Zdradzieckie zachwyty nad czytnikiem Kindle 5 :)

Zainspirowana postem Książkówki, postanowiłam i ja podzielić się wrażeniami z użytkowania czytnika ebooków - Kindle 5, który został mi podarowany na święta przez mojego A. :) Miętolę go w swoich łapskach już prawie od miesiąca, codziennie jeździ ze mną do pracy i w inne różne miejsca, dlatego myślę, że najwyższy czas szepnąć o nim kilka dobrych słów.


O słodka ironio, kilka dobrych słów... I mówi to ta, co rękami i nogami zapierała się przed jakimkolwiek czytnikiem. Wierność papierowym książkom przyrzekała! Że nie trzeba jej czytania na kalkulatorze, mówiła. A tu co? Głupia koza, zakochała się w tym małym urządzonku, które odjęło odrobinę ciężaru z jej pokrzywionych ramion i pleców. Żarty żartami, ale tak serio serio, nie widziałam najmniejszej potrzeby w posiadaniu czytnika ebooków. Ok, przyjmowałam do swojej łepetyny, ile ma zalet, ale wciąż był to dla mnie zbędny gadżet. Tak czy siak, od kiedy go mam, uważam, że nie jest taki zbędny, choć do tych niezbędnych też go nie zaliczę, mimo wszystko :D

Co w tym Kindelku takiego fajnego? A przede wszystkim to, że jest lekki, niewielki i bardzo poręczny. Dla mnie to największa zaleta tego ustrojstwa, bo od kiedy zaczęłam pracować, a co za tym idzie, dojeżdżać do roboty, z dnia na dzień przestałam wozić ze sobą książkę, bo najzwyczajniej w świecie było mi ciężko. Jak się napakowało do jednej, biednej torebki egzemplarz Deadline Miry Grant, do tego pudełko z kanapkami albo obiadkiem, jakiś jogurcik, owocek, a nie daj boże parasol, jak padało, to moje plecy jęczały z niezadowolenia. Co za tym idzie, czytałam mniej, bo tylko w domu, przed albo po pracy. Teraz, kiedy mam Kindle'a, nie ma tego problemu. Wrzucam cieniaska do torebki, wyciągam sobie w autobusie i czytam, czytam, czytam. 


Poza tym mam wiele książek w jednym miejscu. Kiedy zdarzy mi się sytuacja, że skończę dany tytuł, no problemu, mogę sięgnąć po kolejny. Z wersją papierową, noszoną w torebce, nie ma takiej opcji. No bo kto normalny nosi drugą książkę w zapasie? :D Z takich bardziej prozaicznych rzeczy, to nie ma kłopotu z czytaniem w środkach komunikacji na stojąco, bo jest lżej, można jedną łapą się trzymać a drugą czytać, bo nie trzeba się odrywać od źródła bezpieczeństwa przed upadkiem zwanym rurką, wystarczy smyrnąć Kindelka paluszkiem, nacisnąć przycisk i jest (przyciski są dopasowane zarówno dla praworęcznych, jak i leworęcznych czytelników). Jeśli czytacie na świeżym powietrzu, to nie musicie martwić się, że zwieje Wam kartki :D Słońce też odbija w mniejszym stopniu niż papierowa książka, szczególnie ta, o białym papierze. 

Co do bardziej technicznych atutów, to bateria wytrzymuje naprawdę długo. Kindle'a dostałam na święta, tak naprawdę odpaliłam go i naładowałam 25 grudnia, czytam całkiem sporo, a wciąż mam połowę baterii, także jest dobrze ;) Obudowa wydaje się być solidna - swojemu Kindelkowi sprawiłam pokrowiec, just in case, bo w torebce kij tam wie, co go i kiedy dziabnie ^^ A z bajerków, które posiada Kindle, to dostęp do wifi, możliwość kupowania książek wprost z Amazona. Książki możemy słać na urządzenie przez maila (konto na Amazonie) albo po kablu - do tego mamy bardzo fajną aplikację do zarządzania naszą biblioteczką Calibre, który polecam.  

źródło
Dobra, koniec zachwytów, czas na wady. Dla jednych niedogodnością jest to, że ta, jak i wcześniejsza wersja Kindle'a, nie mają podświetlenia. Dla mnie osobiście nie jest to żadna wada, bo przecież papierowe książki też nie mają podświetlenia i nie ma opcji, żeby czytać je przy zgaszonym świetle. Dlatego nie przeszkadza mi to, że po zmroku muszę doświetlić swojego Kindelka dodatkową lampką, bo dokładnie to samo robię z papierowymi książkami. Ale jeśli komuś to przeszkadza, zawsze może sobie sprawić dodatkową lampkę z klipsem, bądź pokrowiec z wbudowaną lampką. I po kłopocie!
 
