Pięćdziesiąt twarzy Greya - E. L. James

Autor: E. L. James
Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
Tytuł oryginału: Fifty Shades of Grey
Seria: Pięćdziesiąt odcieni, t. I
Wydawnictwo: Sonia Draga, 2012
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Liczba stron: 608
Oprawa: miękka

Pięćdziesiąt twarzy Greya - tytuł, którego nikomu nie trzeba przestawiać, bo chyba każdy słyszał o pierwowzorze powieści erotycznych, wysypujących się jak grzyby po deszczu, gdy okazało się, że trylogia Greya przyciąga tysiące czytelników i zbija fortunę. Książka przepełniona seksem, klapsami i rozmowami z wewnętrzną boginią i krytyczną podświadomością. Powieść o tajemniczym młodym miliarderze skrywającym mroczną przeszłość i naiwnej absolwentce, która odkrywa w sobie nienasyconego demona seksu. Nie miałam zamiaru jej czytać, choć nie powiem, ciekawość gdzieś mnie tam zżerała, gdy co rusz widziałam ten tytuł w swoim otoczeniu. Ale czasem ciekawość to za mało. Niemniej jednak pojawił się drugi bodziec - namowy znajomych i chęć przeczytania mojej recenzji - czując się mile połechtana, stwierdziłam ok, niech będzie, co mi tam. No i poszło. Pożyczyłam (dzięki Kasiu!) i zaczęłam czytać. O Święty Barnabo, co to była za przygoda!


Tak naprawdę to nie wiem, od czego zacząć. Może od tego, że nie rozumiem fenomenu tej książki? Bo naprawdę nie rozumiem, co w niej jest takiego, co przyciągnęło te tłumy wygłodniałych czytelników, które przyssały się do niej jak Grey do sutka Any. Seks? A co w seksie dziwnego? Seks w literaturze? Przecież to też już było, pani James oryginalnością nie zgrzeszyła. Seks z pejczami, kneblowaniem i krępowaniem? No dobra, ale czy to wystarczający argument by uczynić z niej światowy bestseller? Nie wiem, wydaje mi się, że nie. Pięćdziesiąt twarzy Greya z pewnością uczyniły małą rewolucję w literaturze współczesnej (i nie tylko! już widzę te tłumy nienasyconych kobitek szukających swojego Greya!), bo znam niewiele książek, które traktowałyby o seksie z taką otwartością, jednocześnie stając się tak popularne. Trylogia E. L. James zadziałała trochę jak Zmierzch kilka lat temu, po którego premierze nastąpił wysyp tytułów z gatunku paranormal romance i romantycznych historii o miłości śmiertelnika z wampirem, wilkołakiem czy jakimś innym stworem. Teraz nastąpił wysyp powieści erotycznych, które doprowadziły też do swego rodzaju wyzwolenia kobiet. W chwili obecnej mogą otwarcie mówić o seksie, oczekując (a wręcz wymagając!) własnego spełnienia w łóżku, pamiętając, że to nie tylko facet i jego orgazm się liczą. Tak więc może jakiś fenomen tam się kryje, społeczny, ale jednak.

Źródło

Pięćdziesiąt twarzy Greya to książka z całą pewnością kontrowersyjna i z tym nie będę polemizować. Jak to mówią, seks zawsze się sprzedaje. Ale co z wartością merytoryczną tego tytułu? Jej treścią? Czy naprawdę zasługuje na to, by być światowym bestsellerem? Zdecydowanie NIE! Podeszłam do jej czytania z wielkim dystansem i świadomością, że może być źle - gdyby nie to, z pewnością nie dotrwałabym nawet do połowy, a tak, wiedząc czego mam oczekiwać, dotarłam nawet do samego końca i to w całkiem niezłym tempie. Nie przeczę, że historię Greya czyta się szybko, bo akcja mimo wszystko jest dynamiczna, ale, cholera, ta książka jest tak kiepsko napisana (i przetłumaczona przy okazji też, jak na moje oko), że w pewnych momentach mnie skręcało. Po pierwsze Ana - o ile ciekawsza mogłaby być narracja prowadzona z perspektywy Christiana... A tak musimy borykać się z rozdwojoną jaźnią naiwnej Anastasii Steele, która non stop gada ze swoją krytyczną podświadomością, która tupie małą nóżką albo krzywo patrzy zza okularów albo słuchamy jak jej wewnętrzna bogini tańczy salsę z krokami samby czy czegoś tam jeszcze albo radośnie wymachuje pomponami, gdy Grey leje ją po tyłku. No błagam, serio? I żeby to było raz albo dwa, to bym jakoś to zniosła, ale non stop?! Do tego jej ciągłe przygryzanie wargi, które doprowadzało Christiana do natychmiastowego wzwodu i swędzenie głowy, gdy nadchodziły jakieś kłopoty. Tragedia! Niby czytało się fajnie, szybko i przyjemnie, ale co chwila pojawiały się tego typu zgrzyty, które wszystko psuły. Ana jako postać i narrator jest momentami nie do zniesienia, Grey zresztą też, choć w dużo mniejszym stopniu, minimalnym śmiem stwierdzić (choć jego mała mnie strasznie irytowała). Akurat jego postać mnie zainteresowała najbardziej, a raczej jego przeszłość i to, co uczyniło go tak pokręconym człowiekiem. To mnie zaciekawiło i sprawiło, że chciałam czytać dalej - kropla w morzu beznadziei.  

