Marina - Carlos Ruiz Zafón

Autor: Carlos Ruiz Zafón
Tytuł: Marina
Wydawnictwo: MUZA SA
Liczba stron: 304
Moja ocena: 8/10

Óskar Drai, główny bohater powieści, uwielbia krążyć po zapomnianych zakątkach Barcelony. Podczas któregoś z kolejnych spacerów po mrocznych uliczkach otulonych tajemnicą, trafia do pięknego pałacyku, który, spowity we mgle, ukrywał się pośród pokrytych bluszczem murów. Gdzieś z oddali słyszy najpiękniejszy głos, który kiedykolwiek było mu dane usłyszeć. Ciekawość i anielskie dźwięki prowadzą go wprost do nieznajomego wnętrza pałacyku, gdzie nie dane mu jest dłużej zabawić ze względu na, wydawać by się mogło, przerażającą postać wyłaniającą się z mroku. Óskar nie myśląc ani chwili dłużej, ucieka z pałacyku ile sił w nogach. Zdążył jedynie pochwycić w dłoń kieszonkowy zegarek, który stanie się początkiem niesamowitej przyjaźni, ale i również przerażających przygód i odkryć.

Dręczony poczuciem winy, Óskar postanawia wrócić do zagadkowego pałacyku by zwrócić właścicielowi zegarek. Gdy już, już miał postawić nogę na terenie posesji, zauważył, że z barcelońskiej mgły wyłania się rower, a na nim niesamowita postać, która okazuje się piękną, eteryczną dziewczyną w białej sukni. Okazuje się również, że tajemnicza dziewczyna jest córką właściciela zegarka, który przypadkiem wpadł w ręce Óskara.

Od tego momentu, między Óskarem a tytułową Mariną nawiązuje się szczególna więź. Początkowo dziewczyna traktuje chłopaka z dystansem i potężną dawką sarkastycznych uwag, niemniej jednak wydarzenia, w epicentrum których znajdą się oboje, z pewnością bardzo ich do siebie zbliżą.

Pewnego dnia, Marina postanawia zabrać Óskara na stary, owiany legendą cmentarz. Dziewczyna zauważyła, że w każdą ostatnią niedzielę miesiąca, na cmentarzu pojawia się pewna kobieta, nazwana przez nich „damą w czerni”, ze względu na fakt, że całe jej ciało, a w szczególności twarz, okryte były czarnym materiałem. Kobieta ta odwiedzała bezimienny grób, co bardzo zaintrygowało Marinę i Óskara. Postanawiają więc śledzić każdy jej krok, co doprowadza ich do oranżerii, ukrytej gdzieś na pustkowiach miasta. Znajdują tam rzeczy, których woleliby nigdy nie zobaczyć. Przerażające kukły o świdrujących oczach i hakach zamiast rąk. A do tego album z makabrycznymi, ludzkimi deformacjami.

Mimo okropieństw, na które natknęli się w oranżerii, nie potrafią zapomnieć o odrażających zdjęciach. Spojrzenia fotografowanych osób na długi czas pozostaną w ich pamięci. Niemniej, mimo strachu, który odczuwają, ich ciekawość wciąż rośnie. Postanawiają rozpocząć śledztwo, by rozwikłać zagadkę „damy w czerni” i makabrycznych fotografii. To, do czego doprowadzi ich niezdrowa ciekawość sprowadzi na Óskara i Marinę ogromne kłopoty. Koszmarne kukły jeszcze nie raz zawitają w ich życiu, chcąc im je odebrać…

„Marina powiedziała mi kiedyś, że wspominamy tylko to, co nigdy się nie wydarzyło. Wieczność musiała upłynąć, abym wreszcie pojął jej słowa.”

„Marina” to już moje trzecie spotkanie z twórczością Zafóna. Wcześniej miałam przyjemność zapoznania się z „Cieniem wiatru” i „Grą Anioła”, które wywarły na mnie ogromne wrażenie i po dziś dzień je uwielbiam. Przyznaję, że to właśnie one sprawiły, że jestem fanką tego Autora. Również „Marina” na długo zostanie w mojej pamięci, choć bardzo rozczarowała mnie jedna rzecz – otóż mam wrażenie, że Zafón w każdej swojej powieści ma pewien schemat, który za trzecim razem stał się dla mnie wyraźnie zauważalny. Zawsze jest Barcelona, zawsze głównym bohaterem jest młody chłopak, zawsze gdzieś pojawią się i kobieta, którą bohater darzy szczególnym uczuciem i zawsze jest jakaś zagadka.

