A Ty jak umilasz sobie lekturę? Pitu pitu przy herbatce :)

Witajcie!

Ostatnio tak sobie dumam i dumam, co z tym blogiem począć, żeby nie było nudno i monotematycznie. Bo tak same recenzje, to trochę mierzi, nie? Niby czasem zdarzy mi się coś poględzić o filmach czy serialach, ale czasem, to chyba trochę za mało, jeśli chce się zainteresować czytelników bloga swoim miejscem w internetach. I tak sobie dumam i dumam, i coś w tej głowie się rodzi. Może trochę odrobinę szeroko pojętego lajfstajlu, czyli ciut więcej o samej sobie, o mojej poza książkowej prywatności? Może coś o muzyce? Może coś ciut więcej? Jak coś wydumam, to pewnie będziecie pierwszymi, którzy owo dziecko wydumane poznają. 


A na dzień dzisiejszy mam małą odskocznię od recenzji, które mi odłogiem leżą, bo mnie Harvey Specter odciąga od roboty. Ale wena wróciła, kreatywne chęci coraz częściej mnie nawiedzają, więc jest progres! Jak w temacie, dziś poględzę sobie trochę o umilaniu sobie lektury rozmaitymi sposobami i mam cichą nadzieję, że potowarzyszycie mi w tym gadaniu, bo to dosyć przyjemne zagadnienie i chętnie dowiem się, jakie są Wasze sposoby na umilenie sobie czytania :)

U mnie na pierwszym miejscu jest herbata. Kawy nie znoszę, próbowałam nauczyć się pić na studiach, ale zamiast mnie pobudzać, kiedy wisiałam nieprzytomna na poręczy w autobusie, usypiała mnie jeszcze bardziej. Podobny skutek odniosłam podczas drugiej próby, już w pracy. Klęska, klęska, ino klęska. Także kawy się nie tykam, bo mi nie smakuje, a do tego usypia, a że ze snem problemów nie mam, no to kawo, żegnaj. A herbatę uwielbiam! Dorobiłam się niezłej kolekcji, bo co jestem w sklepie, to zawsze znajdzie się jakaś, która genialnie pachnie i kusi mnie obietnicą wyjątkowego smaku. Osobiście jestem wielką fanką Earl Grey'a - aromat bergamotki jest przegenialny! Poza tym rozsmakowałam się w herbatach liściastych, dzięki bratu i mamuśce, którzy sprezentowali mi różnorakie cudeńka wraz z zaparzaczem na święta. 


Wyżej kolekcja herbat liściastych - malinowa, z trawą cytrynową, Earl Grey bez dodatków i Earl Grey z płatkami róży i bławatka, plus klasyczna zielona herbata. No i słynny zaparzacz ^^ W niedalekiej przyszłości planuję zaopatrzyć się w specjalny dzbanuszek z zaparzaczem, żeby zaopatrywać się w większe ilości ulubionego napoju.

Prócz herbat liściastych, przy lekturze, jak i przy pracy, pisaniu recenzji, towarzyszą mi najróżniejsze herbaty w torebkach. Od owocowych, za którymi nieszczególnie przepadam, po czerwone, zielone i te rozgrzewające, które ubóstwiam w okresie zimowym.


Na zdjęciu powyżej pojawiła się również herbatka energetyzująca z yerba mate i guaraną oraz imbirem i innym bajerkami - smakuje fenomenalnie. Ta z cytryną i pieprzem również, polecam ^^ 

Jak już wcześniej wspomniałam, zimą ubóstwiam herbatki rozgrzewające, a wtedy prym wiedzie mój ulubieniec i postrach mrozów - imbir! Dodaję go w formie sypkiej, jeśli akurat brakuje mi świeżego (czyli zwykła przyprawa z torebki) albo świeży plasterek wrzucony do kubka z dodatkiem cytryny i miodu lub w formie syropu, który również świetnie nadaje się od piwa! Imbir dodaje niesamowitego aromatu i ostrości napojom, rozgrzewa i bardzo dobrze wpływa na żołądek. Poza tym, ach, piwo z sokiem imbirowym, istny raj na ziemi :) 

 W  taki syropek imbirowy można zaopatrzyć się w sklepie (widziałam w Carrefourze bodajże) lub na stoiskach z domowymi wytworami, które często można znaleźć na pasażach w większych galeriach. My z A. zaopatrywaliśmy się w syrop imbirowy (imbirowo-korzenny w gruncie rzeczy) podczas weekendowych wypadów do Wisły bądź Ustronia. Pychotka! Jeśli mam wenę i pustą butelkę, to bawię się w Perfekcyjną Panią Domu i Gesslerową w jednym, i sama przygotowuję sobie syropek wg przepisu poniżej:



I tak sobie siedzę w ciepełku, z herbatką w jednej łapce i książką w drugiej. Ale czegoś tu jeszcze brakuje! Czego? Słodyczy, oczywiście! Ostatnimi czasy nie mam takiego apetytu na słodkości, jak jeszcze parę lat temu, ale wciąż są pewne produkty, którym nie potrafię się oprzeć, chociażby marcepan, chałwa, mleczna czekolada, orzechy laskowe w czekoladzie z Milki, ciasto marchewkowe i żelki w niezliczonych ilościach. Wtedy jestem już w swoim małym raju, a te wyjątkowe chwile relaksu mogą trwać i trwać :)


A Wy jak lubicie umilać sobie lekturę? Jakie są Wasze sposoby na czerpanie większej przyjemności z chwil z książką?

