Ocean na końcu drogi - Neil Gaiman

Gaiman z całą pewnością jest autorem wszystkim mniej lub bardziej znanym. Tak przypuszczam, bo każdy chyba kojarzy Koralinę, nawet, jeśli jej nie czytał. Chyba. Niemniej jednak Gaiman jakąś sławę ma, autorem jest czytywanym, który swymi historiami potrafi wywołać całkiem niezłą gęsią skórkę. Pisze on książki dla różnych grup wiekowych, i dla małych i dla dużych. Tak czy owak, łączy je wspólny mianownik, którym jest jakaś taka drastyczność opisów, które kreuje, że nie sposób się nie bać. I nie jest to strach, jak przed wyimaginowanym potworem z szafy, który mija z wiekiem. Jest to strach bardziej głęboki i pierwotny, który przeszywa czytelnika na wskroś i trzyma się nas do ostatniego tchnienia.

Gaimana dopiero poznaję, ale wiem, że nie skończy się na drugim z nim spotkaniu, to jest na Oceanie na końcu drogi, które to spotkanie nie należało do najbardziej udanych. Wcześniej wpadł mi w ręce Nigdziebądź i tak, to była lektura warta swojego czasu (a przed nią myślałam, że Gaiman to nie moja bajka!). Niestety, na dzień dzisiejszy mamy czytelniczy remis. Punkt na plus za Nigdziebądź i punkt na minus za Ocean na końcu drogi. Dlaczego?


Nie będę przeczyć, że styl Gaimana jest wyjątkowy i zakrawa na swego rodzaju geniusz literacki, którego nie da się nie zauważyć. Autor niby pisze prostym językiem, który przywodzi na myśl bajki dla dzieci, o nieco makabrycznym charakterze, trzeba tu dodać, ale
źródło
jak się później okazuje, wartości, które Gaiman przekazuje tymi nieskomplikowanymi słowami, wcale nie są takie banalne. Na pierwszy rzut oka mamy wspomnienia z dzieciństwa pewnego czterdziestolatka, którego spotkała niesamowita przygoda otulona przerażającą magią i potworami. I mogłoby się wydawać, że mimo tych strasznych akcentów, historia ta będzie sielską opowiastką o dorastaniu pełnym przygód. Ale nie, okazuje się, że to tylko pozory, bo pod tą pokrywą udawanej beztroski kryje się głęboka samotność i trudy dorastania w rodzinie, dla której się nic nie znaczy. Ojciec nie ma oporów, by utopić Cię w wannie, młodsza siostra ma Cię za nic, a matka patrzy na to obojętnym wzrokiem. A Ty sam jeden, samotny jak palec, starasz się to wszystko trzymać w kupie i przegonić krwiożercze potwory z dala od najbliższej rodziny, która jest dla Ciebie wszystkim.

Styl Neila Gaimana niewątpliwie ma coś w sobie. W jego książkach jest coś niepokojącego i magnetycznego, co nie pozwala nam przejść wobec nich obojętnie. Osobiście widzę to i doceniam, niemniej jednak nie poczułam tej magii i klimatu, którą autor zawarł w Oceanie na końcu drogi. Czasem sobie myślę, że między książką a czytelnikiem mimo wszystko musi być chemia, jakieś iskry, emocje, bo jak tego wszystkiego brakuje, to pozostaje tylko głucha obojętność i brak słów, gdy przychodzi nam o niej pisać. Z bólem serca muszę przyznać, że z tą książką Gaimana kompletnie mi nie po drodze. Jest dobra, owszem, ale mnie nie skradła serca. Dlatego Panie Gaiman, mamy remis. Mam nadzieję, że kolejne spotkanie z Pana twórczością (prawdopodobnie Amerykańscy bogowie) przechyli szalę na Pana korzyść, bo ma Pan ku temu predyspozycje jak nikt inny.  A Wy, jeśli tylko macie ochotę, sięgajcie po twórczość Gaimana, bo jest tego warta.
  

