Zajazd - Sebastian Kossak

Autor: Sebastian Kossak
Tytuł: Zajazd
Wydawnictwo: WFW, 2012
Liczba stron: 398
Oprawa: miękka
Młody policjant, Rafał Kollyber, znużony zgiełkiem wielkiego miasta, postanawia objąć posadę komisarza w małej miejscowości pod Częstochową. W Kruszynie ma nadzieję ułożyć sobie wreszcie spokojne życie, wykonując zawód, który lubi. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jego marzenia i nadzieje na sielankowe życie w Kruszynie są jak najbardziej na miejscu – pola, lasy, łąki, niewiele aut i wszechogarniający człowieka spokój. Ale wszystko zmienia się wraz z otrzymaniem od swojego szefa pierwszej sprawy kryminalnej – sprawy, którą wcześniej prowadził zmarły w osobliwych okolicznościach komisarz Smoll.

Kollyber nie potrafi zrozumieć, co osobliwego może być w zawale Smolla, lecz wkrótce, spędzając kilka dni w Kruszynie i zajeździe, który kiedyś był siedzibą rodu Denhoffów, Rafał zaczyna zauważać, że w miasteczku dzieje się coś, czego ludzki umysł nie potrafi logicznie wytłumaczyć. Gasnące samochody i broń, która sama strzela to tylko początek dziwnej sprawy, którą musi rozwikłać Kollyber. Nie można przecież zapomnieć o osobliwym budynku, w którym mieszka komisarz, a który wzbudza w nim zarówno przerażenie, jak i głębokie podniecenie. Nie można również pominąć tajemniczych snów, które zaczęły nawiedzać mieszkańców Kruszyny. Wydaje się, że każdego z nich zaczęły prześladować jakieś duchy przeszłości łaknące zemsty.

Tylko za co się mszczą? Czy historia rodu Denhoffów sięgająca XVII wieku ma z tym coś wspólnego? Historia tragicznej miłości, która teraz ma ogromny wpływ na życie i śmierć mieszkańców Kruszyny… Na ich sny, myśli, zdrowie i niepohamowane pożądanie, które pojawia się, gdy niebo zasnuwa się gęstą ciemnością, a w tle da się słyszeć ciche szepty i świszczący oddech niebezpiecznej kreatury czającej się w cieniu. Czy Kollyber rozwikła zagadkę Kruszyny?


Internet o Sebastianie Kossaku wie niewiele. Prócz recenzowanego przeze mnie „Zajazdu”, na koncie autora znalazła się również książka zatytułowana „Monster”. I tyle wiemy o autorze. Wracając jednak do opinii na temat „Zajazdu” to chyba nie będę owijać w bawełnę i powiem to, co po lekturze książki Kossaka zaległo mi na duszy i umyśle. A czemu? Bo dawno nie czytałam tak męczącej książki, którą miałam ochotę wyrzucić przez okno bądź roztrzaskać o ścianę. Jak dla mnie lektura powinna być czystą przyjemnością, a nie niekończącą się mordęgą, której niewiele brakuje do zalania się rzewnymi łzami. I wcale nie chodzi o to, by czytać tylko lekkie lektury, nie. Te ciężkie też dają przyjemność, ale „Zajazd” pod żadnym względem mi jej nie przyniósł, wręcz przeciwnie.

Zastanawiałam się, cóż takiego męczącego było w tej książce? To, że nic się nie dzieje. Że non stop pojawiają się te same zdarzenia. Bo ile można czytać o tym, że któryś z bohaterów płci brzydkiej podnieca się na widok kobiety w kusej spódniczce i bluzce odkrywającej pępek (swoją drogą, dlaczego wszystkie kobiety były tam tak samo ubrane?)? Ile razy można zagłębiać się w wewnętrzne monologi bohaterów, którzy przeczą sami sobie? Raz z chęcią poddają się temu tajemniczemu podnieceniu, które spływa na nich w nieuzasadnionych momentach, by nagle wyprzeć się swoich pragnień i myśli, wmawiając sobie obrzydzenie. Absurd, który zaserwowała mi ta lektura naprawdę mnie przerósł. Zamrożony trup, gwałt we śnie, duch komunikujący się z ludźmi piosenką Madonny i dupy na nogach (tu cytuję – kobiety, które „składały się” tylko z dolnej partii ciała) – o co chodzi?

Nie potrafię zrozumieć, co autor chciał przekazać czytelnikowi swoją książką. Nie potrafię docenić jego wizji na tę historię, w moim mniemaniu absurdalną. Z wielką ulgą przywitałam ostatnią stronę, która obwieściła mi koniec mojej niekończącej się męczarni. Może wyrażam się zbyt brutalnie i radykalnie, a to, co przeżyłam podczas czytania, nie można ująć łagodniejszymi słowami. Nie wiem, komu mogłabym ją polecić, więc nie polecam wcale.

