Q. Ponadczasowa historia miłosna - Evan Mandery

Autor: Evan Mandery
Tytuł: Q. Ponadczasowa historia miłosna.
Tytuł oryginału: Q
Wydawnictwo: Sine Qua Non, 2012 
Liczba stron: 363
Oprawa: miękka
Miłość to tematyka poruszana przez setki lat w różnej formie. Czy to w książce, czy w kinie czy popowych piosenkach, gorące uczucia kochanków towarzyszą nam praktycznie wszędzie – szczególnie, jeśli to my sami jesteśmy uwikłani w romantyczny związek. Dziewczynki już od najmłodszych lat marzą o prawdziwej miłości, o poznaniu tego jedynego mężczyzny, który przyprawi je o zawrót głowy i słynne motylki w brzuchu. Ale miłość to wcale nie skradzione buziaki i przytulanie się w kinowym fotelu. Namiętność, która łączy dwoje ludzi, to coś większego i silniejszego, trwalszego, ale i trudniejszego. Bo niejednokrotnie życie zmusza nas do rozstania, do pożegnania się z ukochaną nam osobą, dla jej dobra. Czasem lepiej powiedzieć żegnaj niż pozwolić sobie na cierpienie. Ale czy na pewno?

W życie głównego bohatera książki wreszcie wkracza ktoś, kogo ośmielił się nazwać miłością życia. Któż to taki? Quentina Elizabeth Deveril, czyli tytułowa Q. Ich gorące uczucie kwitnie od pierwszego dnia, kiedy się poznali. Niekończące się rozmowy, przy okazji których odkrywają w sobie bratnie dusze, sprawiają, że oboje widzą dla siebie tylko jedno rozwiązanie – spędzić ze sobą resztę życia. Bo czy nie pasują do siebie niczym te osławione połówki jabłka? A może pomarańczy albo gruszki, któż to wie.

Kiedy zakochani planują swoją wspólną przyszłość, w życiu głównego bohatera pojawia się ktoś niesamowity – on sam, lecz starszy i bardziej doświadczony, który przybył z przyszłości. Ale po co wybrał się w podróż rodem z powieści science-fiction? Po to, by przekonać samego siebie do porzucenia Q, kobiety, którą uważa za miłość swojego życia. Bohater z przyszłości przepowiada, że ich małżeństwo i wspólna codzienność będzie jedną wielką lawiną nieszczęść…

Jak w takim momencie zachowa się główny bohater? Porzuci kobietę swojego życia, żeby uchronić ich od tragicznej przyszłości? A może zignoruje przestrogę samego siebie?

„Q. Ponadczasowa historia miłosna” autorstwa Evana Mandery, to książka, która została napisana by wzbudzać emocje. Już na samej okładce (która swoją drogą jest genialna w swojej prostocie) widzimy wzmiankę z New York Timesa: „Osobom skłonnym do płaczu nie zaleca się czytania zakończenia w miejscach publicznych”. Bo czy miłość nie wzrusza? W wypadku książki Mandery, nie. Przynajmniej nie mnie. W zamian wzbudziła we mnie szereg innych, niekoniecznie pozytywnych emocji. Jak pewnie się domyślacie, „Q. Ponadczasowa historia miłosna” nie przypadła mi do gustu. Już wyjaśniam, dlaczego.

Patrząc na tytuł, oczekuje się od fabuły garści motywów, które związane są z miłością, a w tym wypadku ma to być ponadczasowa historia miłosna, czyli uczucie wyjątkowe, ogromne i gorące, może niekoniecznie szczęśliwe, ale mimo wszystko silne. W pewnym, bardzo niewielkim stopniu, uczucie głównego bohatera do takowych należy, jednakże ja, jako czytelniczka książki, nie miałam zbyt wielu okazji do tego, by poczuć wyjątkowość tego uczucia. Jak na mój gust narrator, który jest również głównym bohaterem powieści, zbytnio skupia się na nieistotnych szczegółach niezwiązanych z ich wspólną historią. Co więcej, odniosłam wrażenie, że miast skupić się na związku z jego (rzekomo) miłością życia, skupiał się na swojej własnej osobie, co niezmiernie mnie irytowało. Gdzie, pośród kompletnie zbędnych fragmentów pisanej przez bohatera książki czy dywagacji o wszystkim i o niczym, znaleźć miłość? Mnie ledwo udało się ją dojrzeć spod tej kupy niepotrzebnych informacji. Może to miała być ponadczasowa historia miłosna do samego siebie, kto wie? Tylko skąd ta Q w tytule?

