Podróżnik stulecia - Andres Neuman

Autor: Andres Neuman
Tytuł: Podróżnik stulecia/ El viajero del siglo
Wydawnictwo: Dobra Literatura, 2011
Liczba stron: 576
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
„Nie można w życiu być całkowicie w jednym miejscu ani z żadnego miejsca nie da się wyjechać do końca.”*
Dziewiętnastowieczny Wandernburg. Miasto, do którego Hans trafił tylko przejazdem. W obskurnej oberży, która przerażała  bogatych mieszkańców, spędzić miał zaledwie noc, może dwie. Ale został na kilka kolejnych. Wydawać by się mogło, że Wandernburg wessał go do swojego tajemniczego wnętrza, które było jak labirynt – kiedy raz przestąpiło się bramy miasta, trudno było się z niego wydostać, klucząc między ciemnymi uliczkami, które wydawały się zmieniać swoje położenie, wprowadzając spacerujących w głęboką konsternację.

Dlaczego Hans został, skoro spieszył się by wyruszyć w dalszą drogę, do Dessau? Co go trzymało w Wandernburgu? A może odpowiedniejszym pytaniem byłoby: kto?

Początkowo Hans, wędrowny tłumacz, zafascynował się miastem przez ubogiego kataryniarza, którego spotykał codziennie na głównym placu miasta. Pewnego razu nawiązali rozmowę, skoczyli na wspólne piwko do tawerny i… zostali przyjaciółmi. Kataryniarz, który traktował swój instrument z najwyższą czcią, pokazał Hansowi swoje mieszkanie. Ale czy mieszkaniem można nazwać jaskinię w środku lasu? Widocznie w życiu kataryniarza można, bo właśnie w wilgotnej jaskini odnalazł swój kąt, który zamieszkiwał z wyjątkowo inteligentnym psem, Franzem.

„Trafiają tu podróżnicy, zagubieni, samotnicy, ludzie, którzy wybierali się gdzie indziej. I wszyscy, Hans, zostają. Przyzwyczaisz się. Nie sądzę, powiedział Hans, jestem tu przejazdem. Przyzwyczaisz się, powtórzył Álvaro, ja jestem tutaj przejazdem od ponad dziesięciu lat.”*
I tak płynęły Hansowi kolejne dni w Wandernburgu. Kolejne, które sprawiały, że Hans coraz bardziej zagłębiał się w labiryncie miasta, które nie chciało wypuścić go ze swoich szponów, z czego wtedy nie zdawał sobie jeszcze sprawy. Aż pewnego dnia zobaczył ją – piękną, młodą kobietę o delikatnych dłoniach, które to Hans zapamiętał w szczególności. Od tego momentu wiedział, że musi się do niej zbliżyć. Musi ją poznać, wszak nie może stracić tak wyjątkowej okazji. I kiedy po ciężkich trudach udało mu się otrzymać zaproszenie do domu Gottliebów, był wniebowzięty. Niestety, Sophie sprezentowała mu kubeł zimnej wody. Od samego początku była dla niego oschła i wyniosła, nieco ironiczna. Jednakże Hans dostrzegł, że to tylko gra, a jej szelmowski uśmiech nie odznacza zniechęcenia i odrzucenia – wręcz przeciwnie, jest zachętą do dalszych utarczek słownych.

