Pięciolinia uczuć - Nora Roberts

Autor: Nora Roberts
Tytuł: Pięciolinia uczuć
Wydawnictwo: MIRA, 2001
Liczba stron: 432
Oprawa: miękka

Potrafiłbyś żyć bez muzyki? Bez nut leniwie sunących gdzieś w przestrzeni, które nieodmiennie poruszają nie tylko Twoją duszę, przywołując najgłębsze emocje, ale również poruszając Twoje ciało do radosnych podrygów? Potrafiłbyś żyć bez muzyki? Ja nie. Raven i Vanessa, główne bohaterki powieści Nory Roberts, również.
Pierwsze opowiadanie, zatytułowane „Zagrajmy to jeszcze raz” opowiada o sławnej wokalistce, Raven Williams. Pięć lat temu pewien mężczyzna złamał jej serce i właśnie wtedy rzuciła się w wir pracy, pnąc się po szczeblach kariery na sam szczyt. Teraz, gdy jej życie wydaje się stabilne i poukładane przeszłość wraca pod postacią Brandona Carstairsa. Raven nie chce wracać do tego, co było, choć w głębi czuje powracające uczucia, które udało jej się tłumić przez wiele lat. A Brandon nie wydaje się ułatwiać Raven sprawy, ponieważ, za pomocą swojego uroku i czaru oraz kilku sztuczek, postanowił przekonać ją do współpracy w tworzeniu muzyki do musicalu, który zapowiada się na hollywoodzki hit. Raven rozdarta między bólem i wspomnieniami, które wywołał powrót Brandona a pragnieniem spełnienia tak dużego marzenia, postanawia zrobić milowy krok w przyszłość. Ale czy wspólna współpraca jest dobrym pomysłem, gdy pomiędzy dawnymi kochankami wciąż rozbrzmiewa melodia utraconej miłości, która złamała im obojgu serca?  

Drugie opowiadanie, zatytułowane „Echo przeszłości” również opowiada o muzyce i utraconej miłości, przepełnionej bólem i tęsknotą. Utalentowana pianistka, Vanessa Sexton,  po dwunastu latach postanawia wrócić do swojego rodzinnego miasteczka. Lata wyczerpujących koncertów, ćwiczeń i prób oraz śmierć ojca wyssały z niej całą energię, którą próbuje odzyskać w rodzinnym domu u boku matki, która wydaje się jej obcą osobą. Do tego wszystkiego pojawia się Brady, jej szkolna miłość, która była tak surowo potępiana przez ojca Vanessy i która skończyła się tak nagle, przez jej wyjazd do Europy. Ale uczucia pomiędzy dawnymi kochankami nie wygasły, a teraz, po powrocie pianistki, rozpaliły się nowym żarem i namiętnością. Jednak Vanessa przytłoczona jest problemami, które wciąż narastają i nie potrafi poddać się uczuciom, które ją przepełniają. Czy uda się odbudować zburzoną przez ojca przeszłość? Czy echa przeszłości ułatwią budowanie nowej rzeczywistości?

„Pięciolinia uczuć” to moje pierwsze spotkanie z Norą Roberts. Nie jestem fanką romansów, więc wielokrotnie odkładałam lekturę na później, obawiając się tego, co znajdę w środku. Bałam się jakiejś tandety i ckliwości, naiwności niczym w bajce dla dorosłych. Czy spełniły się moje obawy? Już mówię.

Nie, moje obawy się nie spełniły, nawet w najmniejszym stopniu! Jestem bardzo mile zaskoczona twórczością Nory Roberts i uważam, że „Pięciolinia uczuć” to romans na wysokim poziomie. Podoba mi się styl Autorki, to, że bohaterami targają tak silne emocje, które są wyczuwalne przez czytelnika. Gniew, tęsknota, namiętność – wszystko to jest obecne w tej powieści. Bohaterom również nie brakuje charakteru, w szczególności przedstawicielom płci męskiej, którzy są szczególnie porywczy, gniewni i roznamiętnieni, polegając na swoich zwierzęcych instynktach. Silne emocje – to lubię!