I co, koniec wad? Nie, jest jedna, najważniejsza. Jak dla mnie, największą i jedyną wadą wszystkich czytników, nie tylko Kindle'a jest to, że nie jest prawdziwą, papierową książką, która ma swój urok i zapach, którego nie odda elektroniczny papier. Ot i tyle :)

W Kindelku zakochałam się bez dwóch zdań. Jest niesamowicie lekki, wygodny w lekturze, praktyczny. Doceniam wszystkie jego zalety, ale wciąż nie mam zamiaru porzucić papierowej wersji i wciąż będę powiększać swoją kolekcję egzemplarzy, które mogę postawić na realnej półce, nie tej wirtualnej ;)


A Wy macie czytnik ebooków? Jak Wam się sprawdza? A może chcecie sobie sprawić takowy? 

21 komentarzy:

  1. Ja zaopatrzyłam się w czytnik już dawno. Ostatnio uświadomiłam sobie, że na wiosnę minie mi 2 lata :) Mam Onyx Boox A60, który swego czasu był dużą nowością na rynku (wifi, dotykowy ekran itp). Teraz jestem mądrzejsza i wiem, że połowa tych bajerów nie jest mi potrzebna, bo ich zwyczajnie nie używam. Ale również jestem zakochana w swoim czytniku. Podzielam wszystkie Twoje zalety + jeszcze jedna. Ebooki są znacznie tańsze więc mogę sobie pozwolić na kupienie większej ilości tytułów w ciągu miesiąca. Wszyscy znajomi się pytają, czy nie brakuje mi książek papierowych - zapachu, kartek i wszystkich innych zwyczajnych rzeczy. Ale dochodzę do wniosku, że nie. Właściwie teraz nie czytam prawie wcale papierowych wersji i nie brakuje mi tego. Ebooki są innym rodzajem książek, które w pełni akceptuję. Oczywiście są ebooki i ebooki ;) Dla mnie książki pirackie nie są prawdziwe (a znam sporo osób, które właśnie w takie się zaopatrują) Dodatkowo moim ulubionym formatem jest epub, ewentualnie mobi. Bardzo źle mi się czyta pdf. Ale dobrze wydany ebook, z wyrównaną krawędzią czyta się idealnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też dodatkowe bajery się nie sprawdzają. Podobnie miałam z telefonem - zachciało mi się smartfona, który wcale nie był taki smart. Nie kręcił mnie dotykowy ekran, bardziej wkurzał, ciągły dostęp do Internetu też nie jest najzdrowszy, dlatego zdegradowałam go do zwykłego telefonu, który bardziej się u mnie sprawdza :) To samo sobie cenię w Kindlu, chociażby brak dotyku, który byłby dla mnie utrapieniem ;) Co do ceny ebooków, to też fakt, są tańsze niż papierowe książki, choć jak na mój gust wciąż i tak są zbyt drogie, jak na wersje elektroniczne, bo często ceny różnią się tylko kilkoma złotówkami ;)

      Usuń
  2. O zmianie zdania (na pozytywne) co do czytanika mogłabym rozpisywać się godzinami i pewnie to kiedyś u siebie na blogu również popraktykuję, ale na razie dodam jedną rzecz do Twojej wypowiedzi. Ja mam czytnik Kindle Paperwhite i jestem wprost szczęśliwa rozwiązaniem z podświetleniem :) Racja, że książkę papierową również trzeba podświetlać, ale i po to zamieniamy ją czasem na czytnik, by tych kilka dodatkowych udogodnień jednak mieć.

    Więc gorąco polecam i Tobie w przyszłości i przyszłym nabywcom czytnik z podświetlanym ekranem, gdzie oczywiście stopień podświetlenia można sobie wyregulować, a nawet wyłączyć. Choć i tak wszystkie Kindle są świetne i zawsze będę powtarzać, że rodzaj, wersja, wielość dodatków nie ma tak wielkiego znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko wciąż jestem na nie ;) Może i jest to udogodnienie, ale zdrowotnie takie podświetlenie i czytanie w nocy nie jest zbyt dobre dla oczu ;)

      Usuń
  3. Wszyscy sobie chwalą czytniki - niedługo normalne książki będą służyły tylko do pokazywania ich w biblioteczkach :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie u mnie :) Te 'normalne' wciąż są u mnie na porządku dziennym i bynajmniej nie służą za ozdobę biblioteczki ;) Wynalezienie windy nie sprawiło, że ludzie przestali chodzić po schodach, tak jak wynalezienie odkurzacza nie sprawiło, że miotły kurzą się w kącie.

