Mistyka rozkoszy - Wioletta Ewa Tuchowska

Autor: Wioletta Ewa Tuchowska
Tytuł: Mistyka rozkoszy
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Liczba stron: 260
Oprawa: miękka


Któż nie lubi odczuwać czystej przyjemności wywołującej rozkoszny dreszczyk ogarniający całe ciało? Chyba nie ma takiej osoby, bo przyjemność można czerpać z wielu rzeczy – z każdej, która sprawia nam radość. Muzyka, taniec, czytanie książki czy jazda na rowerze. Albo seks. To z nim możemy powiązać najbardziej odczuwalną rozkosz, którą dać nam może partner, bądź my sami. Ale nie zawsze potrafimy tę przyjemność w sobie rozbudzić. Często gnieździ się gdzieś w głębi nas, przytłoczona przez wstyd, brak zaufania, niechęć czy złe doświadczenia. Negatywna energia, która wkradła się do naszego ciała i umysłu wydaje się blokować energię seksualną, która rwie się, by się wreszcie uwolnić. Jak pozbawić się kajdan, które więżą rozkosz? O tym w poradniku Wioletty Ewy Tuchowskiej Mistyka rozkoszy.


 Mistyka rozkoszy to poradnik nie tylko dla par, ale również dla osób wolnych – wszak każdy może pozwolić sobie na chwile zadowolenia. Dzięki książce Wioletty Ewy Tuchowskiej, dowiemy się, jak te chwile zainicjować i jak pogłębić rozkosz. Znajdziemy również informacje, jak zachować młodość, witalność i jak stworzyć szczęśliwy związek partnerski dzięki Tantrze i Tao Miłości. Wydobędziemy z niej zarówno informacje teoretyczne, czyli czego dotyczą Nauki o Miłości, skąd się wywodzą, jak manipulować swoją wewnętrzną energią skumulowaną w czakramach i gdzie znaleźć wrażliwe na pieszczoty miejsca; jak i te praktyczne – ćwiczenia oddechowe, ćwiczenia na oczyszczanie energii oraz ćwiczenia, które pomogą Wam pogłębić rozkosz. Zadania te wymagają od partnerów zaangażowania, chęci i czasu, gdyż do prawdziwej przyjemności, o której pisze autorka, należy dojść metodycznie i bez pośpiechu, gdyż wtedy będziemy potrafili docenić jej prawdziwą wartość.  

Źródło
A co ja myślę o tej publikacji? Sądzę, że jest wartościowa, choć nie nadaje się dla wszystkich. Sama sceptycznie podchodzę do tego typu poradników, które poruszają kwestie manipulacji wewnętrzną energią – osobiście próbowałam sobie wizualizować to, co proponowała autorka, ale kompletnie to na mnie nie działa. Może potrzeba czasu (na zawarte w książce ćwiczenia z pewnością!) na wielokrotne próby, ale ja chyba jednak jestem z tych osób, które wolą porady, które działają szybko i skutecznie. Co więcej, myślę, że trudno byłoby mi namówić partnera na wspólne sesyjki z ćwiczeniami oddechowymi czy zabawą z energią. Przede wszystkim trudno znaleźć na to czas – jeśli już nadarza się okazja na miłosne igraszki, wtedy korzysta się ze starych, wcale nie mniej skutecznych, dobrych metod dążenia do wspólnego spełnienia.

Poradnik jest bardzo fajnie zorganizowany – każde ćwiczenie wytłumaczone jest w zrozumiały sposób, okraszony ilustracją, która pomaga nam w wizualizacji tego, co mamy wykonać. Po drugie, zawiera naprawdę ciekawe i wartościowe informacje, które z pewnością wykorzystam – choć uważam, że zabawa z energią nie jest dla mnie, to i tak znalazłam w niej wiele przydatnych porad i nowinek.

Jednakże jest rzecz, która mnie zdziwiła i nieco odrzuciła od wykonywania ćwiczeń (Rozdział 14 Łóżkowe uzdrawianie). Mianowicie była to wyliczona liczba pchnięć, którą należy wykonać podczas ćwiczenia – jak na mój gust odbiera to cały nastrój zbliżenia, nadając mu formę mechanicznej czynności, a nie źródła rozkoszy. Bawiło mnie także nazywanie żeńskich i męskich narządów Grotą Rozkoszy czy Czarodziejską Różdżką (kwestia ta wyjaśniona jest w rozdziale Słownictwo Erotyczne na str. 171-172). Z drugiej strony niby śmieszne, ale lepiej nazywać tak, niż w sposób wulgarny, czego przytaczać już nie będę.

W ogólnym rozrachunku uważam, że poradnik jest bardzo przydatnym i wartościowym źródłem informacji zarówno dla par, jak i osób w stanie wolnym, które poszukują urozmaicenia w sferze łóżkowej, a interesują się jogą, czakrami i wewnętrzną energią, którą można sterować. Ja niestety tego nie potrafię, dlatego nie jestem w stanie wykorzystać wszystkich informacji zawartych w poradniku w stosowny sposób, niemniej jednak nawet ktoś taki jak ja, znajdzie w nim ciekawe i warte wykorzystania w praktyce porady.

Moja ocena: 7/10
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Studio Astropsychologii 

12 komentarzy:

  1. Ojejjj ależ zrobiło się gorąco :) Całkiem piękne odniesienia co do naszych hmmm narządów :) Czarodziejska różdżka brzmi naprawdę baaardzo magicznie :)) Ciekawe co powiedziałby na to mój mąż :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wyobrażam sobie, aby podczas "akcji" liczyć liczbę pchnięć... przecież wtedy znika cały nastrój! :P Dość sceptycznie podchodzę do takich poradników, ale czytanie nic nie kosztuje - może akurat znalazłabym w nim coś ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba nie dla mnie. Ale ciekawa recenzja :)
    [ksiazkowo17]

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, na pewno nie dla mnie :) Gdybym miała jakiekolwiek problemy w "tych" sferach to na pewno próbowalibyśmy z chłopakiem rozwiązać to sami, ewentualnie skorzystać z jakichś fajnych sztuczek (w każdym numerze Cosmo :D), ale nie jogi i innych dziwactw :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja czasami poczytuję sobie Cosmo i potem chłopakowi przytaczam zabawne fragmenty :P A co do poradnika... Fajnie byłoby go przeczytac, moze jakas wskazowska sie dla kazdego by znalazla:) Ale na cwieczenia to trzeba miec czas, a tego teraz kazdy chyba za duzo nie ma.. I ta 'liczba pchniec' tez mi sie jakos nie spodobała zbytnio..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mnie też to trochę odstraszyło od ćwiczeń, niemniej jednak znalazłam kilka newsów, które warto wykorzystać mimo braku czasu ;) Co do Cosmo i jego porad, to również uważam je za zabawne, ale kompletnie niepraktyczne w życiu, przynajmniej nie moim ;P Choć nigdy nie wiadomo, na co się trafi podczas lektury, co będzie warte zastosowania w praktyce - wiedzy na temat dążenia do rozkoszy naszej i partnera nigdy za mało ;)

      Usuń
  6. O nie. Czasami zdarza mi się przeczytać poradnik o seksie, ale zazwyczaj z niego nie korzystam, wolę pogadać o każdym problemie z moim facetem, a nie ... Cóż . Nie dla mnie :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem warto wiedzieć jak dany problem rozwiązać, gadanie może okazać się niewystarczające ;) Ale jeśli ktoś poważniejszych kłopotów nie ma, to problem z głowy - wtedy najlepiej korzystać z sytuacji i cieszyć się sobą :D

      Usuń
  7. tym razem raczej spasuję :) mam już talię miłości, która urozmaica mi kontakty z mężem, a kolejnych książek na temat sexu czytać nie chcę ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Talia Miłości to naprawdę fajny gadżet w związku, nie tylko takim, w którym namiętność przygasła, ale ja mimo posiadania takowej wciąż jestem ciekawa newsów, które można wykorzystać w związkowej alkowie, więc nie stronię od czytania kolejnych poradników - nigdy nie wiadomo, co interesującego wpadnie nam podczas lektury w łapki ;)

      Usuń
  8. Tym razem zdecydowanie spasuję. Ja jakoś z gruntu uprzedzona jestem do poradników maści wszelakiej. Po prostu ich nie lubię. A ten raczej zupełnie nie jest dla mnie. Przynajmniej na tę chwilę. :) Poza tym w sprawach związkowych poradniki są ostatnią rzeczą, do której się uciekam w razie jakichkolwiek problemów... Joga, czakramy i inne ezoteryczne kwestie też niezbyt mnie interesują aktualnie. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ech, za młoda jestem na takie rzeczy xD

    OdpowiedzUsuń