Dobra, teraz może odrobinę przesadziłam, ale naprawdę ciężko było mi przebrnąć przez tę książkę, po której spodziewałam się niesamowitej historii miłosnej, która faktycznie zmusiłaby mnie do płaczu swoim zakończeniem. Tutaj odetchnęłam z ulgą, że wreszcie odwróciłam ostatnią stronę i nie będę musiała do niej więcej wracać. I gdyby się głębiej zastanowić i naciągnąć fabułę, to faktycznie można znaleźć w niej tę tytułową ponadczasowość związku Q i głównego bohatera – bo bohater z przyszłości pojawiał się wielokrotnie w teraźniejszym życiu narratora, chcąc zmienić jego rzeczywistość, a uczucie do Q mimo tego i tak się gdzieś w głębi zachowało. Niemniej jednak ciężar tej książki, który niezmiernie mnie przygniótł, uniemożliwia mi docenienie jakiejkolwiek wartości emocjonalnej, która jest bardzo, ale to bardzo głęboko skryta pośród konieczności gadania o sobie, na którą cierpiał główny bohater (czasem człowiek musi, inaczej się udusi…) Tak naprawdę to Q jest tutaj niewiele, a myślę, że to ona powinna być tutaj najważniejsza.

Fakt, Mandery przewrócił stereotyp historii miłosnej do góry nogami, tworząc coś zupełnie nowego, jednakże innowacja ta nie przypadła mi do gustu. Ale może komuś innemu przypadnie, kto wie? Okładka podaje również informację, że prawa do ekranizacji książki nabyła wytwórnia Universal Pictures – może, więc interpretacja reżysera sprawi, że inaczej spojrzę na tę historię (bo pominie się te zbędne, przydługawe i nudne opisy, które męczyły mnie jak cholera). Jeśli chcesz spróbować, proszę bardzo, to tylko moje zdanie, które niekoniecznie musi się pokryć z Twoim – bądź jednak gotów na rozczarowanie i ciężkie boje podczas czytania. A może będzie wręcz odwrotnie i zachwycisz się tą ponadczasową historią miłosną, którą wykreował Mandery? Spróbuj na własnej skórze.
Moja ocena: 4,5/10
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Sine Qua Non

6 komentarzy:

  1. Czytałam kilka recenzji tej książki i były nieco bardziej pochlebne, ale właśnie cenię bardziej krytyczne opinie o danej książce, gdyż wtedy wiem, czego się mogę ewentualnie po niej spodziewać. Odnośnie ,,Q. Ponadczasowa historia miłosna'', to mimo wszytko chyba jednak dam sobie z nią spokój, gdyż na chwilę obecną mam nieco inne zobowiązania czytelnicze z których muszę się szybko wywiązać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuu, niska ocena. Niemniej książka wydaje mi się intrygująca. Ciekawa jestem tej innowacyjności. Ostatnio bardzo szukam książek nieszablonowych, nowatorskich pod jakimś względem. Ze względu na tę innowacyjność w ujęciu miłości choćby, chciałabym przeczyta tę książkę. Nie spodziewam się po niej jednak zbyt wiele.

    OdpowiedzUsuń
  3. nie będę marnować swojego czasu, a z tego co widzę, pewnie bym się rozczarowała

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazwyczaj kiedy New York Times pozwala na zamieszczenie swojej opinii na okładce - książka staje się bestselerem. Ale jak widzę po "Q" nie można się wiele spodziewać, dlatego rozejrzę się za innymi romansami.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki Ci za tę recenzję. Zaoszczędzę czasu i nerwów, bo zastanawiałam się nad przeczytaniem tej książki Teraz - całe szczęście - już się nie zastanawiam.

    Pozdrawiam,
    Angie Wu
    www.zrecenzujemy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie, nie...teraz wiem czego się wystrzegać :P

    OdpowiedzUsuń