Źródło

 Pięćdziesiąt twarzy Greya ma wiele mankamentów, których nie da się nie zauważyć. Ma wiele momentów, w których parska się śmiechem, bo czytany fragment jest tak niedorzeczny, że nie mieści się nam to w głowie. Są też momenty, które przyprawiają o gęsią skórkę i wywołują niesmak na twarzy.  Nie jest to dzieło literackie i nigdy nie będzie, gdyż to bardzo słabo napisana książka. Ciężko mi zrozumieć jej fenomen i nagły skok popularności. Niemniej jednak przeczytałam ją w całości, a to już o czymś świadczy, bo jeśli książka naprawdę mi się nie podoba i mnie męczy, a wręcz torturuje, za Chiny Ludowe jej nie skończę. A Pięćdziesiąt twarzy Greya skończyłam i przyznaję, że momentami moja wewnętrzna bogini była ubawiona po pachy (teraz moja podświadomość gani mnie, że mówię coś dobrego na temat tego tytułu!). Był to bardzo niski typ rozrywki, pierwotny, a wręcz prostacki, ale jednak. Porównałabym to do oglądania głupkowatych parodii filmowych - wiemy, że są głupie i żałosne, ale i tak się śmiejemy. Cóż. Wkrótce zabieram się za kolejną część, zobaczymy, czy wewnętrzna bogini będzie mnie dręczyć ponownie ;)

PS. Co do ekranizacji? Oni naprawdę chcą to nakręcić? Przecież to będzie porno, li i jedynie! 

23 komentarze:

  1. Nie mam tej książki w planach, bo wydaje mi się ona po prostu głupia. Po tych wszystkich recenzjach, które czytałam, nic mnie nie przekona do przeczytania książek E.L. James. :) W weekend byłam u kuzynki i jaki był mój szok, gdy zobaczyłam na jej półce te książki. Ona, która nigdy nie czytała nic poza lekturami, skompletowała sobie wszystkie trzy tomy. Zdziwiło mnie to, nie ukrywam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówi się, że lepiej czytać cokolwiek niż nic, ale nie wiem, czy w przypadku Greya się to liczy ;P

      Usuń
  2. Ja, mimo wszystko, chcę zapoznać się z tą trylogią. Chociażby po to, aby móc wyrobić własną opinię na jej temat, a nie sugerować się recenzjami innych osób. Nie mam nic przeciwko literaturze erotycznej, dlatego zostawię sobie Grey'a na czas wakacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był jeden z argumentów, który przekonał mnie to tego, by jednak poznać się z twórczością pani James - mierziło mnie myślenie i mówienie o jej książkach w kontekście "bo ktoś powiedział..." ;)

      Usuń
  3. Świetna recenzja! Genialnie poprawia humor w taki ponury dzień :) A co do oceny książki to zgadzam się z Tobą - napisana fatalnie, ale wciąga. Mnie Grey zaciekawił na tyle, że przeczytałam całą trylogię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja akurat nie skończyłam, to prawda kiepska jest, ale jednak fonomen jakby nie patrzeć...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie byłam w stanie tego czytać...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam, ale nie doczytałam do końca :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj tak, ta książka to istna masakra w spódnicy i z pejczem. Żałuję, że zabrałam się za czytanie pierwszej części, bo po niej wręcz musiałam sprawdzić czy kolejna jest samo beznadziejna. A że dwójkę czytałam już po angielsku to aż się zdziwiłam! Wygląda na to, że polskie tłumaczenie psuje prawie wszystko. Nie licząc tego, co wyprawia Ana i jej podświadomość. Z drugiej strony naprawdę ciężko przetłumaczyć tę powieść i współczuje osobie, która się tego podjęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też muszę dorwać oryginalną wersję, bo słyszałam, że dużo lepsza niż oryginał - w sumie podobnie było ze Zmierzchem, który stracił na tłumaczeniu, niestety...