I tak kolejne tygodnie mijały na spotkaniach Salonu, na których Hans mógł popisać się swą wiedzą i elokwencją, podczas dyskusji nie tylko z Sophie i jej ojcem, ale również znajomymi Gottliebów, którzy uczęszczali na spotkania. Utarczki słowne między młodymi stawały się coraz częstsze, przeradzając się w potajemną wymianę pachnących liścików, aż do schadzek, o których nikt miał nie wiedzieć – w szczególności narzeczony Sophie. To właśnie Rudi był przeszkodą w gorącym romansie Hansa i Sophie, mimo że początkowo nie zauważał niczego podejrzanego. Wciąż z takim samym oddaniem otulał ramiona swej przyszłej małżonki, szepcząc w jej młode ucho słodkie słowa, gdy ta potajemnie spotykała się z przybyszem, który był w Wandernburgu tylko przejazdem. Ale czy na pewno?
„Miałaś rację, Sophie, cuore: szczęściem jest czekać, gdy podejrzewasz, że otrzymasz to, czego pragniesz. Czekanie jest czymś w rodzaju dziecka. Tyle tylko, że odwrotnie niż w przypadku rodzicielstwa czekanie wychowujemy, zanim zacznie dawać owoce.”*
Płomienny romans Hansa i Sophie rozwijał się. Namiętność rozpalała nie tylko ich serca, ale również ciała, czemu dawali upust podczas swoich spotkań, które rzekomo odbywały się w celu tłumaczeń tekstów. W większości jednak, młodzi kochankowie tłumaczyli swoje ciała spowite w rozgrzaną od stosunku pościel. Każdy kolejny dzień odbierał im szansę na coś prócz romansu, bowiem z każdym dniem ślub Sophie i Rudiego był coraz bliżej, tak jak coraz bliżej były serca i dusze kochanków. Czy upojne chwile wreszcie się skończą, a Hans opuści Wandernburg? A może Sophie wyzna narzeczonemu całą prawdę i pozbędzie się dręczącego ją poczucia winy?

„Podróżnik stulecia, którego Autorem jest Andrés Neuman jest książką, w której znaleźć możemy wszystko – wątek miłosny, wątek kryminalny (którego rozwiązanie mnie bardzo zaskoczyło, ale o tym później), ogrom poezji i literatury oraz dywagacji polityczno-religijnych. Przepełniona jest metaforami, które świetnie wpasowują się w fabułę – bardzo podoba mi się sposób, w jaki Autor bawi się słowem.


Kontynuując wyliczanie rzeczy, które mi się podobały, wrócę do wątka kryminalnego, który, jak już wspomniałam, nieźle mnie zaskoczył. Co jakiś czas wątek ten wyłaniał się pośród innych wątków zawartych w fabule, wprowadzając odrobinę dreszczyku i niepewności, co bardzo mi się spodobało. Nie czułam się znudzona jednym tokiem i rytmem fabuły, co z pewnością jest plusem. Zaskoczyło mnie rozwiązanie całego wątku, którego się nie spodziewałam – moje podejrzenia były skierowane na zupełnie innego bohatera – plus za udane wodzenie mnie za nos. Jedyne, co mnie rozczarowało, to to, że zakończenie nie było już dłużej pociągnięte w innych wątkach. Po prostu się skończyło, o, i już nikt o tym nie wspominał. A ja bym chciała jeszcze trochę się dowiedzieć, co się stało potem. Ot, taka moja niezaspokojona ciekawość.


Źródło
Bohaterowie „Podróżnika czasu” również zasługują na plus. Poczynając od głównego bohatera, którym jest Hans, przez Sophie, jego ukochaną, do każdej kolejnej, bardziej pobocznej postaci. Chociażby kataryniarz, który jest postacią wyjątkową – mimo tego, że jest bezdomnym, ubogim ulicznym grajkiem, posiada wielką życiową mądrość, którą intryguje swoich towarzyszy. Narzeczony Sophie, Rudi, również jest postacią ciekawą – przepełnia go miłość i oddanie, szacunek do swojej wybranki. Zalecał się do niej przez długi czas i traktował ją jak dar od losu. Jednakże, po czasie, zaczyna mu przeszkadzać obecność Hansa, o czym daje znać w dosyć dobitny sposób. Kolejną postacią jest Álvaro, przyjaciel tłumacza, który posiada bogatą acz bolesną przeszłość, która ma ogromny wpływ na jego przyszłość. Nawet służąca Elsa zasługuje na należytą jej uwagę, bowiem miała dosyć ciekawą rolę, powierniczki wielkiego sekretu.