20 komentarzy:

  1. Czeeeekolaaaadaaaa! <3
    U mnie różnie, ale głównie wygląda to tak, robię herbatę i czekam aż wystygnie (czytam), wypijam ją jednym prawie haustem bo taka dobra, i czytam dalej :) Ewentualnie kakao, kawakao (miks kawy z kakaem) lub kawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu, moja mama wczoraj zmajstrowała tak pyszne kakao, że niebo w gębie :) Z cynamonem i imbirem, a do tego bita śmietana z kawałkami czekolady :3

      Usuń
  2. Akurat ja piję dużo kawy, chociaż Cię rozumiem, na mojej znajomej kawa nie robi żadnego wrażenia - może ją wypić tuż przed snem i tak robi, dla samego smaku. :) Na mnie jednak działa, a nawet jakby nie działała mocno, czuję, że już tak sobie wmówiłam i bez kawy ani rusz...Przynajmniej dwóch dziennie. Dwie dziennie to minimum. :) Uwielbiam herbaty owocowe Malwy, zielone piję sypane, choć właśnie z malwy są pyszne saszetkowe z dodatkami. Za imbirem nie przepadam, lubię piwo z innymi sokami lub syropami. Kiedyś bardzo lubiłam grzane malinowe lub cynamonowe.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja herbaty nie pije - od dziecka nie lubię tego trunku - nie wiem czemu. Podczas czytania lubię podjadać słodkości, chociaż staram się tego nie robić - bo coś chyba się poszerzyłam :P Kaw nie piję dużo :) Alkoholu też raczej nie :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja lubię czytać książki i popijać herbatę, do tego na bujanym fotelu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, bujany fotel to też by było coś. Choć mnie się marzy taka wielka, mięciuchna poducha, w której mogłabym się zatopić ^^

      Usuń
  5. Kawa to mój ukochany gorący napój, nawet jeśli działa tylko na zasadzie placebo, i tak nigdy jej sobie nie odmówię :) Ogromny kubek kawy z mlekiem i cynamonem plus książka to dla mnie zestaw idealny. Podobnie jak herbaty wszelkiej maści. Kiedyś próbowałam yerby z aromatem czekolady - była genialna, ale od dawna nie mogę już znaleźć tej mieszanki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Herbata przede wszystkim, koniecznie gorąca, bo na dłużej starcza :-D Mam pełną szafkę, głównie owocowych, choć i kilka innych się znajdzie, wiadomo, czasem ma się już po dziurki w nosie tych owoców :-D A do jedzenia... co mi w łapska wpadnie, mogą to być paluszki, chrupki, nawet kanapki. Trzeba tylko uważać, by nie upaćkać książki :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przede wszystkim gorąca, u mnie zimna nie przejdzie, nie znoszę zimnej herbaty :P A z jedzeniem przy czytaniu trzeba uważać, to fakt, bo potem można sobie zostawić niezłe pamiątki :D

      Usuń
  7. Najlepszym ,,lekturoumilaczem" jest bez wątpienia herbata. Każda, byle nie zielona!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja ostatnio zaczęłam pić więcej zielonej i jestem całkiem zadowolona, choć w smaku jest dosyć łagodna, co nie wszystkim pasuje, jak widać :D

      Usuń
  8. Poczas czytania zawsze muszę mieć coś do picia :) Przede wszystkim kawa (tylko z mlekiem!), ale od czasu do czasu przygotuję sobie jakąś herbatkę - czerwoną, bo za owocowymi nie przepadam.

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie w kwestii herbat podobnie, też mam całą kolekcję, od czarnej, liściastej czarnej aromatyzowanej, przez zieloną aromatyzowaną, aż po odkrytego ostatnio Rooibosa. :) Uwielbiam, piję litrami i zarażam koleżanki z pracy. :) Słodycze też kocham, ale staram się limitować, bo niestety nie idą w cycki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A szkoda, że nie idą, przydałoby się chociaż trochę ;) Wracając do herbat, w najbliższym czasie chcę wypróbować zieloną jaśminową, ewentualnie z cytrusami :)

      Usuń
  10. Za to zdjęcie milki powinnam Cię zamordować, teraz ochota na czekoladę będzie mi towarzyszyć przez cały dzień :P Zabrzmi to dziwnie, ale przy czytaniu nie jem nic i nie piję, za bardzo boję się, że zaplamię książkę, a tego bym nie zniosła.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem kawiaro-herbaciarą. Za to nie lubię sztucznych sztuczności (np soczków i coli).

    OdpowiedzUsuń
  12. Czekolada, którą zaprezentowałaś jest pyszniutka:) Kawę uwielbiam, herbatę troszkę mnie, ale nie można pić przecież cały czas kawy, więc herbaty piję również sporo, szczególnie owocowych i z dodatkiem cynamonu:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Herbata/kakao/sok/woda smakowa + jakieś ciastka (pieguski, delicje), chipsy czy czekolada i ja jestem w niebie :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ha! Też mam malinową siłę i cytrynówkę. Ogólnie rzecz biorąc ostatnio coraz częściej wybieram herbatę liściastą. :D Zwykle jednak piję moją ulubioną English Breakfast lub Earl Grey, bergamotka rządzi. ;3 Poza tym ostatnio mam jakąś fazę na cappuccino. Mmm... A tej Milki, to jeszcze nie próbowałam, trzeba będzie to nadrobić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Świece zapachowe! Np. zapachy kwiecie oceanu do książek podróżniczych czy jaśmin o północy - do romansów <3 To chyba moje ulubione zapachy

    OdpowiedzUsuń