Kalinka - Andrzej Lipiński

Autor: Andrzej Lipiński
Tytuł: Kalinka
Wydawnictwo: Dobra Literatura, 2011
Liczba stron: 231
Moja ocena: -/10
„Długo trzymałem obraz kwitnącej jabłoni na wysokości jej oczu. Patrzyła zauroczona w tę cichą krainę, jakby chciała do niej wejść. Gdyby mogła poruszyć ręką, wyciągnęłaby ją w stronę łąki i próbowała dotknąć mleczy. Gdyby umiała chodzić, weszłaby tam jak Alicja do Krainy Czarów… i może już nigdy nie wróciłaby do pokoju.”*
                Tytułowa Kalinka to dziewczynka cierpiąca na rdzeniowy zanik mięśni. Od urodzenia skazana jest na poznawanie świata z perspektywy wiecznie nieruchomo leżącego ciałka. Jej jedynym oknem na świat są jej oczy, które skrywają w sobie duszę zdrowej dziewczynki, która jest gdzieś głęboko ukryta w schorowanym ciele. Tak głęboko, że nie sposób jej wydostać z bezwładnej, materialnej istoty...

                Niemniej jednak rodzice Kalinki – Andrzej i Barka – nie poddają się w tej nierównej walce z nieuniknioną śmiercią. Swoje mieszkanie zmienili w prywatny szpital intensywnej terapii. Ich samochód stał się osobistą karetką, przystosowaną do potrzeb małej Roślinki. Otaczając się sprzętem medycznym próbują stworzyć „normalny” świat pozbawiony bezdusznej sterylności. Mimo utrudnień jakie nałożyła na nich choroba ukochanej córeczki, próbują wieść życie, jakie wiedliby, gdyby Kalinka była zdrowa. Odbywają podróże po Europie i po Polsce, chcąc pokazać córce, jak piękny jest świat, który ją otacza. Niestety, podróże nie należą do komfortowych i przyjemnych, jak mogłoby się wydawać – oddychanie Kalinki wymaga stałego nadzoru, bowiem na respiratorze nie można polegać, o czym Andrzej również się przekonał nie raz.
„Ile razy można godzić się ze śmiercią własnego dziecka i odprowadzać je w duchu do bramy, za którą nie widać drogi?”*
                 Życie Andrzeja i Barki to ciągła walka o ocalenie ulotnego życia córki z czekającą u progu śmiercią. Ciągłe wyrywanie Kalinki z rąk śmierci bywa męczące i przytłaczające, ale rodzice wciąż nie tracą nadziei. Chwytają się każdej możliwej deski ratunku, która pojawia się na ich horyzoncie – nawet jeśli jest to deska spróchniała, której nawet nie warto się łapać. Tam, gdzie zawiodła medycyna, próbują innych, alternatywnych metod. Przejeżdżając Polskę wzdłuż i wszerz, szukają pomocy u uzdrowicieli, energoterapeutów i cudotwórców. Próbują wszystkiego – mimo głośnych protestów racjonalnego myślenia – nawet leczenia na odległość i kuracji przez telefon. Jedni pomyślą, że to głupota i naiwność, ale cóż innego pozostało, gdy wszystko inne zawodzi? Gdy wciąż jest nadzieja? Gdy wciąż chce się próbować? Bo może zdarzy się cud? Bo przecież warto…

„Tak jak walka napędza samą siebie  i jest, przynajmniej do czasu, swoim własnym źródłem energii, tak bezradność rodzi rezygnację, staje się błędnym kołem poddania i utraty sił.”*

„Kalinka” to łapiąca za serce, autentyczna historia Andrzeja Lipińskiego, przepełniona miłością, nadzieją i wiarą w niemożliwe, ale również pełna paraliżującego strachu, bezsilności i zwątpienia.

Dla Autora książka jest formą terapii, sposobem na znalezienie szukanych odpowiedzi i swoistym oczyszczeniem myśli. Jest próbą zaakceptowania działań okrutnego losu, zrozumienia  własnej tragedii. Jest również próbą na odnalezienie sensu cierpienia. A dla Czytelnika? Czym „Kalinka” jest dla jej odbiorców? 

Z pewnością jest to przejmująca lektura, która zostanie na długo w  pamięci – dzięki swojej autentyczności, ale również dzięki emocjom, które wyzwala.  Dla jednych z pewnością będzie kolejną przeczytaną książką w domowej biblioteczce, ale dla drugich może być wsparciem i inspiracją do działania. Do tego by się nie poddawać i żyć. By wciąż na nowo szukać szczęścia i wierzyć, mimo przeciwności losu. 

Jestem pełna podziwu dla Andrzeja Lipińskiego. Za co? Za to, że znalazł w sobie siłę i odwagę by spisać swoje przeżycia i podzielić się nimi z całym światem. Podzielił się nie tylko swoją tragedią, ale również wiarą, która często jest nam bardzo potrzebna. I nie wiarą w sensie religijnym, ale wiarą w ludzkie możliwości, w odporność na ból i cierpienie. Wiarą w człowieka. 
Autor świetnie przelewa na papier swoje emocje – strach, bezsilność, frustrację, ale również wszechogarniającą miłość do córki i żony oraz nadzieję. W przejmujący sposób pisze o swojej codzienności, o sześciu latach walki o życie swojej chorej córki. O ciągłym strachu  i niepewności, że śmierć może nadejść nagle, w najmniej oczekiwanym momencie. O radości, którą widział w oczach swojej nieruchomej córeczki nazywanej Roślinką. 

                Pewnie zapytacie, gdzie podziała się ocena książki, która zawsze pojawia się w moich recenzjach. Otóż postanowiłam nie oceniać tej książki żadnymi przyziemnymi numerkami. Bo jakim prawem mam oceniać czyjeś życie? Pewnie powiecie, że Autor sam wystawia się na krytykę publikując książkę. Owszem, macie rację. Ale ja osobiście tego nie zrobię. Nie będę krytykować tragicznej historii czyjegoś życia, bo to nie jest fikcja literacka, a namacalna rzeczywistość. Ocenę zostawię Wam, każdemu z osobna. Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że zachęcam każdego z Was do lektury „Kalinki” Andrzeja Lipińskiego.

*Wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej książki.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dobra Literatura


7 komentarzy:

  1. Książka pisana przez życie- takie lubię. Z każdej takiej pozycji możemy wynieść coś dla siebie i zobaczyć że nasze życie wcale nie jest takie złe jak nam się wydaje i że mamy za co dziękować losowi. Z pewnością przeczytam ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeraża mnie ogrom nieszczęść dotykających ludzi, dlatego nie jest to książka dla mnie. Mam za słabą psychikę na to, co może mnie tam spotkac.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie - nie można poddać ocenie czyjegoś życia. Historia pana Andrzeja związana z jego córką musi być naprawdę przejmująca...
    Niemniej jednak, bardzo dobra recenzja :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałabym przeczytać tę książkę, dużo autentycznych emocji, a zarazem wiara w lepsze jutro, niegasnąca nadzieja, to jest to, co w książkach sobie bardzo cenię:)
    Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czuję, że to bardzo poruszająca i piękna historia, z którą po prostu MUSZĘ się zapoznać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam już jedną recenzję tej książki i była równie pozytywna co Twoja. Także koniecznie muszę przeczytać tę, aż nader życiową książkę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zachęciła mnie. To właśnie moja tematyka, problemy, choroby, ksiązki bliskie życiu. Jeśli będę miała szansę, przeczytam.

    OdpowiedzUsuń