      Tak poza tym, to nie wiem dlaczego ebooki mają być postrzegane jako 'nienormalne' książki. Dla mnie najważniejsze jest to, że ktoś w ogóle czyta, nie to JAK czyta albo NA CZYM. Jeśli wygodniej jest mu na czytniku, proszę bardzo, grunt, że sięga po książkę. Pal licho, czy papierową czy elektroniczną ;)

      Usuń
  4. Nawet jakbym chciała, to nie ma na razie funduszy na czytnik, więc dobrze, że mi się takiego ustrojstwa nie zachciało :p
    Kiedyś może kupię, ale jak na razie nie czuję potrzeby, papierowe książki mi wystarczą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem ogromną zwolenniczką czytników, lecz powolutku sama też na nie przechodzę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo praktyczny sprzęt - miałam w planie kupno czytnika, ale gdy kupiłam tablet okazało się, ze też ma takie urządzenie wbudowane więc obecnie nie zastanawiam się nad tym sprzętem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie akurat tablet nie odpowiada przez wbudowane podświetlenie, dlatego cieszę się, że dostałam czytnik, a nie tableta właśnie ;)

      Usuń
  7. Do niedawna byłam wielką przeciwniczką czytników, ale odkąd zaczęłam studia i muszę dźwigać na zajęcia masę książek, niekoniecznie tych, które akurat mam ochotę czytać np. w autobusie zmieniłam zdanie. Jeśli ktoś będzie chciał sprezentować mi taki czytnik to nie odmówię:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam czytnik, choć nie Kindle i jestem z niego całkiem zadowolona. Myślę jednak, że do Kindelków się nie umywa, sądząc po recenzjach oczywiście, dlatego zbieram kasę na to cudo, nie mogę się już doczekać aż go sobie sprawię:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam, ale wersję wcześniejszą 4. Ty masz w innej obudowie i prawdopodobnie kontrast między tłem a tekstem jest nieco większy niż u mojego. W każdym razie jestem zadowolona i przychylam się do Twojego tekstu. Poza tym niekiedy wolę czytać na czytniku niż papierową książkę, bo nie bolą mnie nadgarstki, jest mi wygodniej się ułożyć i, co zabrzmi dość abstrakcyjnie, ale potwierdza to sporo osób... czyta mi się na nim po prostu szybciej. Może to sprawka czcionki, którą mogę sobie pozmieniać? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba muszę się tej teorii bardziej przyjrzeć, bo jesteś kolejną osobą, która stwierdza, że czyta szybciej na czytniku ;)

      Usuń
  10. Mam mam i też bardzo go kocham. ;) Sama "dojrzałam" do kupna i teraz nie umiem się od niego odkleić. Wracam co jakić czas do papierowych książek (bo stoją takie smutne na półce), ale moja mania kupowania trochę zmalała i teraz przerzuciłam się do wirtualnych księgarni. Super wygoda... Moje plecy doceniają. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, moje też ^^ Choć wciąż mam tendencję do zabierania zbyt wielu rzeczy ze sobą, "tak na wszelki wypadek" :P Chyba trzeba zainwestować w plecak ^^

      Usuń
  11. Niedługo wyjeżdżam na stypendium do Niemiec i moją nagroszą tragedią jest to, że nie będę mogła wziąć ze sobą zbyt wielu książek! Dlatego zastanawiam się też nad kupnem czytnika, ale nie chcę przepłacać, bo z papierowych egzemplarzy nie zrezygnuję na pewno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dobra inwestycja w takiej sytuacji, kiedy wyjeżdżasz, a nie możesz zabrać ze sobą papierowych egzemplarzy, dlatego warto się skusić, choć wiadomo, że to nie jest tania zachcianka, niestety ;<

      Usuń
  12. dziękuję za tą opinię, od dawna zastanawiam się na kindelkiem. Póki co męczę oczy czytając na tablecie, bo nie jestem w stanie kupić tylu książek na ile mam ochotę :) Nic nie zastąpi szelestu kartek, zapachu nowego, własnego egzemplarza, ale bądźmy realistami - nie można mieć wszystkiego w papierze...

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak na razie fanką czytników nie jestem, raz czy dwa mi się zdarzyło. Na dzień dzisiejszy żadnego nie używam, ale pewnie jeśli będzie taka potrzeba, a do dźwigania tak jak ty będę miała za dużo, to i podobny pojawi się u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam taki sam jak Twój! I jest świetny - zgadzam się. Przydałoby mi się to oświetlenie!

    OdpowiedzUsuń