Mogłabym tak jeszcze wymieniać i wymieniać, bo jestem zauroczona tą powieścią w jakiś szczególny sposób. Jako że ma dosyć dużą objętość, przez tak długi czas czytania zdążyłam się wczuć w lekturę. Czułam się, jakbym towarzyszyła bohaterom gdzieś z boku, obserwując ich problemy i radości. Czuję się pochłonięta przez Wandernburg.

Ale, żeby nie było tak słodko, muszę też wspomnieć o minusach. Głównym minusem były dla mnie spotkania Salonu, które często zamieniały się w polityczne dyskusje o obecnej sytuacji w Europie, które mnie po prostu nudziły. Konwersację o literaturze mogłam jeszcze znieść, ale ta polityka mnie męczyła. Na szczęście nie ma tego zbyt wiele, by czuć się przytłoczonym przez taką treść. Kolejnym małym mankamentem i rzeczą, z którą spotkałam się chyba po raz pierwszy, są dialogi wtopione w tekst. Nie mamy tutaj oddzielnych myślników i przejrzystego podziału, kto, kiedy, co mówi – wszystko jest umieszczone w tekście. Początkowo sprawiało mi to trudność, bowiem nie umiałam się połapać, czy ktoś już skończył mówić, czy ktoś inny zaczął, szczególnie, że w dialogach nie brakuje wtrąceń nie związanych z tematem oraz dźwiękonaśladownictwa (więc w zdaniu, khy khy, możecie zobaczyć, khy khy, że ktoś miał kaszelek, khy khy). Ale z czasem się przyzwyczaiłam i było już całkiem dobrze.

Ogólnie rzecz biorąc „Podróżnik stulecia” bardzo mnie zauroczył. Zaczynając od ślicznej okładki, która przedstawia katarynkę z widokiem na Wandernburg, po samą treść i jej magię. Choć momentami bywało ciężko się skupić, szczególnie w momentach politycznych dialogów, ogólnie jestem na duże tak.
Moja ocena: 9/10
Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dobra Literatura

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki

13 komentarzy:

  1. Wygląda bardzo ciekawie. I też bardzo mi się podoba okładka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Prześliczne tło cytowanek :)


    Ja tą książkę męczę w tym momencie i w trakcie "lektury" czytam chyba już 5 książkę, ale jestem uprzedzona, nie wiem dlaczego, oby Twoja recenzja pchnęła mnie w objęcia ksiażki skuteczniej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też początkowo miałam ciężko się "wkręcić" w tę książkę, ale z czasem akcja zaczęła się rozkręcać i potem już nie umiałam się oderwać. Gdzieś od połowy, ale jednak dało radę ;) Życzę powodzenia i żebyś dotrwała do końca ;)

      Usuń
  3. Czuję się zachęcona :)) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi całkiem, całkiem, ale jakoś mam ambiwalentne odczucia. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Recenzja brzmi zachęcająco, ale tak nie do końca moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  6. Raczej nie dla mnie.Przynajmniej na ten moment.

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam, gdy autor w romantyczną historię wplata dreszczyk emocji. chętnie przeczytam dla samego wątku kryminalnego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Widać, że książka Cię zauroczyła - po objętości recenzji ;) Na razie nie planuję po nią sięgnąć, ale może w przyszłości natknę się na nią? Wtedy przypomnę sobie Twoją recenzję i bez wahania wezmę ją na spróbowanie :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. te polityczne dyskusje trochę mnie odstraszają, ale poza tym książka zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajna recenzja, ale książka zupełnie mi nie podchodzi. Za dużo romansu

    OdpowiedzUsuń
  11. Również czytałam i również mi się bardzo podobało. Fajnie, że oprócz właściwej historii autor pokusił się również o zarys kulturowo-historyczny epoki.

    OdpowiedzUsuń