Jeden dzień - David Nicholls

Autor: David Nicholls
Tytuł: Jeden dzień
Tytuł oryginału: One Day
Wydawnictwo: Świat Książki, 2011
Liczba stron: 446
Oprawa: miękka ze skrzydełkami



Kolejny raz w moje ręce trafia książka, która swego czasu porywała tłumy. Kilka miesięcy, podczas których Jeden dzień robił niesamowitą furorę, będąc czytanym przez rzesze zachwyconych czytelniczek. A ja? A ja po raz kolejny spóźniłam się na statek, który zmiotła fala zafascynowania dziełem Davida Nichollsa. Niczym samotny rozbitek przeczekałam tsunami i sięgnęłam po Jeden dzień, gdy ucichł szum ochów i achów płynących z ust tych, którzy przeczytali. I teraz mam ochotę spytać, skąd te zachwyty? Te wylane łzy i entuzjastyczne słowa? Błyskotliwa, wspaniała, WIELKA! Czyżby?


Historia opisana w książce Nichollsa wydaje się wszystkim mniej lub bardziej znana, czy to z wersji papierowej właśnie, czy też z ekranizacji pod tym samym tytułem (którą tak by the way mam zamiar wkrótce obejrzeć). Em i Dex. Dex i Em. Dwadzieścia lat ich wspólnego, choć często zupełnie osobnego życia, opisane za pomocą jednego dnia - 15 lipca, dnia św. Swithina. Wielka przyjaźń przeradzająca się w coś głębszego, mimo upływu lat, podejmowania ciężkich decyzji, walki z błędnymi wyborami i wiecznej tęsknoty za kimś, kogo już nie ma. Historia niewątpliwie poruszająca, bo dlaczego by nie? Nie porusza Was idea niespełnionej przez wiele lat miłości, która wreszcie ma szansę na spełnienie? Mnie osobiście porusza, szczególnie, że nie wszyscy bohaterowie potrafią wykorzystywać szanse, które daje im los. Mimo tego, że daje im je wielokrotnie.

Na początku swojego tekstu zastanawiałam się skąd te wszystkie euforyczne zachwyty, z którymi spotykałam się przez długi czas tryumfowania Jednego dnia na szczytach list książek, które chce się przeczytać i które warto przeczytać. Bo faktycznie nie mam pojęcia skąd się wzięły. Ale zacznę od początku. Jeden dzień to historia piękna i poruszająca, napisana w oryginalny sposób - 20 lat opisane jednym dniem - co już na samym wstępie czyni ją wartą przeczytania, chociażby z ciekawości. Fabuła jest interesująca i mimo że jest to banał, to tak w istocie jest. Rzadko kiedy zdarza mi się książka, która mnie do siebie przywiązuje, że non stop o niej myślę, że jak najszybciej chcę skończyć to, co akurat robię, by wreszcie móc zacząć czytać, a gdy ma ku temu szansę, jestem z bohaterami całą sobą. Lubię takie historie. Bardzo. A jeśli już do bohaterów dotarłam, to tutaj również muszę postawić plus. Za świetnie wykreowane charaktery, za cięty dowcip i ujmującą więź pomiędzy Emmą a Dexterem. Ale wciąż nie wiem, skąd te zachwyty. Wiecie dlaczego tak się czepiam? Bo liczyłam na to, że się poryczę! Naprawdę, myślałam, że to tego typu historia, która zostawi mnie z zasmarkanymi chusteczkami i kacem po lekturze. A tu nic. Owszem, szok był, ale gdzie tam wzruszenie. To bardziej chciało mi się ryczeć podczas oglądania dwuminutowego zwiastunu, więc pewnie skończy się na tym, że będę płakać jak bóbr na filmie. Przy książce sobie nie popłakałam i to mnie trochę rozczarowało. Serio. Poza tym jest naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Więcej takich historii, tylko błagam, dorzucie większy ładunek emocjonalny, żebym mogła poczuć coś intensywniejszego. Ci, którzy nie czytali, niech przeczytają, jestem ciekawa opinii innych czytelników, którzy przeczekali, świadomie lub nie, falę popularności powieści Davida Nichollsa.
  


14 komentarzy:

  1. Jak dla mnie to ta książka była dobra, ale nic po za tym. Świetny pomysł na opowiedzenie historii i charakterystyka postaci były dla mnie największymi jej atutami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna jest ta druga okładka, a książka mnie kusi

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam tą książkę, jest piękna, a film należy do moich ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka dobra, ale przereklamowana. Może na jej popularność miał wpływ film na jej podstawie. I choć to rzadko się zdarza film mi się w tym przypadku bardziej spodobał.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznaję, że chciałabym przeczytać, ale nie spieszy mi się z tym - gdy będę miała okazję, na pewno z niej skorzystam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zakończyłam na pierwszym rozdziale, który normalnie sprawiał mi niemal fizyczny ból podczas czytania. Boże, jaka tandeta, ta książka. Nie znoszę romansów, a tu wpakowałam się w love-story przez multum zachwytów na okładce. Książka do pozbycia się jak najszybciej, bo tylko mnie denerwuje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tej książki nie czytałam, ale wysłuchałam audiobooka i kiedy skończył się epilog to szczerze? Nie tyle co płakałam, ale było mi smutno, że już po wszystkim. Wtedy właśnie sobie obiecałam, że to moja pierwsza i ostatnia książka tego autora, nie wiem dlaczego.
    Gdzie był ten szum? Chyba przeszedł obok mnie, bo ja książkę kojarzę jedynie przez film, którego do tej pory nie obejrzałam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak mi wpadnie w ręce to może przeczytam, ale jakoś nie za specjalnie mam ochotę...

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie obejrzałam film - świetny... A książkę także z chęcią przeczytam, nawet jeśli przy zakończeniu nie będę zalewać się łzami. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Opisałam tę książkę na swoim starym blogu ponad rok temu. Po tym czasie już niewiele z niej pamiętam, ale wiem jedno: brakowało tam "iskry". Do tej pory nadal nie obejrzałam ekranizacji, ale będę musiała to nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie film nieco zawiódł, nie był nawet w połowie tak dobry, jak książka. Owszem, ładnie zrobiony, ale aktorsko średni i mocno spłycający samą historię. Ale może Ty akurat będziesz w gronie tych, którzy mają odwrotnie niż ja, skoro książka Cię nie zachwyciła :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja widziałam i film i słuchałam audiobooka. Film był ok, książka lepsza, ale nie nazwałabym jej arcydziełem gatunku romansów. Przyjmnie się jej słuchało i wspominam ją miło, ale na pewno czytałam lepsze historie miłosne. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Brak wzruszeń? Hmm... muszę się o tym przekonać, bo ja to jestem bardzo skłonna do wypłakiwania sobie oczu na książkach ;). Jestem zainteresowana zarówno powieścią, jak i filmem.

    OdpowiedzUsuń