Dziesięć minut po miłości - Christine Kerdellant

Autor: Christine Kerdellant
Tytuł: Dziesięć minut po miłości/ Dix minutes après l'amour
Wydawnictwo: Świat Książki, 2008
Liczba stron: 238
Moja ocena: 6/10

O czym myślą mężczyźni dziesięć minut po miłości?
"Dziesięć minut po miłości mężczyźni nienawidzą kobiet. Zwłaszcza tej, która jest obok."
            Nad tym pytaniem oraz nad wieloma innymi, zastanawia się główna bohaterka, Marianne, trzydziestotrzyletnia dziennikarka pisma dla kobiet, która poszukuje mężczyzny idealnego. Od kiedy 2 lata temu, zostawił ją Julien, Marianne jest kobietą samotną, a właściwie to singielką. Współcześnie nie mówi się o kobietach samotnych a stare panny już dawno powinniśmy schować do lamusa. Teraz kobiety są niezależne i wolne z własnego wyboru.

            Tylko, że Marianne wcale nie czuje się silna i niezależna. A tym bardziej nie czuje się wolna z własnego wyboru, bowiem to nie ona wybrała wolność, a jej poprzedni facet. Teraz, zmęczona swoją samotnością,  postanawia zmienić swoją sytuację i szuka wymarzonego księcia z bajki. Niemniej jednak przelotne randki i przygody oraz chwilowe oczarowania nie satysfakcjonują naszej dziennikarki. Bo przecież nie szuka krótkotrwałych uciech, tylko trwałej miłości i partnera na całe życie, z którym będzie mogła założyć rodzinę, dzielić smutki i radości i żyć jak w bajce.
            Nagle, zupełnie przypadkiem, dzięki swojemu błyskotliwemu artykułowi uśmiercającemu legendarny mit o Don Juanie, poznaje Wolnego Idealnego Singla, który chce jej udowodnić, że się myli co do znanego wszystkim podrywacza. Philippe wydaje się być kandydatem perfekcyjnym - zabójczo przystojny, inteligentny, wykształcony i bogaty. Czegóż chcieć więcej? Tak więc Marianne wpada w sidła zauroczenia, z których początkowo nie może się wydostać. Lecz wkrótce wszystko się odmieni, czar pryśnie, a Marianne znów znajdzie się w punkcie wyjścia. Ale czy na pewno? Może jednak gdzieś skrywa się cicha nadzieja, że w życiu Marianne pojawi się On, wymarzony mężczyzna?

            "Dziesięć minut po miłości" to przepełniona humorem i bezbłędnym dowcipem współczesna powieść o relacjach damsko-męskich, które zupełnie zmieniły się na przestrzeni wieków. Za sprawą emancypacji kobiet i feminizmu, współczesne kobiety stały się bardziej otwarte, bardziej niezależne i silniejsze. A co na to mężczyźni? Myślę, że odpowiedź na to pytanie znajdziecie w książce, bowiem ta w dużym stopniu porusza kwestię różnic kulturowych, społecznych i psychologicznych między kobietami a mężczyznami.

            "Dziesięć minut po miłości" to także powieść o tym, co kobiecie siedzi w głowie, o poszukiwaniu ideału mężczyzny, o pogoni za szczęściem. Według mnie jest to typowe babskie czytadło, dobre na wakacje, jesienny wieczór czy po prostu w chwilach relaksu, kiedy chcemy przeczytać coś lekkiego, nie wymagającego zaangażowania z naszej strony. W bardzo dowcipny sposób porusza prozaiczne kwestie w relacjach damsk0-męskich, które sprawiają, że nie sposób się uśmiechnąć. Co więcej, zawiera ogrom zabawnych historyjek oraz ciekawostek, które wprowadzane są w ramach dygresji.
"Grupa pasażerów z Titanica znalazła schronienie na bezludnej wyspie. Wśród nich znajduje się dwóch Włochów i jedna Włoszka, dwóch Francuzów i jedna Francuzka, dwóch Greków i jedna Greczynka, dwóch Niemców i jedna Niemka, dwóch Anglików i jedna Angielka, dwóch Rosjan i  jedna Rosjanka, dwóch Japończyków i jedna Japonka dwóch Chińczyków i jedna Chinka,dwóch Amerykanów i jedna Amerykanka. Kiedy wreszcie po miesiącu, jaki upłynął od katastrofy przybywa pomoc, prawdziwa natura zrobiła swoje:
-Jeden z Włochów usmiercił drugiego, aby zdobyć jego żonę,
-Dwóch Francuzów i Francuzka żyją w zgodnym trójkącie,
-Niemcy opracowali surowy program wizyt i odwiedzają kobietę, kiedy przypada ich kolej,
-Grecy śpią ze sobą, Greczynka zaś sprząta i gotuje,
-Anglicy wciąż czekają aż ktoś wreszcie przedstawi ich rodaczce,
-Rosjanie najpierw długo kontemplowali ocean, potem kobietę a potem poszli się kąpać,
-Japończycy wysłalifax do Tokio i czekają na dalsze instrukcje,
-Chińczycy otworzyli apteke, restaurację, sklep monopolowy, pralnię chemiczną i zapłodnili kobietę, żeby im dostarczała nowych rąk do pracy,
-Amerykanie rozmyślają nad skutecznym sposobem popełnienia samobójstwa, ponieważ ich rodaczka nieustannie biadoli nad swoim ciałem, roztrząsa istotę feminizmu, chce im dorównać we wszelkich wyczynach, pilnuje, zcy podział prac domowych jest sprawiedliwy, uskarża się, że piasek i palmy ją pogrubiają, albo się zastanawia, co zrobić, żeby mieć lepsze stosunki z matką..."
             Myślę, że książka jest dobra, kiedy chcemy się oderwać od cięższej lektury czy też od przytłaczającej rzeczywistości. Tak poza tym, nie jest to książka wysokich lotów, ot kolejna historyjka nieco przypominająca przygody Bridget Jones. Fajne się czyta, ale bez rewelacji dlatego daję 6/10.

5 komentarzy:

  1. Typowe babskie czytadło, a ja właśnie takie lubię. A poszukiwanie "faceta idealnego" to może i wyeksploatowany pomysł na powieść, a jednak wciąż dobry.

    OdpowiedzUsuń
  2. @bsz
    Owszem, masz rację, co do tego, że pomysł może i jest wyeksploatowany, ale wciąż dobry, a to wszystko dlatego, że jest wciąż aktualny. W świecie, kiedy kobiety sukcesu jako priorytet stawiają karierę, a potem nagle budzą się po trzydziestce ze świadomością, że czegoś im brakuje, to temat bardzo aktualny :)
    A tutaj jest to fajnie opisane, high-tech i świat wirtualnych randek pełen humoru :)
    Nikt nie mówi, że typowe babskie czytadła są złe - też je lubię, szczególnie kiedy chcę odsapnąć po cięższej lekturze. Co nie zmienia faktu, że jest to lektura lekka i niekoniecznie porywająca i zostająca w pamięci na lata :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro bez rewelacji, to na razie podziękuję:)
    Ale gdy będę szukać czegoś lekkiego, to będę o niej pamiętać;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie babskie czytadła nie zmuszające do myślenia uwielbiam brać na plażę :)
    Niestety... o plaży to sobie teraz mogę tylko pomarzyć...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam dokładnie jak Scathach ;) Kiedyś dla relaksu ;)

    OdpowiedzUsuń