mi się bardzo lekko i przyjemnie. Mimo wszystko pojawia się przewidywalność fabuły (najpierw cud miód, potem załamanie akcji, a potem.. sami sprawdźcie!), bohaterowie też nie zachwycają, bo Helen jest po prostu dojrzałą, skoncentrowaną na karierze współczesną kobietą, Erik jest przystojny, troskliwy i kochany, i wszystko jest cacy. No, może oprócz przyjaciółek Helen, które miałam ochotę zamordować ilekroć pojawiały się w książce (a pojawiały się często, niestety). Dawno nie spotkałam tak irytujących kwok, które wściubiałyby nos w cudze sprawy, a do tego dyrygowały czyimś życiem jak Dana Sue i Maddie. Przydałoby się, żeby ktoś nimi porządnie potrząsnął i kazał zając się własnym interesem. Na miejscu Helen z pewnością bym to zrobiła.

No i tak to jest, z tymi romansami. Niby czyta się przyjemnie i lekko, niby odrywają myśli od obowiązków i są niezłą rozrywką, choć raczej z niższej półki, ale w ogólnym rozrachunku się da sie ich wysoko ocenić. Przynajmniej mnie się nigdy nie udaje. Bo mimo wszystko romanse są, jakie są. Przewidywalne, płytkie i trochę naiwne. Ale czasem potrzeba tego typu historii, trochę jak Ukryta prawda do obiadu, kiedy chociaż przez chwilę chcemy zapomnieć, że cokolwiek się wokół nas dzieje. Jeśli lubicie romanse, polecam, bo historia jest ok. Jeśli nie lubicie, to i tak byście po Cenę marzeń nie sięgnęli, więc doradzać Wam w tej kwestii nie trzeba ;)
  

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mira

9 komentarzy:

  1. Romase czytam sporadycznie, wiec może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  2. ja bardzo rzadko sięgam po typowe, realistyczne romanse więc raczej nie jestem pewna czy się skusze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również czasami lubię poczytać takie mydlane opery :) dobrze mi to robi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety o tym gatunku niewiele da się więcej powiedzieć. Też czasem sięgam po romans, ale zdecydowanie wolę ten historyczny. Romanse rozgrywające się współcześnie jakoś mnie nie interesują.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam jakiś czas temu przyjemna lektura.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje klimaty, trzeba by poszukać

    OdpowiedzUsuń
  7. Romanse traktuję podobnie ;) Podejrzewam, że sięgając po jakikolwiek inny, który mam na półce miałabym podobne wrażenia ;D Przynajmniej szczerze to napisałaś :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety nie lubię romansów, ale wiem, że komuś by się spodobała ta książka, więc dobrze wiedzieć, że takowa jest :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja pewnie odpuszczę, mimo że czasem mam chęć na taki prosty niezobowiązujący romans. Ale nie tym razem. ;)

    OdpowiedzUsuń