Moja ocena: 2/10
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Secretum oraz Warszawskiej Firmy Wydawniczej 

Wyobraźcie sobie ducha z XVII wieku, który komunikuje się z ludźmi taką piosenką (bo o tej piosence Madonny pisałam wyżej). Absurd!

30 komentarzy:

  1. Zwiężle i na temat. Może wstawisz gdzieś migający banerek z hasłem "Na makulaturę" :) To już nie bedzie żadnych wątpliwości. Podobała mi się Twoja recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wystawię, bo mimo że mnie książka nie przypadła do gustu, może spodobać się komuś innemu. Nie będę odbierać jej szansy na potencjalnego, zadowolonego czytelnika ;)

      Usuń
  2. Dobrze, że ostrzegłaś przed tą książką - będę wiedziała jakiej książki unikać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz na pewno po nią nie sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm należę do gatunku czytelników masochistów, na których tego typu recenzje działają bardzo zachęcająco, zawsze mnie zastanawia co tak drażniącego było w tekście, że przyprawiło czytelnika o rozstrój nerwowy, tak więc z całą pewnością przeczytam tę książkę, choćby po to żeby zasmakować tę niezliczoną ilość absurdów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja. ;-)
      Chodzi za mną ta książka od kilku dni, od kiedy przeczytałam jej recenzję na innym blogu.

      Usuń
    2. Dobrze, że mimo negatywnych recenzji nie zrażacie się do książki i chcecie spróbować na własnej skórze - wszak nie mamy takich samych gustów i możemy daną pozycję odebrać zupełnie inaczej :) Jestem ciekawa Waszych wrażeń i opinii ;)

      Usuń
  5. Ksiązki będę unikać jak ognia w taim razie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie lubię jak z horroru robi się takie byle co. Bo ani to jakoś specjalnie straszne, ani śmieszne. Nie wiem, raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Świetnie, że mnie o tym poinformowałaś. Następnym razem proszę o kilka słów więcej lub o wstrzymanie się od wypowiedzi - osobiście jestem zwolenniczką wartościowych komentarzy, które wnoszą coś do ewentualnej dyskusji bądź przekonują mnie, że recenzja została przeczytana ;)

      Usuń
  8. Dzięki za tą recenzję - będę trzymać się z daleka od tej książki. Nie znalazłam w niej nic, co mogłoby mnie zainteresować.

    OdpowiedzUsuń
  9. szkoda, bo fajnie się zapowiadało
    jednak nie będę marnować czasu na lekturę, żeby sprawdzić, czy może jednak by mi się spodobała ta książka

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzięki za ostrzeżenie! Chociaż po książkę raczej i tak bym nie sięgnęła, bo boję się samej okładki ;p

    OdpowiedzUsuń
  11. W takim razie i ja będę się jej raczej wystrzegać.

    OdpowiedzUsuń
  12. odpuszczę sobie tą książkę, jest dużo lepszych pozycji ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie w tej książce ujął klimat i historia rodu Denhoffów, w 90% prawdziwa. Książka mogłaby być skrócona o 100 stron i nie straciłaby za wiele. Uważam, że autor dopiero się rozwija, więc trzeba dać mu czas aż rozwinie skrzydła. To i tak dobrze, że w ogóle mamy jakąś nowość w postaci horroru. Zależy co kto lubi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, czas na rozwinięcie skrzydeł można jak najbardziej dać, ale nie mogę w recenzji "Zajazdu" ocenić potencjalnego przyszłego dzieła autora, czy jego chęci na napisanie czegoś lepszego (w moim mniemaniu lepszego, bo pewnie są osoby, chociażby Ty, którym książka się spodobała). Tak to już bywa, są różne gusta i różne opinie, nie wszystkim da się dogodzić :)

      Usuń
  14. Droga Pani, bardzo żałuję, że nie zdołałem swoją powieścią usatysfakcjonować jej. Jako autor "tego" co pani zrecenzowała doceniam to, że zdołała Pani przemęczyć te "400" stronic. Ja bardzo męczyłem się by je stworzyć. Na szczęście (dla siebie) nie uważam pisania za jedyne zajęcie swojego życia i na szczęście nie żyje z pisania. Zapewne Pani wie, że w Polsce nie da się wyżyć z pisania tym najlepszym, a i tym gorszym żyje się z tego tak samo. Pani Recenzja jest bardzo ciekawa i chętnie odpowiedziałbym Pani na pytania związane z tymi zjawiskami, których Pani nie zdołała zrozumieć w Zajeździe. Z pisaniem przeżywam tylko przygodę i chętnie dowiem się o pisaniu więcej od Pani. Proszę tylko wyrazić ochotę.
    Dziękuję awiola za wiarę w we mnie. Poza Tobą we mnie nie wieży nikt;)
    Sebastian Kossak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej rozumiem to, że Pan męczył się nad stworzeniem wyżej recenzowanej książki (choć wciąż zadaję sobie pytanie, czy dla Pana nie powinna to być przyjemność - tworzyć coś swojego?:)) i doceniam to, ale w żaden sposób nie wpływa to na moją ocenę i to, jak odebrałam treść "Zajazdu". Pisząc książki trzeba się liczyć z tym, że nie każdemu czytelnikowi przypadnie ona do gustu - zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony (tutaj ja ;)). I to samo tyczy się chociażby moich recenzji - nie każdemu mogą one przypaść do gustu. Więc myślę, że przede wszystkim to Pan powinien sam w siebie uwierzyć, to dobry krok na dobry początek ;) I mimo wszystko cieszę się, że Pana reakcja była taka, a nie inna - to się ceni :)

      Usuń
    2. Dziękuję, że coś Pani docenia. Ja doceniam znów Pani szczerość. Pani recenzja jest na pewno przemyślana i napisana zgodnie z sumieniem. A dla mnie jest ona cenną! lekcją pisania;). Już wiem (dzięki Pani recenzji) na co powinienem zwracać uwagę przy pisaniu następnej książki jeśli w ogóle będę brał to pod uwagę. Nie "męczyłem" się w dosłowny sposób, gdy pisałem Zajazd, jest tak jaki Pani piszę, sprawiało mi to przyjemność. Kiedy zabierałem się do napisania opowiadania "Krypta" wydawało mi się, że mam już pewien bagaż doświadczeń i spróbuję się z krótką formą. Napisanie tego opowiadania było dla mnie wyzwaniem. Szanuję ludzi, którzy mówią co naprawdę myślą i nie kryją tego. Szanuję więc i Pani recenzję. Ma Pani rację pisząc, że autor musi liczyć się z nawet najgorszym przyjęciem. Tak już jest, gdy piszę się książkę. Łatwo jednak być recenzentem książki niż jej autorem, choćby dlatego, że są różne gusta. Mimo negatywnej recenzji doceniam, że poświęciła Pani swój czas na to, aby przeczytać moją powieść.

      Pozdrawiam Sebastian Kossak

      Usuń
    3. Dorzucę do tej dyskusji swoje "pięć groszy" i pogratuluję Panu postawy.

      Usuń
  15. Za "ż" w wyrazie "wieży" należy mi się pała":)

    Sebastian kossak

    OdpowiedzUsuń
  16. Już sam opis tej książki nie zachęcił mnie do sięgnięcia po nią, a teraz jedynie potwierdziłaś moje obawy... Cóż, ludzką rzeczą jest błądzić, a rzeczą początkujących pisarzy - popełniać takie dzieła. Oby następne były już znacznie lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie mam zamiaru marnować czasu na męczącą książkę. Nie przeczytam.

    A recenzja świetna, czwarty i piąty akapit szczególnie przypadł mi do gustu. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Odpuszczę sobie ją... - na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ojej, dlatego nie lubię recenzować polskich książek. Raz, że nie bardzo się umiem wczuć w ów literaturę, to jeszcze zawsze mam obawę, że każde moje negatywne spostrzeżenie będzie zaraz napiętnowane przez bliskich znajomych autora. Tak miałam w przypadku chociażby powieści Zelman.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również miewam takie obawy, kiedy zabieram się za recenzowanie książek polskich autorów, ale jak widać tutaj obyło się bez publicznego linczu i napiętnowania przez znajomych autora czy też jego samego. Zresztą Pan Kossak miał okazję się tutaj wypowiedzieć kilka komentarzy wyżej i jego reakcji nie można nazwać napiętnowaniem mojej osoby ;) Widać są jeszcze autorzy, którzy potrafią przyjąć do wiadomości, że ich "dziecko" nie będzie się wszystkim podobać, bo nie sposób wszystkim czytelnikom dogodzić - zawsze ktoś będzie niezadowolony ;) A ja mimo tych dziwnych sytuacji z polskimi autorami, o których słyszałam i które śledziłam, będę czytać polskie książki i już. Nie warto skreślać wszystkich, bo zawodzą jednostki.

      Usuń
  20. No to mi wbiłaś klina, bo po recenzji awioli miałam wielką ochotę przeczytać tę książkę. Tak sobie myślę, że mimo wszystko dam jej szansę, jak tylko trafi w moje ręce. Chociażby po to, by skonfrontować swoje odczucia z Twoimi i awioli :)

    OdpowiedzUsuń