Nekrofikcje - Paweł Ciećwierz

Autor: Paweł Ciećwierz
Tytuł: Nekrofikcje
Wydawnictwo: superNOWA, 2009
Liczba stron: 416
Moja ocena: 6,5/10


Gdzieś w samym sercu gnijącego od wewnątrz miasta, w którym narkotyki i alkohol są chlebem powszednim, a krew przelewana jest bez skrupułów, mieszka człowiek, dla którego Mgława jest prawdziwym domem. Człowiek ten świetnie odnajduje się w zgniliźnie tego miasta. Żyje w zepsuciu, ociekającym brzydotą i  okrucieństwem, karmiąc się nim każdego dnia.  Kim jest człowiek, który znajduje przyjemność w zamieszkiwaniu tak przerażająco obrzydliwego miejsca, jakim jest Mgława? Odpowiedź jest prosta – Paul Brighella – handlarz narkotyków i nekromanta z heretyckim pentagramem w papierach.           
 „Niektórzy rodzą się dla porannego blasku, inni dla nieskończonej nocy.”           
Brighella z całą pewnością należy do tych drugich – ludzi zrodzonych dla nieskończonej nocy…
Życie bohatera ze spaczonym systemem wartości jest dosyć proste – ostre imprezy ociekające alkoholem, garstka narkotyków i panienki. Od czasu do czasu jakieś pokrętne zlecenie na wskrzeszenie nieboszczyka, bądź zlikwidowanie bandy wygłodniałych zombie.  Ot, życie zwykłego maga-nekromanty. Gorzej jest, gdy do tego prostego życia wkradają się komplikacje – chociażby emocje związane z bliskimi osobami. Nie wspominając już o szemranych gościach, dla których zabicie Brighelli wydaje się być tak proste, jak zabicie pająka. No i cóż począć, gdy na swym karku czujemy oddech psychopatycznej morderczyni albo członka Instytutu Inkwizycji, dla którego tortury są zwykłą codziennością? Brighella zna na to sposoby.
Wydaje się, że nasz główny bohater jest w czepku urodzony. Z każdych, nawet najgorszych i z pozoru niemożliwych do przeżycia sytuacji, Brighella wychodzi bez szwanku. Choć czy zawsze? Może okrutna Izis wreszcie dopadnie swoją ofiarę, którą ściga nawet na innym kontynencie i wtedy zakończą się przygody naszego bohatera? A może nawet śmierć nie jest w stanie powstrzymać Brighelli? Wszak to nekromanta, który na co dzień trudni się wskrzeszaniem umarłych…
"Nekrofikcje” to debiut Pawła Ciećwierza. Zbiór 8 opowiadań, które ściśle uzupełniają się nawzajem, przenikając się, stopniowo dostarczając nowych informacji, których wyczekuje czytelnik. „Nekrofikcje” to spora mieszanka literacka – znajdziemy w niej elementy horroru i fantasy, trochę kryminału, a nawet nutkę erotyki. Ale czy jest to debiut udany? O tym niżej.
 
Szczerze przyznam, że mam mieszane uczucia, co do tej lektury. Początkowo brnęłam przez nią, jak przez gęste bagno, zastanawiając się, co tak zachwyciło moich znajomych, którzy zachwalali tę pozycję. Potem, gdzieś w połowie zaczęłam odczuwać lekkie zainteresowanie. Ale żeby dopiero w połowie?! Sama nie wiem…
Atutem tej książki z pewnością są świetnie zarysowane sylwetki bohaterów. Sam Brighella ma dosyć skomplikowaną osobowość, w której nie brak niekonsekwencji. Mamy też Skuda, przyjaciela-psychopatę, który nie odczuwa strachu, co czyni go jeszcze bardziej nieobliczalnym. Później kilka postaci żeńskich – potężne wiedźmy pozbawione skrupułów, orientalne morderczynie i wyuzdane nastolatki. 
 
Sama Mgława również jest całkiem nieźle wykreowana. Miasto w stanie rozkładu kontrolowane przez Kościół z niemoralnymi mieszkańcami lubującymi się w narkotykach i przemocy. Brzydota i okrucieństwo Mgławy, są niemal hipnotyzujące.
Ponadto opisy Afryki i Indii, do których zabiera nas autor w swoich opowiadaniach. Można spojrzeć na nie z nieco innej perspektywy – brzydkiej, okrutnej i krwawej. Muszę przyznać, że autor stworzył całkiem ciekawe opisy, zarówno scenerii, jak i postaci. Za to, niewątpliwie, plus.

I tutaj chyba kończą się atuty, a zaczynają się słabości. Przede wszystkim akcja – niby wartka i wciągająca, pełna intryg i zwrotów akcji. Niestety, w rzeczywistości przypomina sinusoidę, w której nie brak dobrych jak i słabych momentów. Niektóre fragmenty są naprawdę świetne – właśnie dzięki nim cała fabuła jako tako się broni, ale niektóre z nich są po prostu słabe.
 
Po drugie kolejne zastrzeżenie, co do fabuły, która rozpędza się do ostrego punktu kulminacyjnego, by nagle skończyć się w najlepszym momencie. I tak za każdym razem, w każdym opowiadaniu. Wtedy autor przenosi nas w całkiem inny świat, a to, co nas najbardziej interesuje, wyjaśnia się gdzieś dalej, w kilku nikłych słowach.

