Urojenie - Janusz Koryl

W sylwestrową noc, na jednym z rzeszowskich komisariatów pojawia się on. Mężczyzna w popielatym płaszczu, szarym kapeluszu, o zimnym spojrzeniu. Gdyby nie zakrwawiony nóż kuchenny w jego dłoni, mógłby wydawać się zwykłym, niewyróżniającym się mieszkańcem, jakich wielu. Ale on jest kimś więcej, niż szaraczkiem z Rzeszowa. Wszak dokonał morderstwa, tym oto kuchennym nożem, który dzierży ze sobą, jako dowód zbrodni. Bo Tadeusz Olczak właśnie po to przyszedł na komendę przy ulicy Jagiellońskiej - by przyznać się do zabójstwa, którego dopuścił się chwilę temu...

Prawda, że niesamowita sytuacja? Potem jest już tylko lepiej, bo Tadeusz Olczak mimo chęci przyznania się do winy, znika z komisariatu i staje się nieuchwytnym podejrzanym. Tak, aresztowany zniknął z celi. Wyparował jak kamfora i śladu po nim żadnego. No, prawie. Bo ślad jakiś został i stał się on prawdziwą obsesją rzeszowskiego policjanta, Mateusza Garlickiego. Więcej Wam zdradzać nie będę, bo i tak zdradziłam zbyt dużo. Powiem tylko tyle - ta historia jest naprawdę pokręcona!

Wracając jednak do sedna, czyli do oceniania Urojenia, które miałam okazję przeczytać, a o które było moim pierwszym spotkaniem z Januszem Korylem (dlaczego, ja się pytam?!), to chciałabym zacząć od tego, że raczej rzadko sięgam po kryminały, thrillery czy powieści sensacyjnie, które wychodzą spod pióra polskich autorów. Ogólnie rzecz biorąc, niewiele czytam polskich autorów. O recenzjach nie wspominając, bo szczególnie z tymi negatywnymi różnie bywa i bywało. Ale ja nie o tym... Urojenie wszak recenzujemy, a nie tam, dyrdymały. No więc raczej rzadko sięgam po polskich autorów, bo jakoś tak mi z nimi nie po drodze. Choć nie zawsze. Ale po Koryla sięgnęłam, oj, i nie żałuję, nie żałuję.

Początkowo miałam wątpliwości, jak przy każdej książce polskiego autora. Co z tego będzie? Znowu jakiś gniot się trafi? I jak ja przez to przebrnę? Takie to myśli kołatały mi się po głowie, kiedy przelatywałam wzrokiem pierwsze strony. Ale z każdą kolejną myśli te ulatywały w nicość i w zamian pojawiały się inne pytania. Jak to się skończy? O co chodzi z tym Olczakiem? Bo emocji to pan Janusz nam nie skąpi. Napięcia też nie, oj nie. Trudno by było nie wkręcić się w tę historię, choć miałam jeden moment zwątpienia, który w gruncie rzeczy wpłynął też odrobinę na moją ocenę. Jaki to moment Wam powiedzieć nie mogę, bo zdradzę bardzo istotny element fabuły. Powiem tylko tyle, że wydał mi się trochę zbyt mało prawdopodobny. Ale tylko ciut! Za to główny bohater nadrabia - polubiłam tego Garlickiego.

Niemniej jednak Urojenie miażdży, szczególnie swoim zakończeniem. Nie spodziewałam się TAKIEGO zakończenia, naprawdę! W najśmielszych snach nie poprowadziłabym fabuły w TAKIM kierunku. Urojenie kończyłam czytać w autobusie i szczerze powiedziawszy jestem ciekawa, co pomyśleli sobie ludzie widząc dziewczynę z rozdziawioną gębą, z łzami w oczach, która pochyla się nad książką z niesamowitą okładką, która przyciąga wzrok. Bo przyciąga, nieprawdaż?

Panie Januszu, czapki z głów - żeby to wszyscy polscy autorzy powieści sensacyjnych i kryminalnych pisali z taką finezją jak Pan! ;)

Moja ocena: 8,5/10
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Secretum oraz Wydawnictwa Dreams 

14 komentarzy:

  1. Uwielbiam kiedy książka "miażdży" zakończeniem i autor funduje mi 'coś" na co nie jestem przygotowana. Lubię zamknąć książkę i jeszcze przez kilka minut siedzieć z rozdziawiona gębą zanim minie pierwszy szok. Choć książka nie jest w moim guście przeczytam dla samego efektu zakończenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazwyczaj też nie czytuję książek polskich autorów, ale swoją recenzją zachęciłaś mnie... Ponadto sam tytuł i okładka już intryguje. Także teraz będę musiała jak najszybciej dostać w swoje ręce tą książkę! ;]
    ***
    www.zaslodkakawa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Dużo dobrego o niej słyszałam także kiedyś na pewno przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ej, rzadko to piszę, bo uważam za skrajny idiotyzm deklarowanie, że NA PEWNO PRZECZYTAM, choćby się tyłek miał podpalić, itede, itepe, ALE:

    okazuje się, że można napisać intrygującą recenzję i zachęcić czytelnika do przeczytania :DDD Dzięki, Kamyku, kłaniam się do nóżek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo chciałabym ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm, co za pozytywna recenzja! Też nie jestem przekonana do polskich kryminałów, ale za każdym razem, kiedy się przełamuję, to potem nie żałuję. Dlatego może skuszę się na "Urojenie" :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kupować nie będę, ale jak gdzieś dorwę to przeczytam z przyjemnością :D (miejmy taką nadzieję :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawa recenzja, książkę muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna recenzja. Oj muszę ją przeczytać. Ciekawe co ja bym pomyślała widząc dziewczynę w takim stanie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawa recenzja, szczerze mówiąc nie miałam ochoty czytać tej książki, ale może jednak....Dołączam do obserwujących, bo naprawdę interesująco piszesz :)

    http://unusual-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Sama szybko nie połknę kolejnej pozycji tego autora. Odbija mi się do dziś. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też rzadko czytam polskich autorów kryminałów. Ale ta książka zapowiada się ciekawie. :) I recenzja bardzo zachęcająca. Te nieprawdopodobne zwroty akcji trochę przypominają mi "Ymar" Magdaleny Kałużyńskiej --> http://literaturomania.blogspot.com/2011/08/koszmarne-ramy-czyli-ymar-magdaleny.html

    OdpowiedzUsuń