W pierścieniu ognia - Suzanne Collins

Autor: Suzanne Collins
Tytuł: W pierścieniu ognia
Tytuł oryginału: Catching Fire
Seria: Igrzyska Śmierci, t. II
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 360
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Trylogię Suzanne Collins od pewnego czasu znają i kojarzą wszyscy – czy to ze słuchu, z kina czy z przyjemności, bądź i nieprzyjemności czytania wersji papierowej. Osobiście nie popłynęłam na pierwszej fali popularności, którą wywołało pojawienie się Igrzysk Śmierci na rynku. Przeczekałam aż tsunami przejdzie i na spokojnych wodach nieoczekiwań wzięłam się do lektury. Prawda jest jednak taka, że mimo pływania na niewzburzonych i bezpiecznych wodach, i tak bezpowrotnie utonęłam. Wychodzi więc na to, że „słynne” Igrzyska… za mną, wersja kinowa również (która mnie zawiodła, prawdę powiedziawszy), a teraz czas na kontynuację, czyli W pierścieniu ognia, która to sprawiła, że spłonęłam, tak jak utonęłam podczas czytania pierwszego tomu.

Kończąc Igrzyska… postanowiłam sobie trochę odetchnąć od książek Collins, szczególnie, że wisi nade mną widmo zaległości recenzyjnych i praca licencjacka do napisania. Wyszło więc na to, że przyjemności pójdą w odstawkę. Ale poległam z kretesem, a wszystko za sprawą drugiego tomu trylogii, który wołał mnie z półki cichym głosikiem Przeczytaj mnie Kamyku! Do tego wszystkiego dołożył się jeszcze Mój Luby, który mnie poganiał, gdyż sam jest ciekawy dalszych losów Katniss i Peety, a ja uparcie trzymałam się tego, że nie pozwolę mu dowiedzieć się tego wszystkiego przede mną. Oboje czekaliśmy cierpliwie, aż wreszcie przyjdzie czas na W pierścieniu ognia. Codziennie spoglądałam na grzbiety trylogii i w końcu się poddałam. W duchu wykrzyknęłam, że mam w nosie (przynajmniej na chwilę!) zobowiązania, muszę wiedzieć, co dalej dzieje się z bohaterami powieści Suzanne Collins. No i przeczytałam!



O treści wyjątkowo Wam słówka nie pisnę, by nie zdradzić tym, co jeszcze nie czytali, czegoś istotnego, co by Wam zniszczyło przyjemność czytania. Żadnych spojlerów moi drodzy. Pozostawię Was w całkowitej niepewności i powiem tylko jedno: czytajcie! A czemu? Bo warto! Autorce udało się utrzymać drugi tom trylogii na poziomie, który pozostawiły po sobie Igrzyska Śmierci. A bo nam, czytelnikom, zawsze się wydaje, że jak będzie druga część, to pewnie będzie gorsza, bo niby czemu ma być lepsza. A tu niespodzianka, bo, mimo że poprzeczka była wysoko, to Collins udało się ją capnąć, a nawet i przeskoczyć.

Czytam sobie W pierścieniu ognia i czytam, i myślę sobie, że ta Collins to już mnie niczym nie zaskoczy. Przecież napisała takie świetne Igrzyska…, które obfitowały w akcję, ociekały krwią i ciągłym napięciem, które trzyma w niepewności za gardziel aż do ostatniej strony, więc co może zrobić teraz? Ach, zrobiła wiele. Zwrotów akcji tutaj nie brakuje – szczerze, nie spodziewałam się TAKIEGO obrotu sprawy, naprawdę. Biorąc drugi tom spodziewałam się, że będzie on opowiadał o losach bohaterów po Igrzyskach, o zalążkach buntu w Panem, którego symbolem stała się Katniss, aż w końcu przejdziemy do samych obrazów powstań w poszczególnych dystryktach. I owszem, do pewnego stopnia tak jest, ale później wszystkie moje przewidywania legły w gruzach, gały wylazły mi z orbit i pomyślałam sobie tylko jedno: o kurde! (do tej sytuacji idealnie pasuje obrazek krążący po sieci, o ten właśnie) >

Ta moja dzisiejsza recenzja pewnie wygląda jak peany na cześć Suzanne Collins i jej fantastycznej trylogii Igrzyska Śmierci. Ale cóż poradzę na to, że to już drugi tom, który porwał mnie bez reszty i nie potrafiłam oderwać się od lektury. Fakt, to młodzieżówka, która może nie powalać ambitnym pomysłem. Mnie przez moment zaczął denerwować ten oklepany motyw miłosnego trójkąta Peeta-Katniss-Gale. No błagam, pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to Zmierzch, a to nienajlepsze skojarzenie, mimo wszelakiej sympatii, którą żywię do sagi Meyer. Poza tym Katniss zaczęła mnie trochę irytować, tym swoim nachalnym zmuszaniem się do poświęcenia wobec Peety.

