Miasto Kości - Cassandra Clare

Ach, znowu te Miasto Kości, Clary, Jace i Nocni Łowcy. Pewnie nikomu nie chce się już czytać o tej książce ani o jej ekranizacji, które były maglowane w ostatnim czasie przez tłumy fanek i anty-fanek. A wszystko przez tę nieszczęsną wersję kinową, o której tyle było słychać w blogosferze po premierze, która miała miejsce 21 sierpnia, bo przecież seria książkowa ma już dobre cztery lata. Ano. Trochę spóźnione te gorące zainteresowanie, ale Miasto Kości nie jest pierwszym i ostatnim takim przypadkiem, który zyskał sławę dopiero po pojawieniu się filmu (chociażby Wielki Gatsby, w którym na nowo zaczęto zaczytywać się po ekranizacji z Leo DiCaprio w roli głównej). Niemniej jednak i u mnie przyszedł czas na męczenie tegoż tytułu, więc jeśli chcecie poznać moje wrażenia - zapraszam do lektury, jeśli nie - miłego dnia! :)

Wracając do recenzji, zacznę od tego, że osobiście poznałam historię Clary Fray zaraz po jej polskiej premierze bodajże cztery lata temu, kiedy to paranormal romance dopiero rozkwitał za sprawą Zmierzchu. Ponoć Cassandra Clare od razu po swoim literackim debiucie została okrzyknięta konkurencją dla Stephenie Meyer i jej wampirzej sagi. Gdzieś tam mogę zgodzić się z tym stwierdzeniem, bo Clare otwarła drogę temu gatunkowi w bardzo dobrym stylu (potem było już tylko gorzej - nie z Clare oczywiście, tylko z samym paranormal romance i jego oklepanymi, wciąż powielanymi schematami). Miasto Kości było jedną z pierwszych powieści, w której pojawiał się motyw kreatur z książek fantasy zmiksowany z romansem między głównymi bohaterami (i trójkąt miłosny, bez którego dzisiejsze powieści dla młodzieży nie mogą się obejść). Jednakże w książce Clare, mimo wszystko  ten wątek miłosny nie był głównym punktem programu, który zaserwowała nam autorka (to zmieniło się z czasem - teraz czasem dostajemy większą zawartość romance, a czasem większą paranormal w romansach paranormalnych).

Historię zna chyba większość osób - była sobie Clary, niczego nieświadoma nastolatka, skromna, cicha, zwyczajna. Nagle okazało się, że świat wokół niej jest zupełnie inny, niż go dotąd widziała. Wszystko nabrało innych kolorów, gdy po raz pierwszy zobaczyła demona mordowanego przez Nocnych Łowców, wśród których znalazł się Jace - przystojny, arogancki i pewny siebie blondasek. Nikt inny nie widział tego wstrząsającego widoku, nawet jej bliski przyjaciel Simon, z którym znalazła się w klubie Pandemonium. Od tego momentu życie Clary staje na głowie, bowiem okazuje się, że jej własna matka również była Nocnym Łowcą, a Clary musi uratować ją z niecnych łap jakiegoś Valentine'a, na którego imię wszyscy reagują trzęsieniem portek. W fabule przewija się wątek miłosny, mamy uroczy trójkącik Jace-Clary-Simon, który dodaje jej smaczku, gdyż nie stanowi głównego jej punktu (na szczęście). Tym głównym punktem jest zmaganie się naszej bohaterki z nowym światem, który spadł jej na głowę. Czy poradzi sobie z wszechobecnymi demonami, pożeraczami i wampirami (no jasne, że tak) i uratuje swoją matkę (kto tam wie...)?

 Jak widać, schemat jest, nie da się zaprzeczyć. W chwili obecnej pojawia się on w praktycznie każdej tego typu książce dla młodzieży. Jedynym faktem, który działa na korzyść Miasta Kości jest to, że powieść ta jest jedną z pierwszych w swoim gatunku, więc można jej to wybaczyć. Z drugiej jednak strony rozumiem osoby, które nie poznały tej serii wcześniej, zaraz po premierze, lecz wzięły się za nią dopiero teraz, kiedy na rynku jest multum podobnych sobie. Wtedy mogą czuć rozczarowanie kolejnym tytułem o czymś, co było maglowane już setki razy. Niemniej jednak wciąż uważam, że Miasto Kości potrafi się wybronić, nawet w tłumie innych romansów paranormalnych zalewających księgarnie i biblioteki. Prócz tego, że jest jedną z pierwszych książek tego gatunku w Polsce, to wciąż ma ciekawą fabułę, która potrafi trzymać w napięciu. Na bohaterów również nie można narzekać, choć mimo wszystko prym wiodą postacie męskie, które wydają się być najbardziej charakterystycznymi i najsilniejszymi - Jace, Simon, Magnus - bohaterowie warte uwagi i sympatii czytelników, moim skromnym zdaniem. Clary nie jest złą bohaterką, aczkolwiek wciąż pozostaje zagubioną, zwyczajną nastolatką, która nagle okazuje się być kimś wyjątkowym, od kogo zależą losy całego świata, a tego nigdy nie lubiłam, nie kręcą mnie słabe żeńskie postaci.

Miasto Kości czytałam cztery lata temu i wtedy również byłam zadowolona z lektury, tak jak jestem w dniu dzisiejszym, po tym, jak odświeżyłam sobie tę powieść przed obejrzeniem ekranizacji, o której wspomniałam zaraz po jej obejrzeniu (moje wrażenia możecie znaleźć tutaj > klik! <). Myślałam, że przytoczę tutaj fragmenty z tamtej recenzji, ale nie... chyba umarłabym ze wstydu - cztery lata to jednak sporo czasu, człowiek się wyrabia w pisaniu, nie ma co. Wracając jednak do Miasta Kości to wciąż polecam, mimo innych paranormali zalewających dzisiejszy rynek książkowy, ten jest naprawdę dobry. No i wreszcie zmienili okładki - ta filmowa jest naprawdę ekstra! :)
  

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MAG

21 komentarzy:

  1. Gdy zaczęłam czytać Twoją recenzję i ujrzałam tam takie słowa jak: nikomu nie chce się już czytać o tej książce, maglowane, nieszczęsne, męczenie tytułu to pomyślałam oto sztandarowa antyrecenzja :) A tu proszę, jaka niespodzianka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, taka niespodziewanka :D Ale przyznam się, że ten wprowadzający niepokój początek wyszedł mi nieświadomie :P

      Usuń
  2. Kiedyś zapoznam się z tą serią, ale raczej nie prędko. Nie kusiła mnie zbytnio sobą i przed filmową premierą, a także po niej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam książkę i obejrzałam film. Jest to ciekawa historia, choć nie zachwycam się nią na każdym kroku :)
    Pozdrawiam!

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam tę powieść, film też mi się bardzo podobał.
    Jestem ogromną fanką całej serii. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie cała seria jest rewelacyjna i bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na jej przeczytanie. Przez długi czas wahałam się czy warto kupić dwie pierwsze części (to było jeszcze w połowie gimnazjum), podjęłam jednak słuszną decyzję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem warto zaryzykować - tym większa przyjemność i radość, kiedy okazuje się, że lektura nas nie zawiodła, a wręcz przeciwnie :)

      Usuń
  6. Za mną na razie dwa tomy i naprawdę bardzo mi się podobały. Sama zresztą dzisiaj pisałam o "Mieście popiołów". Mam nadzieję, że kolejne tomy mnie nie zawiodą i nadal będę się z nimi tak dobrze bawić. Jak na paranormal romance tytuł jest naprawdę dobry i wyróżnia się spośród tych wszystkich kopii ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sama jeszcze nie miałam nic wspólnego z tą serią. Nie obejrzałam ani ekranizacji, ani nie przeczytałam pierwszej części. Właściwie to nie wiem dlaczego nie zabrałam się za "Miasto Kości" już rok temu. Teraz zaczyna mnie trochę denerwować, że (jak zwykle) mamy wielkie buum. Jestem pewna, że kiedyś poznam i treść książki i filmu. Jednak zaczekam aż to wszystko przeminie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, czasem tak bywa, że media i blogi szaleją na jeden i ten sam temat przez krótką chwilę i prawda jest taka, że nie ma się najmniejszej ochoty czytać kolejny raz o tym samym, no ale cóż, ciężko pozbyć się tego zjawiska :)

      Usuń
  8. Ostatnimi czasy głośno o tej lekturze, być może za sprawą ekranizacji, być może za sprawą wznowienia wydania ;) Jednak ja jakoś nie mogę się przekonać, by chwycić za nią ;P

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem chyba jedną z niewielu osób, które nie czytały tej książki. Ba, do teraz nawet niespecjalnie orientowałam się w fabule. Mimo tego, że nie czytam raczej paranormali to jakoś zaczęło mnie do tej książki ciągnąć. Może wszystko przez ekranizację? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miasto Kości atakuje mnie dosłownie zewsząd, a czytane recenzje są bardzo różnorodne, więc muszę je w końcu przeczytać : )
    Akurat jak skończę czytać to wszystko, co mam na półce, to będę mogła swobodnie sięgnąć po Miasto Kości bez konieczności czekania kilku tygodni na powrót książki do biblioteki : )

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię tę serię, zastanawiam się nad powtórką

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajna recenzja! I chyba pierwsza która mnie zachęciła :>

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja na "Miasto" trafiłam 4 lata temu i wpadłam po uszy. Kocham *.*

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetnie się ta książka prezentuje, muszę ją chyba dodać do listy planowanych książek i być może przeczytać :) Zaobserwowałem cie i myślę ze ty tez to zrobisz :)

    A w między czasie zapraszam na mojego nowego bloga także o książkach,proszę zostawić ślad po sobie
    - http://www.pozytywniezaczytany.blogspot.com/

    Pozdrawiam Damian.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam nadzieję, że kiedy przeczytam tę książkę jeszcze raz za parę lat, to spodoba mi się tak samo jak za pierwszym razem, podobnie jak Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam tę serię ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja chyba odpuszczę - i film, i książkę. Zupełnie mnie do nich nie ciągnie, a poza tym paranormal romance to nie do końca moja bajka. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja zacieram rączki już od jakiegoś czasu, mam nadzieję że nie zawiodę się jak w przypadku '' Pięknych Istot '' że miało być BOOM a wyszło Beznadziejnie. :)

    OdpowiedzUsuń