      Usuń
  8. Właśnie kończę czytać tę nieszczęsną książkę i Twoja recenzja zawarła wszystko to, co o niej myślę. O seksie naprawdę da się pisać w przystępny sposób, rozpalając przy tym zmysły. "Pięćdziesiąt twarzy Greya" to natomiast zwykła grafomania, niektóre filmy pornograficzne posiadają lepszą fabułę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja przeczytałam wszystkie trzy i pierwsza mi się nawet podobała. Oczywiście starałam się przymykać oczy na wszelkie niedociągnięcia i głupoty, ale generalnie ubawiłam się. Z drugą było już gorzej, a trzecia to moim zdaniem masakra. Nie mogłam już udawać ślepoty, prawie cały czas zgrzytałam zębami z irytacji, ale mimo tego jakoś ją przeczytałam. Tłumaczenie tych książek jest okropne... Mam wrażenie, że tłumaczenie odbyło się na kolanie, byle szybko i byle jak, bo w końcu trzeba było je szybko wydać i sprzedać... W końcu tłumy fanek czekały:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tej pozycji mówię nie i nic mnie do niej nie przekona.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hehehe nigdy w życiu jej nie przeczytam. :D Chyba, że ktoś mi zapłaci... Chociaż.. o.O

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla tej książki mam tylko jedno wielkie NIE. :> Film? Zwariowali.. no ale są ludzie, którzy chcą to oglądać.. Czego się nie zrobi dla kasy;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla kasy pisze się szmirowate książki ;)

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja przeczytałam wszystkie trzy będąc zaciekawiona jej fenomenem. Według mnie główna bohaterka sama powinna chodzić do psychologa, a nie Grey ale spoko. Pierwsza i druga część są jeszcze spoko, ale trzecia ? Robiona na siłę przez co cała trylogia robi się bezsensowna. Ale ogólnie to plus bo się pośmiałam z przygryzania warg, achów, ochów i jęków bohaterów :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja przeczytałam (i zrecenzowałam) tylko pierwsza część, ale w 100% zgadzam się z Twoja recenzją. Moja wewnętrzna bogini nie fikała żadnych koziołków podczas lektury tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Słabe to strasznie i owszem - można się tylko śmiać, nic innego nie pozostaje ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Przez pierwszą brnęłam bez oporów w dwa wieczory. Tak... Drugiej nie przeczytałam do tej pory mimo, że zaczęłam pewnie w styczniu. To trochę tak jakby porównać pełnometrażowy film i film porno. Książka i Grey. Książkę czytamy dla pewnej wartości literackiej, dla fabuły. Film porno oglądamy z zupełnie innych przyczyn. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Hahaha, dobre podsumowanie! Mnie nigdy nie ciągnęło do tej książki i z każdą kolejną recenzją przekonuje się, że dobrze zrobiłam, nie czytając jej. I niech tak pozostanie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Szukam i szukam recenzji, która by mnie zadowoliła.. Ale nie ma. Podejrzewam, że książka jest światowym bestsellerem ponieważ spodobała sie szarej masie a nie dlatego, że wnosi cos do literatury jako takiej. Nie zapominajmy o etymologii słowa bestseller. Książka zyskuje to miano ze względu na popyt a nie na wartość formy i treści. Zgadzam sie z Panią co do tłumaczenia. Jest bowiem sporo zgrzytów językowych. Trudno.
    Ale jeśli zabieramy się za taką książkę, która została napisana dla rozrywki kur domowych z usmarkanymi berbeciami w wózkach to nie oczekujmy, że będzie to literatura wysokich lotów. Zarzutów do tej pozycji jest sporo ale myślę, że dlatego bo o seksie nie da sie pisać pięknie. Bo seks jest brzydki, instynktowny i w samym akcie nie ma nic romantycznego i kulturalnego. I wszyscy - prostacy i ci po studiach i biedni i bogaci- robią to według tego samego schematu. Inaczej się nie da. Nie twierdzę, że ta książka to odkrycie roku ale mimo jej prostactwa, miałkiej tematyki i mankamentów językowych czyta się ją fajnie i z uśmiechem. Coś w niej jest. Fajna rozrywka poprostu. Podoba mi sie pomysł na narrację Graya. Fajna myśl. No cóż. Takie czasy nas zastały. Wszechobecna i bezwstydna popkultura która chce bawić miliony prostaków poruszając struny tanich emocji. Szkoda, że musimy to od siebie odsuwać zamiast przyznać, że w tym żyjemy. Bla.. Bla..

    OdpowiedzUsuń