Pocztówka z Toronto - Dariusz Rekosz

Autor: Dariusz Rekosz
Tytuł: Pocztówka z Toronto
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 143
Oprawa: miękka



Z książkami Dariusza Rekosza spotykałam się swego czasu często, zarówno z literaturą dla dzieci i młodzieży (seria Mors, Pinky i...) oraz z literaturą przeznaczoną dla ciut dojrzalszych czytelników. Kilku lekturom tegoż autora towarzyszyły zaskakujące sytuacje - chociażby autor pojawiający się na progu mojego mieszkania z kompletem książek z dedykacją w ręku - moja mina pełna zaskoczenia z pewnością była bezcenna. Nie inaczej było w przypadku Pocztówki z Toronto. Otóż spacerowałam sobie leniwie po Targach Książki w Katowicach z moim chłopakiem u boku, natknęłam się na stoisko Wydawnictwa Dreams z Panem Dariuszem i uciąwszy sobie miłą pogawędkę, ponownie zostałam obdarowana egzemplarzem twórczości Pana Darka, face to face. Z życzeniem miłej podróży do Toronto, zabrałam się za czytanie.

Historia, którą opowiada nam autor jest historią krótką, acz przepełnioną emocjami. I muszę przyznać Panu Darkowi rację, pierwszy rozdział był naprawdę ciężki, tak jak zapowiadał, kiedy wręczał mi egzemplarz, gdyż skończyłam go ze łzami w oczach, stając się małą sensacją w autobusie, pociągając nosem nad książką. Autor postanowił opowiedzieć nam historię nastoletniej Moniki, której życie nie należy do najłatwiejszych. Razem z matką wiedzie bardzo skromne życie, od pierwszego do pierwszego, starając się nie szaleć z wydatkami. Prywatnie dziewczyna jest raczej cicha i skromna, nie wyróżnia się w tłumie uczniów. Cóż, aż do momentu, w którym w jej klasie pojawia się nowy uczeń, za którym zaczęła szaleć jej najbliższa przyjaciółka. Wraz z pojawieniem się Dominika, w szkole zaczynają dziać się dziwne rzeczy i Monika nabiera dystansu do tej znajomości. Aż do chwili, w której nowy składa jej propozycję, dzięki której dziewczyna może poratować swoją sytuację rodzinną. Czy nastolatka zaryzykuje angażując się w szemrane interesy z chłopakiem z Warszawy? A może znajdzie pomoc w innym miejscu?

Tak jak wspominałam na początku, twórczość Dariusza Rekosza nie jest mi obca. Seria o nastoletnich detektywach podbiła moje serce, gdy jeszcze wpisywałam się w target tejże literatury. Także Szyfr Jana Matejki przypadł mi do gustu dzięki pokręconym pomysłom i dużej dawce humoru. Ale Pocztówka z Toronto niestety nie znajdzie miejsca wśród moich ulubionych lektur, nawet wśród tych po prostu lubianych i miło wspominanych. Dlaczego? Może zaczynając od tego, że jest to literatura przeznaczona dla młodzieży, do której ja już się nie zaliczam. W książkach tego typu zazwyczaj występuje język charakterystyczny dla tejże grupy wiekowej, który mi nie odpowiada - nie kręcą mnie luźne dialogi nastolatków, w których aż roi się od dziwnych slangowych wyrażeń. I choć autorowi udało się ten język odtworzyć w bardzo realistyczny i niewymuszony sposób, to wciąż nie jestem przekonana do tego typu stylistyki.  Historia ujęła mnie ładunkiem emocjonalnym, w szczególności ten pierwszy rozdział, za co duży plus, bo literatura ma poruszać, ma wywoływać emocje - złość, radość, smutek, nieważne. Ważne, żeby książka zostawiła po sobie ślad w naszym serduchu. Niemniej jednak to nie wystarczyło, bym w pełni mogła docenić Pocztówkę z Toronto. Szczerze przyznam, że trudno mi w niej dostrzec jakieś przesłanie, morał, który jest bardzo cenny w literaturze dla młodzieży - warto i tu wprowadzić element wychowawczy. Jedyne, co mogłabym pod to podciągnąć, to nastawienie głównej bohaterki, żadnego poddawania się w trudnej sytuacji, załamywania rąk i czekania na cud. Monika chciała wziąć los w swoje ręce i pomóc matce, szkoda, że przy okazji zeszłaby na złą drogę, która prowadziła prosto za kratki. Ale poza tym ciężko mi dostrzec w niej przesłanie, puentę, która pięknie kończyłaby tę jakże życiową historię. Powieść (a raczej powiastka) zapowiadała się bardzo dobrze, mimo tego że literatura młodzieżowa to już nie moja bajka. Niestety, koniec okazał się być rozczarowaniem, którego wolałabym uniknąć. Tak czy owak, jeśli macie ochotę, spróbujcie, może Wasz zdanie będzie odmienne?
  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi, Dariuszowi Rekoszowi.

6 komentarzy:

  1. Nie, nie , nie. Kiedyś nawet zastanawiałam się nad nią, ale nie sięgnęłam i to była dobra decyzja

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam pisarza, ale targetem młodzieżówek też już raczej nie jestem, więc odpuszczę sobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Była na promocji, więc zastanawiałam się czy by jej nie kupić, ale ostatecznie uznałam, że jakoś mnie do siebie nie przekonuje. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że ostatecznie się rozczarowałaś... Ale z drugiej strony świetnie, że miałam okazję pogawędzić z autorem :)
    A okładka strasznie przypomina mi te z serii Pretty Little Liars :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak sobie myślę, że już mało czytam młodzieżówek. Ta mnie aż tak nie zaciekawiła, żeby sięgnąć

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja raczej odpuszczam - czytałam kilka recenzji i nie zachęciły mnie, a na dodatek Ty piszesz, że byłaś rozczarowana...
    Pozdrowienia!
    ;)

    OdpowiedzUsuń