Pożegnanie z przeszłością - Robyn Carr

Autor: Robyn Carr
Tytuł: Pożegnanie z przeszłością/ A Virgin River Christmas
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 272

Wystarczy znaleźć się w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiednim czasie, by wywrócić swoje życie do góry nogami. I nie tylko swoje…

Marcie zdaje sobie sprawę, że od śmierci męża Bobby’ego, jej życie stanęło w miejscu. Jedna zbłąkana kula sprawiła, że sprawny i odważny marines wrócił z wojny w Iraku jako bezwładna, pozbawiona emocji roślina. Przez 3 lata Marcie walczyła ze świadomością, że mąż nie wróci już do zdrowia. Gdy umarł, poczuła ulgę. Nie dlatego, że Bobby był dla niej ciężarem, nie. Wiedziała, że teraz, gdy uwolnił się od bezwładnej skorupy, jest całkowicie wolny. Mimo tego, gdzieś w ferworze walki zgubiła cel w życiu. Nie wie, co ma ze sobą począć, gdy nie ma już męża. Jedyną deską ratunku wydaje się być Ian, przyjaciel męża, który uratował mu życie podczas tragicznego w skutkach wypadku. Tylko że Ian zapadł się pod ziemię, gdy okazało się, że Bobby jest całkowicie sparaliżowany. Marcie postanawia więc go odnaleźć.
Po wielu nieudanych próbach odnalezienia najlepszego przyjaciela jej męża, Marcie wciąż uparcie próbuje. Wie, że Ian żyje, ale zdaje sobie sprawę, że powojenna trauma wygnała go gdzieś na odludzie. Tak trafia do małego miasteczka Virgin River, gdzie w końcu natrafia na ślad zaginionego. Ten niewielki ślad daje jej nadzieję, że wreszcie odnajdzie Iana, a wtedy będzie mogła porozmawiać z nim o Bobbym, tym samym zamykając jeden z rozdziałów w przeszłości. Właśnie tego potrzebuje Marcie – wyjaśnienia i zamknięcia starych spraw. Dziewczynie wydaje się, że  właśnie w ten sposób uda jej się zacząć nowe, inne życie. Że uda jej się uwolnić od demonów przeszłości, które wciąż trzymają ją w miejscu, nie pozwalając ruszyć od przodu.

Ale co jeśli Ian wcale nie będzie chciał rozmawiać o Bobbym i wojnie? Wszak dla niego również jest to bolesny temat, nawet bardziej niż dla Marcie. Co wtedy? Jak Marcie upora się z dręczącą ją przeszłością?

Już jakiś czas temu zauważyłam, że „Pożegnanie z przeszłością” Robyn Carr spotkało się z pozytywnymi opiniami ze strony blogujących recenzentów. Jako, że książka czekała na mnie na półce, postanowiłam w końcu się za nią zabrać. I idealnie trafiłam w czasie z jej lekturą. Dlaczego? Bo książka jest przepełniona ciepłem i pozytywną energią, która w cudowny sposób wypełnia popołudniowe, zimne wieczory. Co więcej, w tle nieśmiało kryje się atmosfera Bożego Narodzenia, co dodaje jej szczególnego uroku.

Przede wszystkim polubiłam głównych bohaterów. Postrzeloną i upartą Marcie, która z niesamowitą siłą i pewnością siebie dąży do wyznaczonych sobie celów (choć przyznaję, że momentami byłam poirytowana jej egoizmem). Nieco gburowatego i mrukliwego Iana, który w środku jest ciepłym i troskliwym niedźwiadkiem, którego nic, tylko przytulać. Niesamowite, jak Autorzy potrafią manipulować piórem, by czytelnik wręcz zakochał się w ich bohaterach. Ja zakochałam się w Ianie. Jego prawdziwa natura głęboko skrywana pod gęstą, rudą brodą i nieokrzesaniem dzikusa mieszkającego na odludziu jest niesamowicie urzekająca i przyciągająca. Ogromna siła i męskość a jednocześnie głęboka wrażliwość i miłość, tak bardzo mnie w nim poruszyły i sprawiły, że się zakochałam.

Kolejną rzeczą, którą jestem zauroczona jest miasteczko Virgin River i okolica, w której mieszkał Ian. Miasteczko choć małe, przepełnione było życzliwymi ludźmi, których nie sposób nie polubić. Czuło się tę sympatię i wszechobecne wparcie, które było Marcie bardzo potrzebne. Jeśli chodzi o chatę Iana, a raczej to, co wokół niej się roztaczało – dzięki malowniczym, choć krótkim opisom przyrody, czułam się, jakbym sama znajdowała się na takim przyjemnym, relaksującym odludziu. Wszak każdy z nas czasem potrzebuje pobyć chwilę sam – mnie się to udało dzięki książce Robyn Carr (bez ruszania się z domu i łóżka!)

Samej fabuły i języka, jakim książka jest napisana nie można zaliczyć do wybitnego dzieła sztuki. Ale co z tego, skoro książka ma w sobie ogromną siłę i pozytywną energię. Nawet nie potrafię wyrazić słowami tego, jak bardzo „Pożegnanie w przeszłością” przepełniło mnie ciepłem i miłością. Nie potrafię zliczyć ile razy na mej twarzy pojawiał się lekki uśmiech, a następnie wybuch gromkiego śmiechu. Nie potrafię też zliczyć ile razy w moich oczach pojawiały się łzy wzruszenia. Naprawdę cieszę się, że mogłam przeczytać tę książkę, która jest tak bardzo naładowana emocjami i energią.

Mimo, że jest to książka lekka i przyjemna w lekturze, nie jest typowym babskim czytadłem. Gdzieś w niej jest głębia, która skłania do refleksji nad życiem. Myślę, że czasem każdy potrzebuje takiej lekkiej, ciepłej i pozytywnej lektury, kończącej się happy endem, by ogrzać swoje zmarznięte podczas zimowych mrozów serduszko ;)
Moja ocena: 9/10
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mira. Dziękuję pani Moniko! ;)


Przy dzisiejszej recenzji towarzyszył mi wiecznie uśmiechnięty Borys, którego znalazłam wczoraj pod choinką ;) Dziękuję A.! ;*

16 komentarzy:

  1. Mam ogromną ochotę na tą książkę. Obym kiedyś miała możliwość sięgnięcia po nią ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie książka podobała się trochę mniej - jako obyczajówka była całkiem niezła, ale moim zdaniem autorka nie poradziła sobie z ukazaniem uczuć Marcie... w każdym razie jest to niezłe czytadło na jeden wieczór ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa historia, myślę, że mogłabym to przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się podobała ta historia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam tę książkę i również mam pozytywne wspomnienia po tej lekturze.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Śliczny ten Borys ;)

    A co do książki to się zastanowię ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękna okładka to nie jedyna zaleta tej książki, jak widzę :) Zastanowię się nad lekturką

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne zdjęcie!*.*
    Książka zapowiada się bardzo ciekawa,przyjemna.. Chciałabym przeczytać;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Okładka jest całkowicie magiczna i strasznie chciałabym ją przeczytać, zwłaszcza po tak pozytywnej recenzji ! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Z Twojego opisu brzmi podobnie jak "PS. Kocham Cię", więc chętnie poszukam jej w bibliotece, bo książka Ahern podobała mi się. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zachęciłaś mnie do przeczytania tej książki. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na razie sobie odpuszczę, ale myślę, że za jakiś czas chętnie po nią sięgnę. :)
    Mam bardzo podobnego misia do Twojego Borysa. Kochane te przytulanki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam i książką bardzo przypadła mi do gustu. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Książkę przeczytam prędzej czy później bo widać ,że ciekawa. A Borys jest śliczny ^^ Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Może sięgnę, ale to zależy, czy trafi na odpowiedni moment ;)

    OdpowiedzUsuń