Mimo tego, wciąż uwielbiam Autora „Mariny”. Według mnie mistrzowsko włada piórem i za pomocą słów potrafi stworzyć niesamowitą atmosferę. Ta intrygująca, owiana mgłą, nieco przerażająca Barcelona ma swój niepowtarzalny klimat, który mnie za każdym razem urzeka. Zafón w cudowny sposób buduje napięcie, by zaskoczyć nas czymś, co powala na kolana. I tutaj, w „Marinie”, również możemy to wszystko zaobserwować.
Jest jedna rzecz, która wyróżnia „Marinę” spośród innych, znanych mi, dzieł Zafóna. To obraz makabrycznych deformacji, których autorem był Michal Kolvenik, który za cel obrał sobie zabawę w Boga. Postanowił ratować ludzi, których los dotkliwie skrzywdził, pozbawiając ich dłoni czy innych części ciała. Tak stworzył przerażające kreatury, które stały się odrażającymi maszynami do zabijania. Na samą myśl o tym, mam ciarki na całym ciele, co z pewnością jest plusem – brawo dla Autora, za tak umiejętną zabawę słowem, która przeraża czytelnika do granic.

W każdej z powieści, po którą sięgam, szukam mocnych wrażeń i uważam, że „Marina” właśnie takim wrażeń mi dostarczyła. Mimo widocznego schematu, który łączy powieści Zafóna, jest coś, co ją wyróżnia i co sprawia, że naprawdę warto ją przeczytać. Dawno nie czytałam niczego tak koszmarnie nierealistycznego i makabrycznego zarazem. Straszne, do czego człowiek może być zdolny… Jednym słowem? Polecam!

16 komentarzy:

  1. Zgadzam się odnośnie tego, że Zafon pisze schematycznie. Ale zdecydowanie nie można jego książkom odmówić uroku. "Marina" bardzo mi się podobała, teraz czekam, aż czas pozwoli na czytanie "Świateł września" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do schematyczności zgadzam się, może po prostu to jest taki znak rozpoznawczy Zafona...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo, ale to bardzo lubię twórczość Zafona, a że "marina" jest jego jedyną książką, którą do tej pory nie miałam okazji przeczytać to muszę ją koniecznie poszukać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. według mnie to świetna książka, czytałam ją dwa lata temu, byłam wyłączona z rzeczywistości w tym czasie, mój ówczesny mężczyzna rozumiał to tylko dlatego, że tez był zaczytany w tej powieści ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam tę książkę. Czytałam ją jakiś czas temu i zrobiła na mnie duże wrażenie. Cóż, ja jak dotąd nie wyczułam żadnego schematu, być może dlatego, że czytałam tylko dwie książki tego autora.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zafona bardzo sobie cenię, więc na pewno przeczytam, gdy tylko książka wpadnie mi w ręce:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Na razie przeczytałam tylko dwie jego książki. Chętnie przeczytałabym tą, gdyby udało mi się wreszcie trafić na nią w bibliotece :<

    OdpowiedzUsuń
  8. To moja ukochana książka tego autora. Uwielbiam Marinę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przekonałaś mnie tą swoją piękną recenzją :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Na razie czytałam tego autora "Cień wiatru" a na półce czeka jeszcze "Gra Anioła". To mam nadzieję, że również uda mi się przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam Zafona, ale tej książki jeszcze nie czytałam. Muszę to zrobić. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zafon chyba lubi Barcelonę ;) Pewnie kiedyś po nią sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeczytam, przeczytam... Może nie jako pierwszą powieść autora, ale kiedyś na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  14. No ja też w końcu kiedyś przeczytam, chociaż spotkałam się ze spostrzeżeniem, że jest to książka którą skierował do młodszego (w porównaniu do odbiorców Gry anioła czy cienia wiatru) czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam podobne odczucia względem tej książki i faktem jest, że Zafon pisze schematami ;) ale jednak jego książki coś w sobie mają :):)

    OdpowiedzUsuń
  16. Niedawno przeczytalem . :) Równie miałem spotkanie z "Cień Wiatru" i również odniosła we mnie duże emocje i wrażenie . Mnie najbardziej zainteresowały te czarne motyle ksiązki "Marina" Coś w tym jest :)
    Zapraszam do mnie :)
    http://przeczytane-slowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń