Co wylądowało w lesie Rendlesham? - Mateusz Kudrański

Autor: Mateusz Kudrański
Tytuł: Co wylądowało w lesie Rendlesham?
Wydawnictwo: MM Studio, 2013
Liczba stron: 404
Oprawa: twarda



Nietypowy tytuł książki, nieprawdaż? Już od samego początku wzbudza w nas ciekawość i zmusza do kombinowania, zastanawiania się, co kryje się za tym tajemniczym tytułem. Od momentu wzięcia w ręce tej książki każdy czytelnik główkuje, co wylądowało w lesie Rendlesham. I pewnie wielu z nich wpadnie na ten sam pomysł, na który wpadłam ja. Co wylądowało? No UFO, a cóżby innego? O jakżem sromotnie pomyliła się w swoich przypuszczeniach. Choć w gruncie rzeczy nie całkiem, nie całkiem...

Debiutancka książka autorstwa Mateusza Kudrańskiego opowiada historię grupki rywalizujących ze sobą nastolatków, prześcigających się w wymyślaniu nowych pomysłów na to, jak dopiec swoim wrogom. Anglicy kontra Amerykanie, z nutką braci Polaków. Bójek między chłopakami nie brakuje, między dziewczynami też nie, a do tego wszystkiego mamy jeszcze trójkąt miłosny bazujący na złamanych sercach. Niezła mieszanka, nie ma co. Wzajemna niechęć między grupami rośnie z dnia na dzień, aż do pewnego feralnego i jednocześnie niesamowicie dziwnego wydarzenia, które wymusiło na nich zawieszenie broni i względny sojusz. Kiedy grupka Jersey'a i Ice'a przypadkiem trafia na grupę BB w okolicznym lesie, ich życie staje do góry nogami w mgnieniu oka, wraz z pojawieniem się podejrzanej chmury, fioletowego pyłu i latającego spodka. Z czasem okazuję się, że świat zatrzymał się w miejscu - została tylko grupka zagubionych nastolatków i szare istoty czyhające na ich życie. Czy dzieciakom uda się zjednoczyć siły we wspólnego walce przeciwko Szarakom?

źródło
Nie lubię kosmitów. Nie lubię filmów o ufoludkach i książek o nich też nie. Nie kręcą mnie te dziwne istoty z innych planet o wielkich głowach, chudych ciałach i długich paluchach, którymi grzebią ludziom w mózgach. Nigdy mnie to nie kręciło, bo od zawsze stroniłam od filmów z kosmitami (ok, prócz E.T.), od książek tym bardziej. To po prostu nie moja bajka. Ale mimo wszystko sięgnęłam po Co wylądowało w lesie Rendlesham?, a przecież świetnie zdawałam sobie sprawę, że to właśnie UFO musiało wylądować w tym tytułowym lesie, bo cóżby innego? Armia zabójczych lalek Barbie? Wbrew swoim upodobaniom sięgnęłam po tytuł, który z góry wydawał się być tytułem spalonym. Ale przecież na temat zombie miałam podobne odczucia, a jednak zaczęłam o nich czytać i to z pozytywnym skutkiem. Biorąc nauki z tegoż doświadczenia postanowiłam dać i kosmitom szansę. I wiecie co? To dalej nie moja bajka. Poza tym Kudrański poszedł o krok dalej i z ufoludków zrobił coś, czego na pewno się nie spodziewacie - coś, co mnie osobiście bardzo zaskoczyło, ale również rozczarowało i utwierdziłam się w przekonaniu, że to podwójnie nie moja bajka.

Ale pomijając fakt tego, co wylądowało w lesie Rendlesham i czym w istocie byli przybysze z innej planety czy tam galaktyki, i tego, że kompletnie nie spodobała mi się ta koncepcja, którą wymyślił sobie autor, to muszę powiedzieć, że to naprawdę udany debiut. Do polskich autorów podchodzę z dużym dystansem i odrobiną strachu. Pełen relaks mam tylko przy tych sprawdzonych. Tutaj było podobnie - od początku zastanawiałam się, co to będzie, co to będzie. Ale prawda jest taka, że było naprawdę dobrze. Kudrański jako polski autor napisał książkę na światowym poziomie. Mimo tego, że bohaterami tej historii są nastolatki, to nie musimy obawiać się niedojrzałych i naiwnych dialogów, czy kiepskich zagrań. Fabuła książki przyprawia o dreszczyk emocji, w odpowiednich momentach pojawia się wyczekiwane napięcie, a w innych akcja prze do przodu, że nie sposób oderwać się od czytania. Jestem pod dużym wrażeniem, bo wszystko to składa się na spójną całość, którą czyta się z przyjemnością i ciekawością. Jednakże jest ten drugi główny element fabuły, ci przybysze z kosmosu, którzy mnie rozczarowali. Nie mogę Wam powiedzieć dlaczego, bo zdradzę istotny sekret, bez którego nie będzie zaskoczenia, a może będzie wręcz przeciwnie niż u mnie i spodoba się Wam ta koncepcja, którą obmyślił sobie autor. Któż to wie? Dlatego polecam, byście sięgnęli po debiutancką powieść Mateusza Kudrańskiego, żebyście mogli przekonać się na własnej skórze, co o tym myślicie. Warto, bo to naprawdę niezła lektura. Oby więcej tytułów na takim poziomie pojawiało się na naszym polskim rynku książkowym.

A, i byłabym zapomniała - prócz świetnej treści czekają na Was fantastyczne ilustracje, również autorstwa Kudrańskiego, tak samo jak i projekt okładki! ;)
   

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Mateuszowi Kudrańskiemu

9 komentarzy:

  1. Zapowiada się bardzo interesująco ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tez pierwsze co, to pomyślałam: no kurcze wiadomo, że UFO! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do mnie na zabawę "Żyrafa Tosia z Czytelni". Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  3. Muszę przyznać, że jestem bardzo ciekawa tej książki i tych rysunków autora. Uwielbiam gdy takowe znajdują się w powieściach. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobała mi się ta historia :D Znaczy to, czym okazały się owe istoty, które wylądowały nieco mnie zniesmaczyło, bo no nie ukrywam... nie spodobało mi się takie rozwiązanie, ale ogólnie bardzo dobra pozycja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy ja wiem... Chyba też nie moja bajka. Swoją drogą nie pamiętam, kiedy czytałam coś polskiego autorstwa (pomijając literaturę podróżniczą), co chyba nie jest powodem do dumy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja chyba odpuszczę - jakoś nie jestem przekonana. ;)

    OdpowiedzUsuń