Po trzecie – otwarte zakończenie. Naprawdę nie lubię otwartych zakończeń. Jak już kiedyś wspominałam, lubię jasne sytuacje, a nie, takie porzucanie całej historii w interesującym momencie, jakby chęci do pisania gdzieś wyparowały. Dla jednych pewnie to zaleta, nutka tajemniczości i miejsce na własną interpretację, ale dla mnie jest to jeden wielki minus.
 
Podsumowując: książka ma kilka silnych plusów, którymi z całą pewnością są bohaterowie i opisy, które przyciągają czytelnika. Niestety plusy te równoważone są przez silne minusy – to nieszczęsne otwarte zakończenie, którego tak nie lubię oraz nagminnie urywana w najlepszych momentach, akcja. Dlatego tak ciężko określić mi, czy debiut Pawła Ciećwierza należy do udanych. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że nie należy do nieudanych, bowiem „Nekrofikcje” nie zaliczają się do książek, które zamknęłabym w pudle z napisem „totalna klapa”. Tak czy inaczej, w „rewelacjach” też bym ich nie zamknęła.

Myślę, że książka ta plasuje się gdzieś pośrodku tych dwóch kategorii. Mimo wszystko poczułam do niej odrobinę sympatii, szczególnie do głównego bohatera, który jest całkiem interesującą, pokręconą postacią. Zachęcam do przeczytania i przekonania się na własnej skórze, czy debiut Pawła Ciećwierza należy do udanych. Osobiście, z ciekawości, sięgnę po kolejną książkę tego autora, zatytułowaną „Synowie Kaina, córy Lilith”, która (wg okładki „Nekrofikcji”) jest analizą mitu wampira w kulturze popularnej. Mimo przeczytania tylu książek o wampirach, wciąż mam do nich słabość ;)


Paweł Ciećwierz - urodzony trzydzieści lat temu na Śląsku. Doktor literaturoznawstwa, autor wielu opowiadań z pogranicza fantastyki i horroru oraz artykułów kulturoznawczych. Na wydanie oczekuje jego książka Synowie Kaina, córy Lilith, będąca analizą mitu wampira w kulturze popularnej.
W przeszłości trudnił się dziennikarstwem, handlem, konferansjerką, organizacją widowisk, malowaniem domów, wypożyczaniem płyt, sprzątaniem oraz przez krótką chwilę marketingiem politycznym. Do tego ostatniego przyznaje się ze wstydem. Lubi nowe miejsca, niepowtarzalne sytuacje i tradycyjne sztuki walki. Zarabia na życie mówieniem, tylko na tym - jak twierdzi - się zna. Bezdzietny, bez prawa jazdy oraz planów na przyszłość.

14 komentarzy:

  1. O kurczę, przyznam, że okładka i tytuł mnie bardzo zainteresowały, gorzej niestety troszkę wychodzi z fabułą... no, ale może kiedyś jak znajdę więcej czasu to sięgnę po tę pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z Harrym Dresdenem mi się skojarzyło. Polscy magowie jakoś mnie nie przekonują. Niemniej jednak podoba mi się zawarty w recenzji obiektywizm.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachęciłaś mnie do przeczytania tej książki. Mam nadzieję, że niedługo wpadnie w moje ręce. Ostatnio potrzebuję takiej formy jak opowiadanie. Są krótkie i (czasami) bardzo dobre. Lubię obserwować w jaki sposób niewielka ilość niesie wielki przekaz.

    OdpowiedzUsuń
  4. To nie jest książka dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmmm jakoś bardziej sięgnęłabym po tę książkę która analizuje wampiry niż po ten zbiór opowiadań ;) Otwarte zakończenia to najgorsza rzecz na świecie! Dzięki za szczerą recenzję :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Też nie lubię otwartych zakończeń, ale szalenie intryguje mnie tematyka, no i ostatnio mam słabość do polskich pisarzy, więc mimo negatywnych twoich odczuć, ja się skuszę na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja lubię otwarte zakończenia i to uczucie niedosytu po zamknięciu książki, więc kto wie może przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Raczej nie sięgnęłabym po tę książkę (ze względu na tematykę i formę opowiadań), ale chętnie zrobię sobie na przekór i rozejrzę się za nią :P
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja chyba sama nie sięgnęłabym po tę książkę - wydaje mi się ciężka, a po Twojej niezdecydowanej ocenie również się do tego nie palę, zwłaszcza, że wolę pogodniejszy klimat ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka wygląda na "ostre" science-fiction. Muszę poczekać, aż najdzie mnie ochota na lekturę czegoś takiego

    OdpowiedzUsuń
  11. Otwarte zakończenia bywają ciekawe. Jestem jednak trochę skołowana i zastanowię się jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jestem przekonana czy sięgnęłabym po tę książkę z półki w księgarni lub biblioteki... Najpewniej nie, a po Twojej recenzji dochodzę do wniosku, że może i słusznie bym zrobiła. :)

    Nazwisko autora mi się poza tym źle kojarzy... Z dziwnym kolegą z gimnazjum. :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba nie bardzo mam chęć na taką "brzydką" książkę... Wystarczy mi jesień za oknem ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmm... Zasadniczo rzecz biorąc to są tylko wybrane opowiadania tego autora, inne można znaleźć w internecie i pojawiają się nowe. Osobiście książkę bardzo polecam :)

    OdpowiedzUsuń