Głos serca - Jodi Picoult

Autor: Jodi Picoult
Tytuł: Głos serca
Tytuł oryginału: Songs of the Humpback Whale
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2012
Liczba stron: 560
Oprawa: ebook



Początki bywają trudne. Często to właśnie ten pierwszy krok jest tym najtrudniejszym. Nie na darmo mówi się, że najgorzej zacząć, a potem będzie już z górki. Kłopot sprawia migoczący na karcie białego papieru kursor, który wzywa nas do napisania tego pierwszego, rozpoczynającego wszystko zdania. Pewnie podobnie jest z debiutami początkujących pisarzy, którzy starają się jak najlepiej dopieścić swoje literackie dziecko, które wydadzą na krytykę światu, który opluje je trującym jadem. Ale przecież wśród pisarzy zdarzają się nieoszlifowane diamenty, książki, które już od pierwszych stron okazują się być genialnym odkryciem. Owszem, zdarzają się, ale w tym gronie niestety nie znajdziemy Jodi Picoult.


Jak bardzo uwielbiam książki Jodi, tak bardzo muszę wyrazić swoje niezadowolenie z lektury Głosu serca. I nie mam zamiaru owijać w bawełnę, bo to jest naprawdę słaby debiut. Z drugiej jednak strony cieszę się, że autorka doszlifowała swój warsztat i nie serwowała nam takich literackich potworków w przyszłości (chyba! bo wciąż jeszcze nie poznałam wszystkich jej dzieł), bo z pewnością trafiłaby na czarną listę autorów, od których lepiej trzymać się z daleka. A tak trafiła na tę lepszą listę. Wracając jednak do Głosu serca, słabo jest, oj słabo.

Tym razem autorka łamiących serca powieści obyczajowych, zaserwowała nam historię potulnej żonki, którą mąż miał w głębokim poważaniu, bo wolał zajmować się nagrywaniem wielorybich pieśni. Oliver miał też gdzieś swoją nastoletnią córkę, którą niemal stracił w katastrofie lotniczej. Pewnego dnia do kielicha goryczy Jane wpada ta ostatnia kropla, która przelewa cały ból, samotność i pretensje, które kumulowała w sobie, a których powodem był nieukochany już mąż. Dochodzi do rękoczynów, Jane ucieka z domu, zabierając ze sobą Rebekę, kierując się w stronę domu brata, do którego zwykła uciekać w potrzebie. Oliver rusza w pościg, bijąc się z myślami, czy może jednak lepiej pouganiać się za wielorybami. Gdzieś tam przypomina sobie, że kiedyś kochał żonę i chyba jej potrzebuje. Ale cóż z tego, skoro trochę na to za późno, bo Jane zrozumiała, że to nie Oliver jest jej drugą połówką..

źródło
Fabuła jest trochę bardziej rozbudowana niż mogłoby się wydawać, bo zawiera mnóstwo wątków pobocznych - z przeszłości Jane i jej brata, z katastrofy lotniczej, w której Rebeka niemal straciła życie, z początków związku z Oliverem - nie skupiamy się więc tylko i wyłącznie na problemach małżeńskich głównych bohaterów. Autorka postanowiła urozmaicić narrację, przeskakując od jednego bohatera do drugiego, pozwalając nam poznać sytuację z różnych perspektyw. Niestety, postanowiła również zrezygnować z ciągu chronologicznego, co w rezultacie poskutkowało jednym wielkim chaosem. Wielokrotnie nie potrafiłam odnaleźć się w akcji, bo co rusz przyszłość wyprzedzała przeszłość, mieszając się z teraźniejszością. Ważne momenty, które logicznie rzecz biorąc, miały się dopiero wydarzyć, były przedstawione wcześniej. Chwilami nie wiedziałam, czy coś się już zdarzyło, czy się dopiero wydarzy. Dużo czasu zajęło mi rozplątanie tego fabularnego spaghetti, które zaserwowała mi autorka. Poza tym dane sytuacje były wielokrotnie przedstawiane z perspektywy innych bohaterów - w jednej strony ciekawe, bo można poznać punkt widzenia innej postaci, ale z drugiej strony, ile można przerabiać te same dialogi? Trzy razy to definitywnie zbyt wiele.

Bohaterów Jodi Picoult też sobie wykreowała słabych. Współczuję Rebece, że trafili jej się tacy rodzice. Ojciec, który woli zabawiać się z wielorybami, zamiast zająć się własną, dorastającą córką, która jest dojrzalsza niż rodzice, do kupy wzięci. No i matka, która ruszyła na drugi koniec kraju, uciekając przed emocjami, które zbierała w sobie od kilku lat. I zamiast rozwiązać problem jak dorosły człowiek, postanowiła pójść w tango z innym mężczyzną, żeby znów poczuć się kochaną. W końcu znalazła się w sadzie, a zakazany owoc smakuje najlepiej. Szkoda tylko, że Jane zachowała się jak istny pies ogrodnika, co to samemu nie zje i drugiemu też nie da. Choć prawda jest taka, że Jane zjadła, wręcz pożarła a potem wypluła smaczne serce Sama, własnej córce zabraniając miłości, czym doprowadziła do strasznej tragedii. Biedna Rebeka trafiła na strasznie egoistycznych i zadufanych w sobie rodziców.