„Pięciolinii uczuć” daleko do ckliwości i tandety. Żadna z historii tutaj opisanych nie przypomina cudownej bajki, w której wszystko jest słodkie, cudowne i  udaje się w 100%. Choć nie brak w nich klasycznego happy endu, to trzeba zauważyć, że każda z historii jest historią miłości trudnej, przepełnionej cierpieniem, bólem i tęsknotą. Jeśli chodzi o sceny namiętności, w których bohaterowie wreszcie ulegali swoim długo skrywanym pragnieniom to nie poczujemy niesmaku – wszystko opisane jest pięknymi, delikatnymi słowami, a stosunek kochanków wciąż okryty jest tajemnicą, pozostawiając naszej wyobraźni pole do popisu.

Jedyną rzeczą, która mi się nie podobała, to fakt, że opowiadania były do siebie rażąco podobne – każdy z mężczyzn był ukochanym głównych bohaterek w przeszłości, ich związek nie przetrwał, wszyscy mieli złamane serca, wreszcie po latach się odnaleźli, znowu poczuli do siebie miętę, po trudach doszli do porozumienia i wszystko skończyło się happy endem. Słaby pomysł na sąsiadujące ze sobą opowiadania – myślę, że Autorka mogła wymyślić inną koncepcję na drugą historię, choć akurat ta druga bardziej mi się podobała.

Pomijając ten jeden mankament, o którym przed chwilą wspomniałam, powieść Nory Roberts jest dla mnie miłym zaskoczeniem i myślę, że jeszcze sięgnę po jakiś romans tej Autorki. Dlaczego? Bo Roberts pisze lekko i przyjemnie, podczas lektury mogłam się odprężyć i zrelaksować, co szczególnie przydaje się podczas tak mroźnych dni i wieczorów, jakie mamy teraz. Polecam, jeśli ktoś ma ochotę na lekkie, babskie czytadło na poziomie w celach relaksacyjnych ;)
 Moja ocena: 8,5/10
 Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harlequin - Mira

15 komentarzy:

  1. Czytałam i przypadła mi do gustu. Twórczość Nory Roberts jak zwykle jest na dobrym poziomie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja muszę przyznać, że do twórczości tej pani jestem uprzedzony :P
    Ale może powinienem coś przeczytać :P

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam inną książkę tej autorki kilka lat temu i podobała mi się, ale kiedy to było :) A teraz jestem jeszcze bardziej przeczulona na punkcie typowych miłosnych historii, ogromnie mnie drażni wizja związków wyłaniająca się ze współczesnej literatury. Ale może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię Norę, zwłaszcza latem, kiedy właśnie takie przyjemne i lekkie książki są najbardziej wskazane:))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzieła tej autorki mogłabym brać nawet w ciemno, gdyż poznałam już jest styl pisania czytając kilkanaście książek Nory i bardzo mi przypadły one do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Już od dłuższego czasu chcę poznać twórczość Nory Roberts. Rozpoczęcie tej literackiej znajomości od niniejszej książki wydaje mi się być dobrym pomysłem, jako, że muzyka jest moją drugą pasją obok literatury i również nie wyobrażam sobie bez niej życia. Poza tym Twoja recenzja brzmi zachęcająco. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Częściej sięgam po sensacyjno-obyczajowe książki tej autorki, ale romanse w jej wykonaniu to także świetny relaks :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię Norę. Mam w planach zapoznanie się z wszystkimi jej książkami :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie przepadam za zbiorami opowiadań, ale czasem mam ochotę na podobne czytadła ; )

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam i podzielam Twoją opinię :) Fajne lekkie czytadło, romansidło :) Norę Roberts lubię więc i tym fajniej mi się tę książkę czytało.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwsza historia dla mnie była bardziej ciekawa :) Ale książka fajna, mile ją wspominam :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakoś nigdy mnie nie ciągnęło do romansów, ani tym bardziej zbiorów opowiadań o tej tematyce. Po "Pięciolinie uczuć" raczej nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Na Twoim blogu można się zatracić czytając te recenzje prawie tak samo jak podczas czytania wciągającej książki:) pozdrawiam i zapraszam do mnie na słodką biżu:)


    www.natajka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Moim zdaniem to jedna z gorszych jej książek, jakoś do mnie nie przemawiała do końca ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetna recenzja:) Dawno do Ciebie zaglądałam.
    Robert kiedyś czytałam. Potem zniechęciłam sie przez jedną książkę-ale nie pamiętam tytułu. To mnie jakoś skutecznie od niej odrzuciło. Może przeczytam recenzowana przez Ciebie pozycję. Jeśli wpadnie w moje ręce:P

    OdpowiedzUsuń