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MAG

21 komentarzy:

  1. Oceanu na końcu drogi jeszcze nie czytałam, książki Gaimana to dla mnie perełki dlatego zostawiam ją na czas kiedy nic nie będzie mi głowy zaprzątać i będę mogła się skupić tylko na książce. Dlatego nie potrafię powiedzieć czy książka jest lepsza/gorsza od reszty ale z całego serducha polecam Ci Amerykańskich Bogów, Chłopaków Anansiego czy właśnie Koralinę, której się naprawdę bałam :P ale może to też zasługa tego że czytałam ją w oryginale :)

    W każdym razie mam nadzieję, że sięgniesz po inne jego książki bo naprawdę warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnę, sięgnę, choć tym razem z większym dystansem i mniejszymi oczekiwaniami ;)

      Usuń
  2. Ja do tej pory przeczytałam tylko osławioną Koralinę, po której przepadłam. Do tej pory nie znalazłam czasu, żeby sięgnąć po jakąś książkę Gaimana, ale na półce już od jakiegoś czasu czekają na mnie Amerykańscy Bogowie.

    OdpowiedzUsuń
  3. W swoim dorobku czytelniczym mam tylko Nigdziebadź i bardzo mi się tą ksiazka podobała. Chyba pora najwyższą nadrobic braki. Choć może niekoniecznie tą ksiazka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Polubiłam Koralinę, a okładka tej książki wydaje się naprawdę intrygująca :) Lubię historie z mrocznymi dodatkami, dlatego na pewno przeczytam ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszyscy zachwycają się tą książką i na pewno po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszyscy - u mnie zachwytów raczej nie było ^^

      Usuń
  6. O, wielka szkoda, że nie poczułaś tej iskry i magii. Jesteś pierwszą osobą, z którą się zetknęłam, której nie przypadła ta książka za bardzo do gustu. No cóż, może rzeczywiście trzecie spotkanie będzie pozytywne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję, bo "Nigdziebądź" naprawdę mi się podobał ;)

      Usuń
  7. Gaiman pisze bardzo dobrze; nie czytałam wszystkich jego książek i mam przed sobą wiele zachwytów (tak podejrzewam), "Ocean na końcu drogi" bardzo kusi:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurczę, tyle pochlebnych recenzji czytałam dotyczących twórczości Gaimana i naprawdę chętnie bym coś przeczytała, z tym, że jakoś tak, nic mi od niego w ręce nie wpada... "Ocean..." też należy do książek, które mam ochotę dorwać, tylko szkoda że to taka krótka książka, obawiam się że w moim przypadku bylaby na jeden wieczór :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam, że szybko się z nią uporam, ale kompletnie nie miałam ochoty do niej wracać. I tak się za mną ciągnęła i ciągnęła :<

      Usuń
  9. nie znam twórczości tego pisarza, ale już sama okładka tej książki robi na mnie wrażenie, także chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie do końca odpowiada mi styl Gaimana, ale widziałam, że jest ta książka w mojej wiejskiej bibliotece, więc pewnie prędzej, czy później ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gaimana nigdy nie czytałam, ale nie przeczę, wiem kim ów pisarz jest. Jakiś czas temu chciałam zacząć z nim swoją przygodę, ale jak do tej pory mi to nie wyszło. Teraz już wiem, żeby na start nie chwytać się za recenzowaną przez Ciebie książkę, bo mogłabym się zawieźć. Poszuka czegoś innego.

    Zapraszam do siebie na rocznicowe rozdanie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nigdy nie czytałam żadnej jego książki, ale trzeba to zmienić

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja czytałam tylko "Nigdziebądź" i miałam mieszane uczucia. Nie skreśliłam tego autora, ale i też nie popędziłam po następną książkę do biblioteki. Z tego co pamiętam, to "Ocean na końcu drogi" też znajduje się na mojej liście, więc pewnie kiedyś się zapoznam z tą książką. Jednak myślę, że kolejną powieścią, którą przeczytam będą, tak jak u Ciebie, "Amerykańscy bogowie" albo "Koralina".

    OdpowiedzUsuń
  14. Książkę chętnie przeczytam, mimo że "Koralina" nie za bardzo przypadła mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. jakoś nie nie bardzo kojarzę tę pozycję - może warto się jej lepiej przyjrzeć :)
    Dodaje do obserwowanych, zachęcam także do częstego odwiedzania mojego bloga :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Z twórczością pana Gaimana spotkałam się tylko raz, czytając "Koralinę". Jakoś nie natknęłam się później na inne jego książki, choć muszę się przyznać, że nie za bardzo szukałam. :) Przy najbliższej okazji przeczytam jednak "Ocean..." żeby przekonać się na własnej skórze, czy warto rozejrzeć się za następnymi tytułami :>

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Spotkanie z tym autorem jeszcze przede mną, ale coraz bardziej mam na nie ochotę. Może skuszę się na "Nigdziebądź" :)

    OdpowiedzUsuń