Ale, ale, w ogólnym rozrachunku wciąż jestem zachwycona. Bo nie brakowało tutaj emocji, zaskakujących zwrotów akcji, tego czegoś, co sprawia, że chce się czytać książkę w każdej możliwej wolnej i zajętej chwili. Teraz, po przeczytaniu W pierścieniu ognia jestem ciekawa ile wytrzymam bez sięgania po Kosogłosa. Może warto byłoby odłożyć to trochę w czasie i przedłużyć sobie przyjemność, wszak to już ostatni tom trylogii, a potem pozostanie już tylko tęsknota i smutek, że to już koniec. Jednakże póki co, nie pozostaje mi nic innego, jak przekazać W pierścieniu ognia memu Ukochanemu, a Wam z całego serca polecić zarówno Igrzyska Śmierci, jak i tom kolejny.

Moja ocena: 9,5/1

21 komentarzy:

  1. Ogólnie, cała trylogia mi się podobała, ale jednak część pierwsza wydaje mi się najlepsza. Choć druga też nie była zła, najsłabiej wypadła trzecia. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam i bardzo miło ją wspominam. Moim zdaniem dużo lepsza od pierwszej części, a w porównaniu do ostatniego tomu ten jest po prostu nieziemski. Wychodzi na to, że druga część jest najlepsza, choć muszę przyznać, że cała trylogia zalicza się do moich ulubionych! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie mam pierwsza za sobą ale już nie mogę się doczekać kiedy dorwę kolejne !

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam tą trylogię^^ Przyznam, że nie irytował mnie zbytnio trójkąt miłosny, a żadnych skojarzeń ze "Zmierzchem" na szczęście nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Koniecznie muszę przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. chcę, chcę, chcę to przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. całą trylogię z całą pewnością przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Twoja opinia zupełnie mnie nie dziwi - W pierścieniu ognia jest szokujące, zachwycające, no i przerażające... Ale moja Droga... Kosogłos i tak najlepszy <3

    OdpowiedzUsuń
  9. "W pierścieniu ognia" przede mną i już nie mogę się doczekać, aż przeskoczę kolejne trzy książki i wreszcie zakończę tę trylogię z uśmiechem na ustach. Dlaczego wreszcie? Bo nie mogę się doczekać zakończenia, które jak każdy zaznacza - jest niespodziewane.
    Pozdrawiam, Donna

    OdpowiedzUsuń
  10. Cała trylogia czeka na półce, a ja jakoś nie mogę się do niej zabrać. Na prawdę fatalnie się z tym czuje, ponieważ recenzje poszczególnych tomów tylko zachęcają do tego aby ją stamtąd ściągnąć :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam przeogromną ochotę na całą trylogię. Poluję na nią od dłuższego czasu - na razie z marnym skutkiem, ale mam nadzieję, że w końcu osiągnę swój cel, bo widzę, że zdecydowanie warto!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem w połowie pierwszej części i jak na razie bardzo mi się podoba :) Zapraszam do siebie: http://kraina-ksiazek-stelli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. I część bardzo zachwalana była, a o 2 mniej się słyszy. Dobrze wiedzieć, że jednak na jednaj fenomen serii się nie kończy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Moją ulubioną częścią stała się 2 :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Cała trylogia jeszcze przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem chyba jedyna w śród blogerów, ponieważ uważam że ta część była najgorszą i nie utrzymała się na wysokim poziomie. Ale dobrze, że każdy ma swoje zdanie:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem na siebie zła, bo nie wiem jak długo jeszcze będę odkładała przeczytanie tej trylogii. Obrazek od razu skojarzył mi się z "Darami Anioła", bo tak właśnie się dzieje, kiedy je czytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. A gdzie ocena KOSOGŁOSA?????????????!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw trzeba coś przeczytać, żeby móc to ocenić, a Kosogłos wciąż przede mną ;)

      Usuń