Także tego, jak już powiedziałam na początku, to nie był udany debiut. Owszem, widać tu przebłyski geniuszu, które bardziej ujawniają się w kolejnych książkach Picoult, ale tak poza tym jest słabo, zarówno fabularnie, jak i w kreacji bohaterów. Wykonanie też nie należy do najlepszych - chaos, który jest nie do ogarnięcia, nie wpływa zbyt dobrze na komfort czytania, niestety. Więc jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać twórczości Jodi Picoult, to z całą pewnością nie zaczynajcie od Głosu serca, bo już nigdy więcej nie sięgnięcie po jej twórczość, a zapewniam Wam, że inne jej tytuły są dużo, dużo lepsze.
 

18 komentarzy:

  1. Czytałam kilka książek Jodi Picoult i mimo mało pochlebnej recenzji nie zrezygnuję z niej. Chciałabym się zapoznać z wszystkimi powieściami tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Picoult jest fenomenalną pisarką, dlatego dziwi mnie, że jej debiut jest taki słaby. Cóż, może to i dobrze, bo teraz możemy docenić jej trud w pracę nad własnym stylem i kolejnymi książkami :). Sama jeszcze nie miałam okazji czytać "Głosu Serca', lecz w niedalekiej przyszłości z pewnością to nadrobię ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie ;) Nie zawsze początki są udane, ale dobrze, że popracowała nad swoim warsztatem i stała się genialną autorką powieści obyczajowych, które uwielbiam, moja mamuśka też :) Ale tutaj mi zadka nie urwało, niestety.

      Usuń
    2. Może dlatego, że wiem, że stać ją na dużo, dużo więcej ;)

      Usuń
  3. Ja wspominam książkę bardzo dobrze - zdarzyły się nawet inne z dorobku Picoult, które mniej mi się podobały... U mnie na półce czeka teraz "Pół życia",a mój apetyt rośnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie to tytuły mniej Ci się podobały? :)

      Usuń
  4. Lubię Picoult i staram się tego nie zepsuć, więc sięgam tylko po wybrane tytuły i w odpowiednich odstępach czasu. Na szczęście jej debiut nie znajduje się na mojej liście, więc mam nadzieję, że moje dobre zdanie o jej twórczości się utrzyma i nadal z przyjemnością będę sięgać po jej powieści :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiedziałam, że to aż tak słaba książka. Szkoda, ale z lubię Picoult, więc jakoś się przemęczę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było tak tragicznie, ale trochę działało na zasadzie "przemęczenia się", niestety :)

      Usuń
  6. Lubię Picoult, przeczytałam już kilka jej książek i po tą sięgnę z czystej ciekawości

    OdpowiedzUsuń
  7. Tej książki Picoult jeszcze nie czytałam, ale jestem zaskoczona, że tak słabo wypadła wg Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka jest dość słaba, schematyczna i tematyka wcale nie taka trudna, jak następne, ale jednak mi się podobała. Fakt, późniejsze są ciekawsze i bardziej dopracowane (przynajmniej te, które przeczytałam, bo jeszcze wiele przede mną!).

    OdpowiedzUsuń
  9. O kurcze, aż tak źle? Mnie na razie rozczarowała tylko "Deszczowa noc" tej autorki - za dużo romansu. "Głos serca" kupiłam za to jakiś czas temu na wyprzedaży nie mając pojęcia, iż jest to debiut Picoult. Zobaczymy jakie będą moje odczucia po lekturze ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie do tej pory rozczarowało tylko "Drugie spojrzenie" tej autorki, i to tak kompletnie, nieco słabsze była też "Linia życia" - ale ogólnie pisze wspaniale. Myślę, że tę książkę też przeczytam, chciałabym zobaczyć, czy naprawdę jest aż tak źle ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. każdy autor ma swoje wpadki :) ale Picoult napisała tyle książek, że jedną można sobie odpuścić. Ja niedawno skończyłam "Dziewiętnaście minut" i mimo dłużyzn wspominam ją dobrze. Z doświadczenia wiem, że autorka pisze takie książki, na które trudno się "rzucić" od razu po zakupie. U mnie zawsze dojrzewają na półce (może ze względu na obszerność).

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie miałam okazji czytać książek autorki, ale słyszałam, że pisze niesamowicie. Jedna powieść tego nie zepsuje, ale raczej będę ją omijać. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Co wejdę na jakiegoś bloga to na nim recenzja książek Jodi Picoult, boję się lodówkę otworzyć. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jodi Picoult bardzo lubię i czytałam ostatnio na przykład nieco inną od reszty powieść "Z innej bajki". Niedługo zabieram się za "Czarownice z Salem Falls", a "Głos serca" jest właśnie również na moim reale, lecz jeszcze nietknięty. Debiut debiutem, ale ciekawi mnie jednak jak zaczynała :)

    OdpowiedzUsuń