Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia - U. Schnabel


Ile razy w życiu przyszło mi powiedzieć, że nie mam na nic czasu, trudno będzie zliczyć. Czas przelatuje między palcami chyba każdemu z nas. Szkoła, praca, dom, obowiązki, załatwianie, latanie po urzędach, po lekarzach, po sklepach, a wskazówki zegara niemiłosiernie tykają, uświadamiając nam, że o cholera, już tak późno?! Pośpiech zaczyna wywierać na nas presję, pojawia się stres, którym dzielimy się z innymi, a on, jak ten wirus, rozprzestrzenia się coraz dalej i dalej. Oj, przydałaby się chwila wytchnienia, słodkie pięć minut relaksu. Ale jak, skoro jeszcze tyle na głowie? Gdzie tam czas na lenistwo, toż to takie nieproduktywne!
I tu Was zaskoczę, bo leniuchowanie i odrobina nicnierobienia jest jak najbardziej produktywnym zajęciem. Bo przecież człowiek to nie maszyna, co tylko na najwyższych obrotach śmiga i za jeszcze lepszym goni. A dla tych, co myślą, że jak roboty mogą funkcjonować, to przypominam, że każdy sprzęt się kiedyś psuje - wszak powszechnym zjawiskiem jest wypalenie zawodowe. Dlatego trzeba wprowadzić w życie odrobinę równowagi i harmonii, do wiecznej gonitwy i pośpiechu dodać odrobinę spokoju i relaksu. Bo każdemu z nas potrzebny jest odpoczynek, krótka drzemka, by odzyskać siły, kilka minut z książką czy muzyką w słuchawkach, by oderwać myśli od obowiązków i pośpiechu.

W swojej publikacji, Ulrich Schnabel próbuje nauczyć nas sztuki leniuchowania, sztuki bardzo cennej w dzisiejszych czasach, kiedy to coraz częściej przychodzi nam zapominać o naturalnej potrzebie zwykłego nicnierobienia, wyłączenia myśli, głębokiego relaksu. I nikt nie mówi tu o tym, by być leniem patentowym, leżeć cały dzień na kanapie, dłubać w nosie i bawić się pilotem, oglądając głupoty w tv. Zapomnijcie o wizji Ferdka Kiepskiego, bo nie o to tutaj chodzi. Prawda jest taka, że w gonitwie za codziennością, brakuje nam momentów wytchnienia, które sprawiają, że stajemy się spokojniejsi, bardziej kreatywni, a co za tym idzie, paradoksalnie bardziej wydajni. 

Autor Sztuki leniuchowania w swoim poradniku dla duszy, jak sam go nazwał, zaczyna od przedstawienia rdzenia problemów z wiecznym pośpiechem, przedstawiając nam przyczyny, a później również i skutki, braku czasu na nicnierobienie. I niby mówi o rzeczach oczywistych, które po przeczytaniu wydają się wszystkim znane, ale prawda jest taka, że w codziennej harówce zapominamy o takich podstawach, jak chwila oddechu. Śmieszne jest to, a jednocześnie również smutne, że powstało tyle nowych wynalazków, stworzonych po to, żeby zaoszczędzić czas (mikrofalówki, maile, speed-dating czy kursy efektywnego zarządzania czasem), a w gruncie rzeczy i tak nam go brakuje! Jak to? Ano tak to, że jak mamy więcej przestrzeni czasowej, to próbujemy wcisnąć w nią więcej, żeby wycisnąć z całego dnia jeszcze lepsze efekty. I nie przejdzie nam przez myśl, że moglibyśmy ten zaoszczędzony czas poświęcić na lenistwo, które dodałoby nam energii, o nie. Jak to, lenistwo? Przecież to takie obrzydliwe, tylko nieroby się lenią. A wcale że nie! Bo John Lennon też się lenił, a jakich wielkich rzeczy dokonał. Wielcy wynalazcy też się lenili, zażywając drzemek w ciągu dnia. Okazuje się, że te wszystkie odkrycia nie powstały dzięki ciężkiej pracy, a wręcz przeciwnie, dzięki odrobinie lenistwa!

Wracając do samego poradnika, to uważam, że jest to lektura obowiązkowa dla każdego, kto boryka się z niedoborem czasu, kto pracuje zbyt wiele, kto nieuchronnie zbliża się do własnego końca i wypalenia. Książka napisana jest w bardzo przystępny sposób, tak życiowo i z jajem. Choć nie brakuje w niej odniesień do innych naukowych tytułów, to czyta się ją bardzo lekko i przyjemnie. Miło się z nią leniuchuje, a do tego otwiera nam oczy na rzeczywistość, która nas omija przez to, że tak gonimy za lepszym, nowszym, innym. Na koniec przytoczę Wam anegdotę, która opowiedziana była przez autora - niech właśnie ona zachęci Was do lektury tej książki ;)

Był sobie pewien rybak i wielki przedsiębiorca. Rybak żył skromnie, raz dziennie wypływał stateczkiem na połów, wracał i odpoczywał. Wtedy pojawił się wielki przedsiębiorca z pytaniem, dlaczego ów rybak nie wypływa na morze częściej, wtedy mógłby zarobić więcej, kupić kolejny kuter, a potem kolejny, założyć firmę, mieć więcej pieniędzy, rozszerzyć działalność, być bogaczem, mieć wszystko. Rybak zadał tylko jedno pytanie: po co? Na to przedsiębiorca, że mógłby wtedy w spokoju odpoczywać i niczym się nie martwić. A rybak w odpowiedzi rzekł: przecież robię to właśnie teraz ;)

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MUZA SA

7 komentarzy:

  1. Zapowiada się całkiem nieźle, choć teraz mam bardzo dużo nowych, nieprzeczytanych książek, więc chyba nie będę kusić się na coś innego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się bardzo ciekawie, może warto po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba nie moje klimaty, nie sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa książka. U mnie teraz zbliża się moment wypalenia przez totalny brak na odpoczynek. Może ta pozycja pomogłaby mi zmienić trochę plany.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż za przyjemny tytuł :) Prawdą jest, że trzeba umieć odpoczywać. Przez kilka lat miałam z tym problem, nie dawałam sobie prawa do "nicnierobienia". Teraz już trochę zmądrzałam i nawet gdy sytuacja jest napięta i grafik zapchany do granic możliwości, to daję sobie choćby chwilę na bezstresowy odpoczynek.
    Anegdota daje do myślenia. Okładka może i nie do końca mnie zachęca, ale coś mi się wydaje, że treść może być wartościowa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nicnierobienie to wbrew pozorom nie taka łatwa sprawa- jak patrzę na znajomych w biegu, bez chwili wytchnienia. Sama staram się znajdować czas na leniuchowanie i ładowanie akumulatorów. Anegdota świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. zainteresował mnie ten tytuł i koniecznie muszę po niego sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń