Uzdrawiająca siła śmiechu - Höfner, Schachtner

Autor: E. Höfner, Hans-Ulrich Schachtner
Tytuł: Uzdrawiająca siła uśmiechu
Podtytuł: Humor i prowokacja w terapii
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Liczba stron: 288
Oprawa: miękka

„Śmiech to zdrowie!” – któż z nas nie słyszał tego słynnego, starego porzekadła, które w tak krótkiej formie stara się przypomnieć nam o zbawiennym wpływie wybuchów gromkiego rechotu czy cichego chichotu wydobywającego się z roześmianych ust. Przypływ cennych endorfin, rozluźnienie mięśni całego ciała, a w szczególności mięśni brzucha, które potrafią boleć godzinami po porządnej dawce dobrego humoru, czy też przyjemna atmosfera panująca wokół nas, która sprzyja kontaktom z innymi ludźmi. Zalety śmiechu można wymieniać przez długi, długi czas. Więc dlaczego nie wykorzystać go podczas rozwiązywania problemów, które potrafią nas nagminnie dręczyć? Dlaczego nie wykpić trosk i zmartwień gromkim wybuchem niepohamowanej radości?

Właśnie taką metodę rozwiązywania problemów chcą nam zaproponować autorzy książki – Eleonore Höfner oraz Hans-Ulrich Schachtner, którzy zainspirowani publikacją Franka Farelly’ego pod tytułem „Terapia Prowokatywna”, postanowili podzielić się swoimi przemyśleniami z czytelnikami. Na czym to wszystko polega? Na tym, by za pomocą śmiechu, a może bardziej absurdu i wyśmiewania danej sytuacji, uporać się z problemem, z którym się borykamy. Autorzy w głównej mierze przedstawiają nam metody, które stosowane są podczas terapii u psychoterapeuty, niemniej jednak niektóre z nich można zastosować samodzielnie, bądź w relacjach z rodziną, przyjaciółmi czy partnerem.

Pomysł na wyśmiewanie i kpinę z własnych problemów wydaje się surrealistyczny i nieco absurdalny. Jak śmiać się z czegoś, co sprawia nam przykrość czy kłopot? Prosto! Nie ma nic bardziej zbawiennego od ośmieszenia własnego problemu, co sprawi, że się odprężymy, zdystansujemy do sprawy, a w rezultacie znajdziemy nowe, inne wyjście, którego dotychczas nie mieliśmy okazji zauważyć, gdyż byliśmy zbytnio zaangażowani emocjonalnie w daną kwestię. Jak mówi książka, jesteśmy jedynymi stworzeniami na Ziemi, które potrafią wykorzystać siłę śmiechu, więc dlaczego tego nie robić? Pamiętajmy, śmiech to zdrowie, również psychiczne.

Źródło
Kiedy sięgałam po „Uzdrawiającą siłę śmiechu”, w głowie zrodziły mi się oczekiwania – wreszcie coś, co pozwoli mi jeszcze więcej się śmiać, wykorzystywać tę niesamowitą zdolność w codziennym życiu, by radzić sobie z problemami. Nota wydawcy obiecywała, że wywołując w sobie śmiech, poczuję ulgę i złagodzę stres. Dla mnie super! W momencie czytania noty oczekiwałam metod na wywoływanie tego śmiechu w różnych sytuacjach. I mimo tego, że podtytuł książki brzmi „Humor i prowokacja w terapii”, to miałam nadzieję, że uda mi się wykorzystać przedstawione w książce wskazówki również we własnym życiu małego szaraczka.

Niestety, to, co tak właściwie znajdowało się w tej publikacji bardzo mnie zawiodło. Miast przydatnych wskazówek, które mogliby wykorzystać zarówno terapeuci, jak i pacjenci (na własną rękę), w głównej mierze znalazłam tutaj trudy i niedogodności pracy terapeuty. Czytelnik ma okazję dowiedzieć się jak kłopotliwa i często niewdzięczna jest to praca. Tylko cóż z tego, skoro czytelnik ten oczekiwał rad dla siebie samego?

Do tego wszystkiego język książki, który momentami bardzo mnie nużył i męczył – fragmentami naukowy i kompletnie niezrozumiały. I mimo tego, że w wolnym czasie interesuję się psychologią i zagadnieniami z nią związanymi, a co za tym idzie, lubię czytać tego typu książki, nie potrafiłam się w niej odnaleźć, by wykorzystać zawartą w niej wiedzę. Prawda jest taka, że moje oczekiwania i to, co obiecują informacje zawarte z tyłu okładki, zupełnie minęły się z tym, co książka w istocie sobą prezentuje.

Mimo zawartego w niej humoru, który przedstawiany był za pomocą przykładowych dialogów pacjenta z terapeutą, wciąż wątpię w metody, które proponują autorzy. W niektórych sytuacjach wyśmiewanie własnego problemu może być jak najbardziej skuteczne, szczególnie, jeśli robimy to my sami albo mamy duży dystans do siebie, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić siebie, gdy mam poważny problem, który chcę z kimś skonfrontować, by otrzymać garść porad, a jedyne, co dostaję to wyolbrzymienie tego, co mówię i jeden wielki absurd. Myślę, że metoda prowokatywna wciąż potrzebuje doszlifowania, gdyż w niektórych przypadkach może przynieść więcej szkody, niż pożytku.

Podsumowując, nie jestem zadowolona z lektury „Uzdrawiającej siły uśmiechu”, po której spodziewałam się przydatnych wskazówek walki ze stresującymi sytuacjami za pomocą śmiechu, a nie utyskiwań psychoterapeutów nad ich dolą i niedolą. Może ktoś, kogo bardziej interesuje wykorzystanie metody prowokatywnej w trakcie terapii, znajdzie tutaj coś dla siebie, choć mam wrażenie, że mimo tego i tak się niemile rozczaruje.
Moja ocena: 4/10
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Studio Astropsychologii

8 komentarzy:

  1. Czyli kompletnie nie dla mnie. Książka wydaje się być nieprzydatna :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czeka u mnie w kolejce do przeczytania, ciekawe jak ja ją odbiorę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również jestem ciekawa Twoich wrażeń - moje jak widać niezbyt pozytywne :) Muszę się w końcu nauczyć, żeby niczego nie oczekiwać, kiedy sięgam po jakąś lekturę :P

      Usuń
  3. To w końcu to książka o uzdrawiającej mocy śmiechu, czy o trudnościach pracy terapeuty? xD Niech się autorzy zdecydują xD

    Nie sięgnę po tę pozycję, bo nie lubię, jak na okładce obiecuje się cuda-niewidy, a w środku jest zupełnie co innego. Poza tym i tak już dużo się naczytałam o tym, że śmiech to zdrowie, i śmieję się co chwila, więc chyba nie zrobi mi różnicy, jeśli tej nie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bosz, że nawet takie książki wydają... zupełnie nie dla mnie ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. niestety pozycja zupełnie nie dla mnie... :/

    OdpowiedzUsuń
  6. "Śmiech to zdrowie" - zgadzam się w 100%. Ale nie przepadam za poradnikami, więc w kwestii śmiechu pozostanę przy swoich własnych doświadczeniach ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest jakaś totalna abstrakcja dla mnie xD Za poważnie podchodzę do moich problemów, żeby nawet starać się je wyśmiać. Z resztą nie traktuje zbyt poważnie tego typu poradników...

    OdpowiedzUsuń