Pierwsze światła poranka - Fabio Volo

Autor: Fabio Volo
Tytuł: Pierwsze światła poranka
Tytuł oryginału: Le prime luci del mattino 
Wydawnictwo: MUZA SA, 2013
Liczba stron: 208
Oprawa: miękka ze skrzydełkami



Z twórczością Fabio Volo, bardzo cenionego włoskiego pisarza współczesnego, miałam okazję spotkać się przy okazji jego ostatniej książki wydanej nakładem Wydawnictwa MUZA SA pod tytułem Jeszcze jeden dzień. Tamta publikacja zaczarowała mnie już od samego początku, czyli od okładki, która miała (i ma nadal) w sobie jakiś nieodparty urok (choć niektórym wydawała się tandetna). Na treść również nie mogłam narzekać, wręcz przeciwnie wychwalałam ją wtedy pod niebiosa. Dlatego z taką radością i entuzjazmem przywitałam kolejne dzieło, które wyszło spod pióra Volo - byłam niemal pewna, że się nie zawiodę, po takim debiucie, który miałam okazję poznać. Tym większe było moje rozczarowanie, gdy sięgnęłam po najnowszy tytuł autorstwa włoskiego pisarza, czyli Pierwsze światła poranka.

Fabuła jest bardzo schematyczna. Jest sobie mąż i jest sobie żona. Oboje harują, poświęcając się swojej karierze. Nie cieszą się sobą ani wspólnymi dniami, więc w końcu nadchodzi ten dzień i to pytanie: gdzie zmierza moje życie? czy ja go w ogóle kocham? Pewnie nie, bo jak można kochać mężczyznę, który nie poświęca nam ani chwili uwagi, który nie ma nawet odrobiny czasu na rozmowy, jest wiecznie zmęczony i w gruncie rzeczy nudny. Czas najwyższy znaleźć sobie kochanka, który nas doceni, powie, że jesteśmy piękne, a do tego wprowadzi nas na nowo w meandry łóżkowych rozkoszy i będzie świetnie dopóki w tę sielankę nie wkradną się nam prawdziwe uczucia i związek na poważnie. Tak mniej więcej wygląda życie Eleny, Paolo i tego trzeciego. Schematycznie, nieprawdaż?

Tak, jestem zawiedziona tym, co reprezentuje sobą najnowsza książka Fabio Volo. Nie spodziewałam się, że ten autor, który stworzył taką fantastyczną historię pisząc Jeszcze jeden dzień potrafi napisać coś tak oklepanego, schematycznego i płytkiego. Nie dzieje się tutaj nic, czego byśmy się nie spodziewali - wszak konsekwencje każdego romansu można przewidzieć, tak samo jak jego genezę. W tym przypadku zamiast zdradzającego faceta mamy zdradzającą kobitkę, ale wszystko dzieje się dokładnie tak samo. Mąż jest ble, a kochanek fantastyczny, dając nam wszystko to, czego mąż nie może dać. Do czasu. Szczerze powiedziawszy nie potrafię znaleźć w tej książce niczego, co ratowałoby ją jako tako. Może fakt, że czytało się ją szybko i powiedzmy, że przyjemnie (jeśli zbytnio nie skupialiśmy się nad jej istotną wartością). Taka lekka lektura na ciepły dzień. O bohaterach wiemy niewiele, prócz tego, co tu i teraz, są strasznie płytcy i bezbarwni, nijacy. Zawiodłam się na tym tytule, szczególnie, że mam świadomość tego, że Volo potrafi pisać lepiej i że potrafi stworzyć naprawdę interesującą i wciągającą historię o współczesnych problemach emocjonalnych i związkowych. Tutaj jednak nie popisał się swoimi umiejętnościami. A szkoda, naprawdę szkoda.  
 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MUZA SA 

12 komentarzy:

  1. Nie mam w prawdzie porównania z "Jeszcze jednym dniem", jednak mimo mimo paru wad, najnowsza książka Fabio Volo przypadła do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że nie jestem osamotniona w odczuciach co do tej książki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie także rozczarowała ta książka. Nudna i bezbarwna, szkoda na nią czasu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadam się z Twoim zdaniem. Nie spodziewałam się po tej powieści niczego nadzwyczajnego, a i tak otrzymałam twór, który nijak się ma do fenomenu poprzedniej publikacji Fabio Volo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak pewnie wiesz, byłam fanką "Jeszcze jednego dnia" zaczęłam czytać "Pierwsze światła poranka" ale wrażenia miałam prawie takie same jak Ty, więc chwilowo porzuciłam. Zmartwiłaś mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Naczytałam się wiele opinii na temat tej książki i choć były to same pozytywy, zaczynam mieć dość, że po raz enty widzę recenzje "Pierwszego...". I najwyższy czas albo ją kupić i samej przeczytać, albo zapomnieć. Po Twojej recenzji skłaniam się raczej ku temu drugiemu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydaje mi się, że raczej jej nie przeczytam..

    OdpowiedzUsuń
  8. Kamilko, pospamuję Ci trochę, bo ostatnio u mnie nie byłaś - zapraszam do zabawy 55 :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytam już którąś z kolei niezbyt pochlebną recenzję tej książki i chyba sobie ją na razie odpuszczę, bo mam ciekawsze pozycje w planach, chociażby poprzednia wspomniana przez Ciebie, "Jeszcze jeden dzień". Swoją drogą zadziwiające, że jeden człowiek potrafi napisać tak różne powieści, nad jedną czytelnicy się rozpływają, drugą krytykują...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ech... Kolejna mało pozytywna recenzja, a mnie się jej coraz bardziej odechciewa... Po udanym "Jeszcze jeden dzień" liczyłam a coś lepszego szczerze mówiąc.

    OdpowiedzUsuń
  11. przeczytam w takim razie Jeszcze jeden dzień, a ten tytuł sobie podaruję :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Też nie mam porównania, jednak i tak nie planowałam sięgnąć po tą książkę ;)

    OdpowiedzUsuń